Warning: mysql_fetch_array(): supplied argument is not a valid MySQL result resource in /home/goniecl/domains/gonieclokalny.pl/public_html/components/com_joomlastats/joomlastats.inc.php on line 221

Warning: mysql_fetch_array(): supplied argument is not a valid MySQL result resource in /home/goniecl/domains/gonieclokalny.pl/public_html/components/com_joomlastats/joomlastats.inc.php on line 429

Niezależna sublokalna gazeta prywatna.

Redaktor Naczelny i Wydawca: Zbigniew M. Jelinek.

Projekt wydania papierowego – własny. Realizacja – własna. Teksty własne.

Adres Redakcji: Książ Śląski 52a, 67-128 Kożuchów, woj. lubuskie. Telefon: [68] 355-70-10. E-mail: zbigniew.jelinek@wp.pl.

Rok założenia: maj 1995. Wszelkie prawa zastrzeżone. Druk wydania papierowego: grzecznościowo-sponsorowany. 

Artykuły

 

<Oblicze Dnia>

 

 

 

                       Teksty

        „Gońca Lokalnego”

na internetowych portalach

- Luty 2011 -

1.02. Zielona Góra. Spłonęła ikona 

wieców i koncertów 8.o2. Szkoły w

Broniszowie  zlikwidować nie damy

 - obiecują mieszkańcy wsi

14.o2,. Mieszkańcy nie zezwolili na

likwidację wiejskich szkół

15.02. Afganistan: Polacy

wyeliminowali groźnych terrorystów

18.02. Pękł lód na rozlewisku Odry:

dwie 7-letnie bliźniaczki utonęły

19.o2. Mistyka gór wedlug bp Stefana

Regmunta dla młodzieży

25.o2. Napadli, pobili i zostali aresztowani

26.o2. Rozpoczęła się operacja do wymiany

PKW w Afganistanie

 

 
Start arrow Serwis arrow CSI nr 6'2017.
19.10.2018.
CSI nr 6'2017. Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
01.06.2017.

CodziennySerwisInformacyjny

*****************************************

Wychodzi 24 godziny na dobę

*Obserwacje na gorąco*Lokalne wieści

*Niedyskrecje*Plotki *Zapowiedzi*

**********************************

Nr 6. -o- Czerwiec 2017 -o- Wyd. 8.

****************************************

leitmotiv: Budzimy się przy

milczących oknach, potem

będzie ból ciała i to będzie

nasz świat

z rewolucją tęsknoty

************************

29, czwartek } 30, piątek.

10:04.| Wczorajsze strugi deszczu ominęły Książ. Przed 20-ą zjawił się porywisty wiatr, pociemniało, i nuż, nuż miało lunąć jak z cebra – a tu figa! Kilkanaście kropelek, wiatr też się zmył. Tymczasem granatowe chmurzyska burzowe zarówno w okolicach Zielonej Góry i z przeciwnej strony, niżej w okolicach Wrocławia. W Zielonej Górze kilkanaście ulic zostało zalanych, podtopienia, połamane drzewa, straty, a w Książu się o godz. 21-ej przejaśniało, duszno stawało się. Byłem na Trosce. Rzeczywiście, krajobraz koszmarny. Po osadzie został jedynie betonowy most, który dlatego ocalał, ze służył przejazdom czołgów z kożuchowskiego pułku LWP. Tam gdzie były domostwa – chaszcze, wysokie zarośla, samosiejki, skarłowaciałe i już zdziczałe też drzewa owocowe. Kilka ciekawych rzeczy udało mi się pozyskać. Osadę przeznaczono dla ludności ukraińskiej z Akcji Wisła. Ci z kolei między sobą poczęli wyrównywać porachunki, osadnicy z pobliskich okolic, też i z Książa również w bijatykach uczestniczyli jako odwet za Wołyń. Ponoć padło kilka trupów. Jeden z mieszkańców Książa dostał dożywocie. Wykryto ponadto w cmentarnej kaplicy arsenał porzuconej broni. Ukraińcy z Troski w latach 50-tych wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych i do Kanady (ci spod znaku Tryzuba) Mam kilka nazwisk rodzin tamtejszych: Kaszczaki, Pyrcele, Łożyniaki, Zemlany. Mówi się też o zakopanych tu autach czy kosztownościach. Swego czasu byli tu poszukiwacze z odpowiednim sprzętem. Nic nie wskórali...Będąc dziś w Zielonej Górze widoczne są jeszcze ślady szalonego oberwania chmury. Miasto dochodzi do siebie. Cisza więc, a na zewnątrz jako takie przejaśnienia i duszno i spiekota...Też odczuwam tego skutki: internet nie działa (bazę mam w mieście), wczoraj z kolei przed Wiadomościami TVP1, więc wtedy kiedy na okolice Żar i Żagania wkraczała podobna burza, co w Zielonej Górze – najprawdopodobniej z pobliskiego nadajnika w Wichowie pyknęło coś, bowiem na ekranie tv trzeszczał obraz, jedynie głos szedł bez zakłóceń.

