Warning: mysql_fetch_array(): supplied argument is not a valid MySQL result resource in /home/goniecl/domains/gonieclokalny.pl/public_html/components/com_joomlastats/joomlastats.inc.php on line 221

Warning: mysql_fetch_array(): supplied argument is not a valid MySQL result resource in /home/goniecl/domains/gonieclokalny.pl/public_html/components/com_joomlastats/joomlastats.inc.php on line 429

Niezależna sublokalna gazeta prywatna.

Redaktor Naczelny i Wydawca: Zbigniew M. Jelinek.

Projekt wydania papierowego – własny. Realizacja – własna. Teksty własne.

Adres Redakcji: Książ Śląski 52a, 67-128 Kożuchów, woj. lubuskie. Telefon: [68] 355-70-10. E-mail: zbigniew.jelinek@wp.pl.

Rok założenia: maj 1995. Wszelkie prawa zastrzeżone. Druk wydania papierowego: grzecznościowo-sponsorowany. 

Artykuły

 

Lubuskie:

 

nie chcą obchodów

 

rocznic wyzwolenia

 

z 1945 roku

 

11:24. Region. Do lamusa

powędrowały uroczyste obchody

rocznic wyzwolenia

Ziem Zachodnich przez Armię

Czerwoną. - Za nią przyszło

zniewolenie, terror i grabież

cywilizacyjnego dorobku

- mówią dziś osadnicy.

Ale władze Szprotawy,

67.rocznicę wyswobodzenia

miasta obchodziły. - To hucpa!

- oburzyli się mieszkańcy.

 
Start arrow Serwis arrow CSI nr 12'18.
18.12.2018.
CSI nr 12'18. Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
01.12.2018.

 

CodziennySerwisInformacyjny

*****************************************

Wychodzi 24 godziny na dobę

*Obserwacje na gorąco*Lokalne wieści

*Niedyskrecje*Plotki *Zapowiedzi*

**********************************

Nr 12. -o- Grudzień 2018 - o- Wyd. 9.

****************************************

leitmotiv: Nie widzę światła.

powinno tu przecież być,

za ogromnymi drzwiami

domu, domu też nie ma,

za to są oklaski

************************

 

 

16, niedziela.

09:17.| Chciałem wcześniej tu napisać, że wokół mamy biel puszysta, lecz po wczorajszym opadzie śniegu z dużymi płatkami – ani śladu. Ładnie z przyjemnością dla oka sobie padał. Lecz po popołudniu tak się niespodziewanie rozpogodziło, że biel zniknęła. Ale dzisiejszy poranek jest nią nieco ubarwiony. Najwidoczniej o świcie spadł niby to śnieg niby to drobny grad. Weszło już słonce, nasamprzód wielkie i pomarańczowe, teraz jest wyżej i lekko przymglone. Wcześniej miałem tu to oznaczyć, bowiem teraz słońce wstaje po mojej prawej stronie – jak to obserwuję przez okno. Wcześniej wschodziło po lewej stronie. Ta odległość z lewa do prawa jest teraz dość znacząca. Będąc jeszcze przy wczorajszym dniu: już, już miałem natchnienie na napisanie tekstu, lecz to się naraz skończyło, albowiem zagłębiłem się w lekturę „Terapii” Sebastiana Fitzeka i inne rzeczy się nie liczyły. Doprawdy fantastycznie napisana, z nieco mroczna atmosferą i z nieoczekiwaną końcową fabułą. Koniecznie muszę sięgnąć po jego następne książkowe pozycje, które – jak ta – są bestsellerami światowymi... Kiedy do jesiennej pory czas wolny spędzałem do późnych godzin nocnych na czytaniu, to teraz idąc na obejrzenie informacyjnego pasma telewizyjnego ( Panorama, Informacje Lubuskie, Wydarzenia, Fakty, Wiadomości) – już od ekranu tv nie odchodzę, mimo iż puszczane jest w większości same badziewie. Przelatuję pilotem wszelkie kanały, od czasu do czasu coś mnie zainteresuje, zwłaszcza na kanale „Historia'. Zdziadziałem więc w tym zimowym okresie. Co na dziś? Rozkręcam się bez pomyślunku na dalszy czas. Mam naszkicowany z wczorajsza lead do nienapisanego jeszcze tekstu („Zarobki burmistrza są w wysokości jako trzecie w powiecie. Radni też mu dotrzymują kroku. Gmina jest najwięcej zadłużona i najbiedniejsza. O kim mowa? Właśnie to Kożuchów!”), ale teraz nie wiem czy pociągnę dalej ten tekst. Tak lub nie. Ujrzymy to wkrótce. Lecę przeto się rozruszać...#

