Warning: mysql_fetch_array(): supplied argument is not a valid MySQL result resource in /home/goniecl/domains/gonieclokalny.pl/public_html/components/com_joomlastats/joomlastats.inc.php on line 221

Warning: mysql_fetch_array(): supplied argument is not a valid MySQL result resource in /home/goniecl/domains/gonieclokalny.pl/public_html/components/com_joomlastats/joomlastats.inc.php on line 429

Niezależna sublokalna gazeta prywatna.

Redaktor Naczelny i Wydawca: Zbigniew M. Jelinek.

Projekt wydania papierowego – własny. Realizacja – własna. Teksty własne.

Adres Redakcji: Książ Śląski 52a, 67-128 Kożuchów, woj. lubuskie. Telefon: [68] 355-70-10. E-mail: zbigniew.jelinek@wp.pl.

Rok założenia: maj 1995. Wszelkie prawa zastrzeżone. Druk wydania papierowego: grzecznościowo-sponsorowany. 

Artykuły

<Oblicze Dnia>


                          Teksty

              „Gońca Lokalnego”

      na internetowych portalach

-Maj - Czerwiec 2013-

*1.05. Pierwszy dzień lubuskiego wojewody:

poszedł pod pomniki i na cmentarz

*6.05. Zamiast lokalnej gazety - gminę oplątuje

sieć internautów z bieżącymi informacjami

*14.05. Żarski dziennikarz, którego skuto w kajdanki

- uniewinniony

*4.06. Sadowy finał "Babci od styrty". Wygrała

z policją, otrzyma przeprosiny i zadość uczynienie

*31.07. Dziennikarka TVN wodziła za nos

hotelarzy z całej Polski...

 
Start arrow Serwis arrow CSI nr 11'19
21.01.2020.
CSI nr 11'19 Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
31.10.2019.

CodziennySerwisInformacyjny

*****************************************

Wychodzi 24 godziny na dobę

*Obserwacje na gorąco*Lokalne wieści

*Niedyskrecje*Plotki *Zapowiedzi*

**********************************

Nr 11. -o- Listopad 2019 -o- Wyd. 10

****************************************

leitmotiv: Uciekam z liśćmi

ku chmurom, szukając

miejsca z kroplą wody

************************

 

 

13, środa.

11:48.| Pogoda gorzej niż pod psem. Wczoraj jedynie chwilowe rozpogodzenia, potem lanie wody z niebios. Noc w ulewie. Teraz, po chwilowym rozpogodzonym poranku – powrócił deszcz. Jak może w takiej aureoli czuć człowiek? Tym bardziej ja, zmagający się z oparami rzeczywistości? Nawet czytanie książek leży odłogiem i toi od dwu miesięcy! Rekord beznadziejności! O napisaniu jakiegoś, nawet króciutkiego tekstu, a tematy można wokół znaleźć – trzeba powiesić na szubienicy. Brak kopa w tyłek. A od jutra czekają mnie bardzo trudne chwile, sam na gospodarstwie i ustawiczne podróże do szpitala (w praktyce dwa razy dziennie). Jutro także wizyta u okulisty (badanie , które będzie potrzebne o przedłużenie niepełnosprawności). Orzecznictwo potrzebuje aktualnego badania przed miesięcznym złożeniem wniosku – zaś, aby takie badanie wykonać poprzez NFZ – najbliższy termin wizyty to... sierpień 2020 r.! Toteż prywatnie – za tydzień. I niechaj, te kretyni z PiS nie pieprzą ludziom, że kolejki do lekarzy znikają, a służba zdrowia staje na nogi! Takie pieprzenie kotka za pomocą młotka...Chwilę miałem wolnego czasu stad ta notka, lecz nie wiem, czy ją teraz umieszczę. Trzeba zasuwać do obowiązków: gotowanie obiadu czeka...:#

11, poniedziałek.

09:45.|. Bo tak jednak nie miało być, a wyszło jak zwykle. Poza chęciami i mglistymi deklaracjami -nie uczyniłem nic, aby istnieć codzienne tutaj. Żyję jakby poza sobą, powierzchownie, bez ikry działania, dokonywuję jeno czynności potrzebne do codziennej egzystencji. Nic z tych rzeczy – czyli pisania - w tej chwili nie czynie. A niebawem czekają znów mnie intensywniejsze czynności, powtórnie codzienne będę odwiedzał pomieszczenia szpitalne w Zielonej Górze, a wszystkie rzeczy gospodarczo-domowe będą tylko w moich rękach. Czyli może tutaj czekać z mojej strony milczenie. Rzecz jasna, chcę to radykalnie zmienić, lecz nadal mi to się nie udaje. Nadzieja jest tylko codzienna. Lecz mamy dzisiaj słoneczny poranek z uroczą mgiełką i lekkim szronem. To również napawa nadzieją, że moja psychika wyleczy się z dekadentyzmu. Teraz idę ogarnąć domostwo i czynić pierwsze kroki do przygotowana obiadu (poranne sprzątanie domostwa mam już z głowy)...#

1, piątek.

11:42.| A więc powrót, ociężale, jeszcze z bólem rzeczywistości, jeszcze brakuje równowagi i dobrego samopoczucia, nawet palce odwykły od klawiatury. Wszystko wypada zacząć od nowej karty. Trudne, nawet bardzo trudne chwile rodzinne przetrwałem. Choroba współmałżonka jeszcze nie zanikła, jest długa droga do zaleczenia, niemniej wypada zacisnąć pięści i ciągnąć wózek dalej. Wierzyłem, że cuda mogą się czasami zdarzać i tak się u mnie może się wydarzyło. Przetrwałem, bo uwierzyłem. Lecz to nie koniec jeszcze. Długa droga leczenia i rehabilitacji, co może, oczywiście, wpływać na moją tutaj aktywność... Dni są krótkie, plus dla mnie jest i taki, że sporo popołudniowego czasu spędzać się będzie w domowych zakamarkach, stąd czas na zaprzyjaźnienie się z komputerem, który przez dwa miesiące traktowany był po macoszemu. Jest też nadzieja, że powstaną nowe newsy. Od trzech dni wtargnęły nocne przymrozki, ale słońce dynda, można doznać ocieplenia w jego promieniach. Są angielskie mgły. Dzisiejszy poranek był również zakleszczony przymrozkiem i mgłą. Mój zwierzyniec też odczuł ochłodzenie, noce spędzają w kotłowni. Dziś ponadto czas zadumy na tymi co od nas odeszli. Niebawem udaje się na cmentarz na mogiły rodzinne. Nawet pogoda wpadła w uciszenie, mgła, tu i ówdzie szron, wokół cisza. Uff, ociężale jest jeszcze mi pisać , lecz to dobry prognostyk, aby wolno się rozkręcać.#

 
następny artykuł »