20:40.| Pisanie do sztambucha, bowiem awaria sieci internetowej z przekaźnika w Zielonej Górze, po wczorajszym deszczowym horrorze, jakie przeżyło miasto – trwa nadal. Człowiek nagle jakby został w ciemnym tunelu, alternatywy nie ma, bo telewizję prezesa Kurskiego za żadne skarby nie można oglądać, zaś na innych stacjach jeżeli nie sensacje kryminalne to jakieś wymiksowane rzeczy, które też są niestrawne. Szczęście, że mam pod sobą księgozbiór i mogę sobie pogwizdać. W altance trzymam ciągle czytającą się pozycję Kuśniewicza „Stan nieważkości”, zaś w ganku począłem czytać „Strefy” też Kuśniewicza, dawno dawno temu z pewnością czytane, teraz jakieś tam elementy mi się przypominają. W tej chwili, będąc w swoim biurowym kantorku, pisząc te słowa, do „Stref” jednak nie sięgam. Na tv też nie idę. Nie wiem, co będę dalej z tym wieczorem bez internetu robił. Powinienem począć pisać tekst o Trosce, jest przecież sposobność niezakłócająca, lecz dopada mnie prąd lenistwa. Przed 17-ą nad Książ zaczęły wkraczać złowrogie granatowe chmurzyska w towarzystwie porywistego wiatru, zapowiedź nawałnicy. Wszystko po chwili rozeszło się bokami, zrazu pokropił na ochłodę deszczy, lecz później smyrgnęło intensywniej, deszcz był według swoich prawideł z dodatkiem szturmującego wiatru. Jeszcze w tej chwili coś za oknem się dzieje. Wiatr gna ciemniejsze chmurzyska ku wschodowi. Niestety, ochłodziło się znacznie. Wszystko wskazuje, że dziś o wiele wcześniej pójdę do łóżka, czyli po 22-ej.

22:10.| Jeszcze jestem. Bez zmian. Fala deszczu powróciła targana wiatrem. Woda potrzebna, przyroda tego pragnie na gwałt. Bolączka jest taka, że z tymi zawirowaniami wkrada się chłód, i jak to bywa tak łatwo nie ustąpi. Kotki moje gdzieś po katach poukładały się do snu, wcześniej przed nadejściem chmur wylegiwały się również po katach, bo i w żywopłocie i na pod bruku, zaglądam jeszcze do Czarka, co czynię zawsze przed pójściem do wyrka, pies merda ogonem na dobranoc...#

30, piątek.

08:35.| Finisz miesiąca i jako tako przetrwany, przynajmniej w niezatraceniu systematyczności tutaj pisania. Powinna to być oznaka na wzloty twórcze w lipcu. Ale paraliż internetu trwa, po g.9-ej będę musiał zasięgnąć języka w biurze sieci. Pogoda pod psem. Karty rozdaje wiatr, momentami porywisty. Gna deszczowe chmury w kierunku wschodnim. Wczoraj przez kraj znów przetoczyły się nawałnice, lubuskie już pomijały. Przed chwilą kolejny raz z pyszczka kotki wyciągnąłem malutką sikoreczkę. Jeszcze żyła, umieściłem ją w bezpiecznym miejscu. Modlę się, by do siebie doszła. Kotka poluje przy karmiku, wypatruje ptaszków, które lądują na ziemi. Staram się wokół karmika sprzątać okruchy i przeganiać stamtąd ową łowną kotkę, cwaniarkę...