15, sobota.

 08:05.| Ależ dopadła mnie niemoc! Żadne zabiegi nic nie działały! Złorzeczenia również psu na budę! Totalna apatia! Wczoraj nieco – przy pochmurnej i szarawej aurze i w towarzystwie wariackiego rajcowania trzech koteczków – spróbowałem wystukać te słowa przyzwyczajając do obcowania z klawiatura. Plusem jest to, że ukończyłem czytanie „Rozmów z katem” Kazimierza Moczarskiego. Zakupiłem do lektury trzy pozycje: Michael Connelly „Upadek”, Sebastian Fitzek „Terapia” oraz Jonas Winner „Cela”. Zacznę od Fitzeka, niemieckiego mistrza psychologicznych thrillerów („najbardziej przerażająca podróż w głąb ludzkiego umysłu i jeszcze dalej”, dziewczyna cierpi na tajemniczą chorobą i znika bez śladu, str..311)... A dzisiejszy, sobotni poranek w scenerii pierwszego w tym roku opadu śniegu. Czyni się wokół biało. Nie jest mroźno. Moja niemoc trwa, zaraz idę do gospodarczych prac (piec centralnego wypada wyczyścić również). Rano jakoś jestem rozproszony, wkurzają też tu pisane literówki, zwłaszcza zanikanie znaków, trzeba poprawiać... Szlag! Zmykam stąd, cholera mnie już bierze!

9, niedziela.

10:23.| Brzydko. Pochmurnie i z dodatkiem deszczu. Wiatr tez wszystko maci. Lecz wczoraj przed popołudniem ciepło i rozkwit słońca, potem się to wszystko zmieniło. Pożegnałem tez wczoraj Irka, żył 72 lata. Od pierwszego roku życia utracił wzrok, migawki jedynie miał rzeczywistości., Ale za to dostał dusze artysty. Świetnie grał na akordeonie. Rzadko zdarza się abym łzy mi popłynęły. Tu się to zdarzyło. Żegnaj najlepszy Przyjacielu! Zmarł tuż po operacji (dziura w jelicie grubym) na Mikołaja. Pochowany zaś został w dniu poczęcia Jezusa u Maryi. Po pogrzebie nie byłem w stanie cokolwiek zrobić, z kolegami wspominaliśmy Go. Już nie krzyknę, co zazwyczaj czyniłem przejeżdżając obok jego domostwa - „Dziadek!”. Ukończyłem czytanie Rydahla „Eremitę”. Nieco rozczarowanie. A może mam już większe wybujałe oczekiwania? Teraz powracam znów do Moczarskiego „Rozmowy z Katem”. Jutro wybieram się do Zielonej Góry po zakup 2-3 książkowych pozycji. A co jeszcze na dziś? Nie wiem. Jestem rozkojarzony i bez jakiekolwiek pomyślunku. Amen. #

7, piątek.