10:36.| Yes, Yes, Yes! Lecz to moja niezaradność (ale kto by też tak pomyślał?). Nie było awarii internetu. Skontaktowałem się z firmą, tam wszystko gra. Błąd u mnie. Poprzez telefoniczne instrukcje szefa firmy, krok po kroku (bo żadnego rozeznania nie mam w tej maszynerii) – awarię naprawiliśmy! Okazało się, że poluzowany był kabel od kostki przekaźnikowej. Szok, bo właśnie tego kabelka nie sprawdzałem – dociskając inne. Niewyobrażalna radość i najserdeczniejsze dzięki firmie zielonogórskiej Netdrive.pl. Jak najlepsze mam zdanie o Nich. Wspaniałe chłopaki. Zaproponowali mi jeszcze dogodniejsze warunki, takie, by komputer miał jeszcze lepsze przyśpieszenie, i najważniejsze, abonament bez zmian! Netdriwe.pl operuje też w kożuchowskiej gminie. Polecam. Tym,czasem wietrzysko jest jeszcze, przegania chmurzyska deszczowe tak skutecznie, że od czasu do czasu do Książa zagląda słoneczko. Jestem więc usatysfakcjonowany, przeto stąd zmykam, zaraz będzie kawa wg mojej receptury (dwie łyżeczki rozpuszczalnej, łyżeczka naturalnej, łyżeczka cappuccino), będzie fajka, i dla relaksu kilkadziesiąt stron książki... Zapraszam jutro do serwisu nr 7.#

28, środa.

08:27.| Kawał dobrej roboty wczoraj zrobiłem. Niespodziewanej lecz skutecznej. Nasamprzód, po wielkich wewnętrznym dąsaniu się, że nie teraz, że może nazajutrz, a może jeszcze w innym czasie – w południe zakasałem rękawy i począłem koszenie trawy. A, że - niewiarygodnie – szło mi to sprawnie i miałem siłę – skosiłem całość, co zajęło mi, nie licząc wielkiego potu, ponad trzy godziny (więc w normie, jak zwykle). Późnym wieczorem. po dokonaniu podlewania ogrodu, będąc przy komputerze (cholera, nie ślimaczył się, mimo iż – jak to już bywa nagminnie – na każdej otwieranej e-stronie wielka gnojowica reklam, stąd ładowanie i zwalnianie komputera!), począłem gromadzić jakieś dostępne notki o folwarku Troska (przy sposobności zjawiło się i Wolnice), która to miejscowość została formalnie nie tak dawno wykreślona z map administracyjnych Polski na wniosek gminy Kożuchów. Zamierzam o tym napisać obszerny tekst. Jest wzmianka, że w latach 50-tych osadę przypadkowo zbombardowali Rosjanie z lotniska w Szprotawie. Pierwsze o tym słyszę, stąd czekają mnie poszukiwawcze prace i rozmowy z osobami tutejszymi. Rzecz jasna, kiedyś tam byłem, teraz również muszę. I druga, wyłapana, informacja, warta do przetworzenia na tekst: burmistrz Jagasek postanowił sprzedać budynki po szkołach w Studzieńcu, Broniszowie i w Mirocinie Górnym. Jest to pokłosie radosnej reformy oświatowej, jaką przy końcu swojej kadencji buńczucznie wprowadzał burmistrz Andrzej Ogrodnik (tej „reformatorskiej” nutki nie wyzbył się i teraz, stąd też musiał w pośpiechu czmychać z członka Zarządu Powiatu Nowosolskiego, wyczuł smród, bo zarząd nie dostał ze swej pracy absolutorium!). Ale to też jest totalna porażka Jagaska, bo wbrew soczystym obietnicą (nawiązującym właśnie do Ogrodnika), że za jego kadencji wioski otrzymają zasób i oświaty i kultury i budowy społeczeństwa obywatelskiego – teraz machnął na wieśniaków ręką i wszystko burzy... Burza zapowiadała się też wczorajszym wieczorem, lecz akurat zachodzące słońce rozświetliło okolicę i „po ptakach”, trzeba było ogród podlewać. I wieczorowa fajka i przepiękny śpiew ptaszków (górowały skowronki). Po drugiej strony drogi mam kilkadziesiąt dziko rosnących liściastych drzew (szara olsza, wierzba), więc stamtąd i o poranku, i wieczorową porą, również i nocą dochodzą do mnie śpiewne arie. Natężenie następuje w lipcu i w sierpniu, więc lubię czasami wtedy aż do północy – siedząc czy to na ganku czy w altance – delektować tym uroczym ćwierkaniem. Pisane to było wczorajszą nocą. Co teraz? Ano z razu niebiosa rozświetliło słońce, po chwili z zachodu wtargnęły szarawe chmurzyska i jest deszczowe zachmurzenie, lecz ciepło. Przed chwilą znów komputer rozpoczął swe harce – cokolwiek otwierasz, a tu owa gnojowica reklam, nie można przeglądu przyspieszyć! Zmykam, aby się nie wkurzać, mimo iż w międzyczasie kilka pozycji z American's Got Talent obejrzałem...#

27, wtorek.

08:33.| Znów narzekania. Wczoraj, po obejrzeniu w TVP1 „Wichrów wojny” zasiadłem przy komputerowej maszynerii szperając tam w poszukiwaniu jakiś wzmianek, które posłużyłyby mi do wystrugania lokalnego newsa, którego ostatnio tu brak. Lecz mnie zaraz szlag począł trafiać, chrzaniona maszyna znów poczęła się ślimaczyć, resety na moment sytuacje uzdrawiały, koło się zamykało, interesujących notek też nie znalazłem. Martwota. Próbuję więc teraz. Też martwota, noc nic nie przyniosła ożywczego. Jedynie dzisiejszy poranek w pełni słońca z oznakami przychodzącego upału. Bo ma tak być przez kilka dni, to u nas, bo na wschodzie burze. Jakie więc plany? Trudno rzec, boję się, że będzie to kolejny dzień bezproduktywny, jakieś tam drobnostki wokół, bez uniesień... Nadzieja, ze coś fajowego do łepetyny wleci.#

26, poniedziałek.

08:45.| Jeżeli sobota nie przebiegła tak jak sobie planowałem (np. wyjazd na festyn do Radwanowa), to też i wczorajszy dzień nieco był rozstrzelany. Żadnych wzlotów twórczych. Niemniej: przy paleniu fajki i przy słonecznej aurze – kilkanaście stronic przeczytanych „Stanu nieważkości” Kuśniewicza. Uczta. Przebogate słownictwo, słowa okraszone onegdaj, bogactwo, narracja, Tego po łebkach nie można czytać. Tego się nie zrozumie bez degustacji. A potem, przy zachodzie słońca – zjawił się wiaterek, gdzieś obok z pewnością hasała burza, a w Książu potem leciutki deszczyk pokropił, tak dla zasady, ożywszy, także, że nie musiałem podlewać wodą ogród, jedynie warzywa pod namiotem. Dzisiejszy poranek z lekkim deszczowym zachmurzeniem, są oznaki, z to ucieknie i zjawi się pogodna aura, bo jest też ciepło. Już jestem poirytowany, maszyneria komputerowa ślimaczy się, zawiesza, pośpiesznie żadnych newsów nie można wyłuskać. Może to i za wcześnie, wszystko jeszcze jest niedzielne? Ociężale więc na dziś kończę...#

24, sobota.

08:57.| Wczorajszy miły dzień. Popłynęły życzenia od Moniki i Marcina, synowa Jagoda również dała buziaka. O tak, dzień ojca przeto. A po popołudniu również się rozpogodziło. Deszczyk od czasu do czasu musnął, lecz – kiedy rozsadzałem krzewy papryki, pozostałości, w ogrodzie, głębiej w ziemi natrafiałem na suche podłoże. Mało jednak tej wody spadło. Do późnej nocy przesiedziałem w swoim lasku rozkoszując się przyrodą, fajką i od czasu do czasu lekturą Kuśniewicza i jego „Stanu nieważkości”. Butelka piwa też była, zwierzątka obok mnie hasały. Można było się delektować, komary sobie pofolgowały. Podobnie było przedwczoraj, gdzie urokami nocy delektowałem się aż do nadciągającej burzy przed północą. Dziś Jana. O godzinie 11-ej w miejscowym kościółku pw. Św,Jana Chrzciciela odpust. Jan również jest w miejscowym sklepie. Będzie się zatem nieco działo. Z kolei w Radwanowie festyn rodzinny, wg afiszu mnóstwo nagromadziło się patronatów imprezy. Podnoszenie prestiżu organizatorów? Może też tam zajrzę? Taki plan jawi się. Bo i z wolna się przejaśnia, jest nieco deszczowego zachmurzenia, jest duszno i ciepło. Upału nie ma. To tyle.#

23, piątek.