09:24.| Pisanie o pogodzie, to bujanie w obłokach, bo jest rzeczą niemożliwą, tak się tam na górze porobiło, że co godzinę aura się zmienia. Tego nie da się przewidzieć na dłużą metę. Wczoraj np. po porannym przymrozku i pochmurnym niebie – ok. 11-ej niebiosa wyrzuciły rozpromienione słońce (przynajmniej w Książu), momentami było upalnie. Lecz po pół godziny wszystko zanikło, znów chłód i opadowe chmury. Późnym wieczorem ocieplenie. Z kolei dziś nie tylko pochmurno, co i deszczowo, ale ciepło. Co dalej – znak zapytania. Takowy znak zapytania wypada postawić nade mną. Żadnego sensownego planu działania nie mam. Pokręcę się przy gospodarczych zajęciach i być może wtedy coś sensownego do mnie przyczołga się. Z pewnością będzie również lektura. Zajrzę też do „Kuriera Warszawskiego”, jestem na roku 1920, okres walki z bolszewikami. W sieci na razie żadnych dla mnie inspiracji. Bryndza. Toteż idę do swoich gospodarczych zajęć (kotłownia,podwórko...). Jeszcze to. Smutna wiadomość: wczoraj zmarł jeden z moich najlepszych kolegów we wsi: Ireneusz Roszak. Przyjaciel, człowiek o dobrym sercu. Ileż godzin przegadaliśmy, ileż wspólnie czasu ze sobą spędziliśmy! Los Go nie oszczędzał. Był osobą niewidomą, ale w rzeczywistości doskonale sobie radził, świetnie grał na akordeonie. Ostatnio poważnie chorował. Miałem Go w tamtym tygodniu odwiedzić, lecz – jak to zazwyczaj bywa - odkładałem to na inną chwilę, że jutro, że na pewno pojutrze. Nie zdążyłem. Jest ból. Wybacz, Irek...#

6, czwartek.

09:04.| Ten wczorajszy przymrozek nadal trzyma. Ale dziś nie ma słońca, pochmurnie i szarawo. Jedynie bielący na ziemi szron. Lekka mgła. Wczoraj cały dzień dyndało słońce w towarzystwie lekkiego mrozu. Toteż w południe aura skusiła mnie do pyknięcia fajki przy butelce piwa. Chodziłem w towarzystwie zwierzaków po obejściu, starając być w promieniach słońca, w cieniu dało odczuwać chłód. Dziś tego nie uczynię, sztabowcy zapowiadają opady deszczu, a nawet śnieg. Jestem już po porannym obrządku. Bo nasamprzód śniadanie dla ptaszków, które już okupowały gałęzie drzew przy karmiku. Równolegle prawie – śniadanie dla kotków (jest 8, dwa jeszcze się nie pojawiły, trzeba więc im dać jedzenie spóźnione), zjawił się też Zeus z eskapady miłosnej (trwa to już ponad tydzień) i jak zwykle zjadł i znów pognał na drugi koniec wsi. Odrobinę czasu spędził na witanie się z Czarkiem. Potem jeszcze wędrówka ok.50 metrów na posesję sąsiada i tam na cały dzień dać jeść Suzi. Owczarek pilnuje budującego się domu, właściciel o poranku wyjeżdża do swej firmy, nieco czasu ma dla psa dopiero porą wieczór. Ale wszystko jest w porządku. Zaraz czeka mnie poranny obchód domostwa, zrobienie wcześniejszego obiadu, po przed południem czynie wypad do Zielonej Góry. Zerka teraz do sieci pospiesznie, internet dopiero wychodzi z nocnej pościeli... Sięgnąłem wczoraj do Moczarskiego. „Rozmowy z katem” po kilkakrotnym onegdaj czytaniu, książka się rozlatuje. Przeczytałem jeden rozdział, pokrywa się to ze scenami teatru tv, a to jeszcze mam w pamięci, więc mam jakby trójwymiarowy obraz. Moczarski trochę koliguje mi z „Eremitą” (inna odskocznia zarówno w treści jak i w formie), muszę więc wcześniej ukończyć Rydahla. Kończę, czas mnie ponagla. W łepetynie pusta karta, zero pomyślunków na teksty. #

5, środa.

08:55.| Musnęło lekkim przymrozkiem. Stąd nieco zabieliło się szronem przy wschodzącym słońcem, które - na razie – udaje przebijać się przez szarawe chmury. To najwidoczniej te, które wczoraj na zmianę przynosiły przelotny deszczyk i rozpogodzenia. Temperatura również była dodatnia. Przedwczoraj należało odnotować aż 11 kresek powyżej. Budzi się więc dzień. Spokojny, bez wstrząsów i bez rewelacji, które popchnęłyby mnie do wystrugania jakiegoś przyjemnego tekściku. A tak od dłuższego czasu bryndza. W internecie też ple-ple, euforia się skończyła. Kończę czytanie „Eremity”, poczynam dozować, bowiem moja półka do czytania jest już pusta, zaś nowe zakupy wykonam dopiero w następnym tygodniu, kiedy do kieszeni coś skapnie z renty. W poniedziałek leciała powtórka teatru TVP „Rozmowy z katem” Moczarskiego i chyba znów sięgnę po tą jego książkę, kilkakrotnie już czytaną. Żałuję jedynie, że swego czasu widziałem kolejne jej wydanie już bez ingerencji cenzury, nie kupiłem. Toteż dzisiejszy żal. Kończę przy rozkręcającym się z wolna słoneczku. W takim stanie – wg sztabowców – tu u nas będziemy żyć przez jeszcze najbliższe dni.#
3, poniedziałek.

09:52.| A więc pada, mimo wcześniejszego zwiastuna rozpogodzenia po wczorajszych wieczornych opadów deszczu. Bez mrozu, kilka kresek ocieplenia. Ponuro. Co tu więc robić Kilka domowych prac porządkowych. Zaraz poranna kawa wg mojego sposobu: łóżeczka kawy rozpuszczalnej 1-2 łyżeczki kawy naturalnej oraz łyżeczka cappuccino. Będzie też lektura Pustelnika („Eremity”). W sieci poszukam też bodźca do napisania jakiegoś newsa. Może o coś interesującego zahaczę. Jutro wypad na zielonogórskie targowisko. Po raz pierwszy od dłuższego czasu moje zwierzątka na dziś i jutrzejszy poranek mają jeszcze nieco jedzenia, bo bywało tak – kiedy mnóstwo pochłaniały żywności – musiały zadowalać się głodówkami jedzenia. Rozpoczynamy więc pierwsze kroki ku zakończeniu roku...#

2, niedziela.

09:19...| Nadchodzi odwilż. To czuć, to widać. Gdzieś tam zjawia się zwiastun promieni słonecznych, w dali unosząca się mgiełka, tu i ówdzie jeszcze szron i przymarznięta ziemia. Powietrze rześkie. Cichutko wokół. Z kominów domostw unoszący się ku górze dym. Kotki moje po śniadaniu brykają po podwórku. W radiu transmisja mszy św. Żona przygotowuje produkty na obiad. Cóż, a ja? Żadnej lektury teraz. Jeżeli wczoraj na panewce spaliły moje postanowienia na dokończenie tekstu o kurewskich rzeczach, jakie rząd PiS wdraża przeciwko psom i innym zwierzętom, bo większość czasu spędziłem na lekturze „Eremity”, a potem idiotycznie zmarnowałem czas na jeszcze bardziej idiotycznych programach tv – to teraz nie uciekam od komputerowej maszynerii i, chcąc nie chcąc, muszę ukończyć ten tekst. Będę tu ślęczał, aż ukończę! Potrwa to nieco, bo, jak to u mnie przy takich rzeczach bywa, robię krótkie przerwy na relaks. Materiału mam sporo, więc nieco wcześniejszą strukturę tekstu będę zmuszony zmienić. No to do dzieła!

W Polsce posiadanie psa będzie luksusem

Drakońskie kary i absurdalne podwyżki. Rząd majstruje przy zwierzętach.- Ktoś tu traci zdrowy rozsądek – twierdzą oburzeni właściciele czworonogów. A prezydent apeluje.

KSIĄŻ ŚL.,WARSZAWA, 2.12. Weszły w życie przepisy znowelizowanego Kodeksu Wykroczeń, Jedną z kwestii tam zawartych są regulacje dotyczące posiadaczy psów. Właściciel psa stwarzającego zagrożenie będzie już zagrożony karą grzywny w wysokości nie 250 zł (tak było do tej pory), ale aż 5000 zł. Oprócz tego grozi mu nawet kara ograniczenia wolności albo nagana. Jeśli zwierzę zagrożenia nie stwarza, to grzywna wyniesie „tylko” 1000 zł. jednak, że nie tylko o smycz czy kaganiec tu chodzi. Podobna kara będzie grozić tym, którzy nie mają zabezpieczonej posesji. Jeśli więc pies biega wokół domu, który nie ma ogrodzenia, to również jest odpowiedzialny za „stwarzanie niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia człowieka”. - Nowe przepisy mają mieć w dużej mierze działanie odstraszające. Właściciele mający świadomość kary będą chętniej zakładali swoim psom kaganiec i smycz – twierdzą urzędnicy. Zabulgotało wśród posiadaczy czworonogów. Rzecz jasna, są za restrykcjami w stosunku do agresywnych psów, lecz budzi ich sprzeciw obłędne stanowisko wobec psów z ras z natury psów niegroźnych. - Ważne jest, by w tym wszystkim zachować przede wszystkim zdrowy rozsądek – apelują do policji i straży miejskiej, przede wszystkim tej ostatniej mundurowej formacji. Gros właścicieli i opiekunów psów to ludzie humanitarni, oddani sercem dla dobra zwierząt, obojętnie nie przechodzący nad czworonogami skrzywdzonymi przez los. - Ostatnio czytałam artykuł jak pies uratował dziecko ogrzewając malca własnym ciałem. Gdyby był uwiązany, dziecko by zmarło i co na to przepis? Rozumiem psa trzeba pilnować szczególnie w skupiskach ludzi,lecz żaden przepis nie może być bezwzględny – spostrzega Andrzej Wawrzyniak. Sytuacja psów jest inna w miastach i na wsiach. Burmistrz Nowego Miasteczka, Danuta Wojtasik (Lubuskie) w związku nowelizacją kodeksu wydała oświadczenie: - Dlatego, na początek, grzecznie przypominamy właścicielom psów o ich obowiązkach. Przy dalszym braku reakcji, uruchamiamy system kar – ostrzega. Natomiast Kazimierz Ponikwia odpowiada: - Proszę zostawcie psy w spokoju. Co one winne, że służą ludziom. Niby człowiek istota doskonała, większość wierząca, a jak niszczy środowisko naturalne poprzez wyrzucanie śmieci gdzie popadnie, palenie byle czym itd. To takie osoby trzeba przywoływać do porządku i ewentualnie karać. Psy to tylko sama dobroć. Podaj łapę – prosi na koniec. - Dziś urzędowo będą wyłapywać psy hasające luzem i karać ohydnie wysokimi mandatami właścicieli, zaś jutro będą wyłapywać ludzi chodzących luzem! Co jeszcze obłąkańcy wymyślą?! - denerwuje się pan Zbigniew, proszący o zachowanie do wiadomości swoich danych. - Straż miejska już zaciera ręce: będą wysokie mandaty, będzie miejska kasa pełna. Mnie już ostrzeżono, bo dokarmiam psy porzucone przez mieszczuchów. Prezydent Nowej Soli, Vadim Tyszkiewicz podniósł opłaty za posiadanie psa, czyli niebawem wioski utoną psami porzuconymi. Obłęd! - zniesmaczony dorzuca. Może i tak być, że sąsiad zadzwoni do straży na sąsiada, że ten porusza się w towarzystwie psów bez smyczy czy kagańca. Mandat zagwarantowany. Takie rzeczy się naprawdę dzieją, np. w kożuchowskich wsiach. Lecz to nie koniec armagedonu. - Bez debaty publicznej, po cichu, polski sejm pracuje nad projektem podniesienia podatku VAT na leki weterynaryjne z 8% do 23% - donosi na jednym z profili społecznościowych Marcin Dorociński. - Wielu ludzi nie będzie stać by pomagać zwierzętom, kastrować je, leczyć, utrzymać. Łatwiej będzie je porzucić, przywiązać do drzewa lub uśpić. Niestety takie są brutalne realia. Od wielu lat staram się pomagać rożnym instytucjom zajmującym się zwierzętami i wiem jakiego rzędu ponoszą koszty – są gigantyczne – informuje. Toteż branża producentów i importerów leków weterynaryjnych zawrzała. Fakt będzie taki: - W sklepach wszystko może zdrożeć. Nie tylko przemysłowi hodowcy, ale także i drobni zwyczajny rolnicy mogą odczuć zmianę najbardziej. Zwłaszcza jeśli pod swoją opieką mają dużą ilość zwierząt i rocznie kupują wiele leków dla nich – opiniuje Artur Zalewski, dyrektor Polskiego Stowarzyszenia Producentów i Importerów Leków Weterynaryjnych POLPROWET. Ten rynek jest wart rocznie około 1 mld złotych, a po podwyżce VAT-u na 23% albo na 24% (taka liczba też się pojawia) przybędzie dodatkowo 150 mln zł. Przedstawiciele branży mięsnej szacują, że podniesienie VAT-u zwiększy im koszty produkcji o 0,3 do 0,4%. To znacznie nadszarpnie marże, która obecnie kształtuje się w granicach 3-4%. Podsumowując, ta zmiana dotknie nas wszystkich: hodowców, mleczary, mięsiarzy, schroniska, fundacje czy prywatnych właścicieli psów i kotów. - To tylko propozycja, jeszcze nad tym dyskutujemy – broni się wiceminister finansów Filip Świtała, Ale coś jest na rzeczy. Prezydent RP Andrzej Duda będąc w Poznaniu na otwarciu Narodowej Wystawy Rolniczej zaapelował, żeby z tego się wycofać: - Proszę o wycofanie się z takich pomysłów. Nie zgodzę się na podniesienie VAT-u, bo to godzi w polskie rolnictwo, hodowców zwierząt, a także w zwykłych ludzi, bardzo często starszych, kiedy mają swoich pupili i już dziś z trudem są w stanie podołać kosztom opieki weterynaryjnej. Uderzy w schroniska dla zwierząt. To bardzo szkodliwa i dotkliwa podwyżka – powiedział. Wielu jeszcze w to nie wierzy. Czekają mówiąc, że idziemy na dno, jeżeli nic się radykalnie nie zmieni: - Pokażmy, że los zwierząt nie jest nam obojętny!#

[Tekst ten również ukazał się na profilu Radio Wnet].

1, sobota.

09:45.| Niespotykana gołoledź! Od kilkunastu dni ziemia została zamarznięta, toteż dzisiejsza poranna mżawka czyni swoje. Moje trzy diabełki-kotki bawiąc się na podwórku ślizgają się na kostce. Ponoć idzie ocieplenie z temperaturami nawet plus 11. Lecz to u nas, na wschodzie zima i mróz a natarciu. W Książu zatem ponuro, wielka cisza wokół. Jeżeli wczoraj idylle wiejską rozpruwali wielkie ciężarówki wiążące grys na dokończenie budowy drogi na Czasław, dziś - najwidoczniej mają wolne. Nie spieszy się im, bo -przecież w Polsce drogi buduje się w słocie. A ja nie mam nadal witalnych sił, aby w końcu skończyć wcześniej sygnalizowany tekst o drakońskich karach za nieupilnowanie psów. Oczywiście, ten stan mnie męczy, lecz jestem w tym dołku bezsilny. Może dziś? Akurat by wypadało, bo na zewnątrz aura jest taka, że nic z gospodarczych prac nie da się zrobić. Ziemia przymarznięta, jest mokro i ślizg, a i liści prawie na ziemi brak. Człek pokręci się wokół i tyle, więcej czasu przesiedzi w domu. Będę kontynuował więc czytanie Thomasa Rydahl'a „Eremitę”. I wówczas wejdzie we mnie moc na dokończenie tekstu? Ano zobaczymy...#


 
następny artykuł »