00:10 – 09:07 | A jednak. Przyczołgała się burza. Grzmoty były. Przed snem j4eszcze te kilka słów. Muszę to uczynić, bowiem nam sympatię, która codziennie tu zagląda, ciekawa jest, co ten Jelinek dziś nabazgroli. Lecz ona nie wie, że ją też uwielbiam […]. O poranku również popadało. Deszczyk z utęsknieniem oczekiwany. Teraz się przejaśnia. Jest przyjemnie. Oddycha się całą piersią, orzeźwiające powietrze. Wszelka roślinność pocznie wybuchać, niebawem to oznacza, że zjawi się moment na koszenie trawy. A ja tu nieco poirytowany, szlag mnie bierze na maszynerię komputerową, ociężale te cholerstwo chodzi, tak że zwiewam stąd by nie zwariować. Wirtualnie bez skoków zdarzeniowych. Nuda. Idę na kawę, fajkę i koło domu się pokręcić, w planie – coś trzeba upitrasić na obiad.#

22,, czwartek.

08:32.| Toteż wczoraj było upalnie. Toteż było pięknie. Nie narzekajmy więc. Ciepła nam potrzeba, tak samo jak miłości, zrozumienia, sympatii i tolerancji. Kilka spraw koło domowych poczyniłem, ponadto, by nie stracić jakiś tam wizji – sięgnąłem znów do Andrzeja Kuśniewicza, tym razem do jego powieści „Stan nieważkości”. Rzecz jasna, swego czasu to czytałem, lecz pamięć ulotna, w całości nie wiem w czym rzecz, epizody znajome, dalej pustka. Nie oto jednak tu biega: czytając enty, uwagę przede wszystkim skupiam się na warsztacie literackim autora. Przepiękna kompozycja równoczesnych płaszczyzn narracji i bogatego słownictwa. Uczta. Lecz to wszystko trzeba czytać powoli, smakować, a nie tak po łebku. Pojawiło mi się w łepetynie kilka newsów, które oczekują urzeczywistnienia, choćby to: zaklinowanie świadczeń zusowskich – listonosze dostarczają rencistom i emerytom świadczenia w postaci w pierwszej kolejności banknotem 500 złotowym i jest problem by go rozmienić na drobne, nikt tego nie chce; dwuznaczna rezygnacja byłego burmistrza Kożuchowa, Andrzeja Ogrodnika z płatnej i intratnej posady członka Zarządu nowosolskiego starostwa – ponoć ma być głównym dowództwom nowosolskiej strefy przemysłowej, a stamtąd kandydatem wyborczym na burmistrza Kożuchowa; wiemy dlaczego burmistrz Kożuchowa Paweł Jagasek dał tysiące złotych na remont drogi w gminie Nowa Sól, zamiast na kożuchowskie drogi – jest to zobowiązanie z porozumienia tajnego między nim, a ówczesnym wicestarostą nowosolskim Robertem Paluchem (obecny wicewojewoda) w otrzymaniu 1 mln 200 tys. na remont drogi w Studzieńcu, wójt gminy Nowa Sól żyje w związku partnerskim z Paluchem (oboje PiS), najwidoczniej Jagasek (PO) chcąc walczyć o swoją reelekcję chce wkraść w tryby PiS-u i urzeczywistnić swe marzenie, że po raz drugi będzie burmistrzem!; obiecany remont drogi Książ-Czasław, mimo wyłożonych pieniędzy przez powiat – jest w zawieszeniu, jest nadal tu bajzel: czy również Książ doczeka się na wzór Mirocinów małych drogowskazów z oznaczeniami numerów posesji, które leżą od głównych traktów wsi?, bo teraz, kiedy Książ się rozbudował po obrzeżach – cudem jest pod poszukiwany numer trafić, tym bardziej, że wcześniej już numeracja we wsi jest pochrzaniona […]. Zaglądam na zewnątrz: cóż, kolejny upalny dzień! Zmykam więc stąd, grzechem jest przesiadywać w czterech ścianach, kiedy pięknie grzeje słońce przy śpiewie ptaszków...O, kolega jechał ciągnikiem do sąsiada na koszenie trawy. Zaleci wnet do mnie powalająca woń koszonej trawy.#

21, środa.

08;39.| Pierwszy dzień lata. Za sobą mamy dwa rzeczywiście upalne dni tego roku. Wstępujemy w okres kanikuły. Mówiąc prawdę, to ową kanikułę mam od kilkunastu miesięcy. Żadnych literackich wzlotów, nie wspominając o zaniechaniu wydawania papierowego „Gońca”. Rzeczy dziwne z „GL” się dzieją, miałem złożony pierwszy numer, lenistwo mnie wówczas ogarnęło, teksty się zdezaktualizowały, potem nowych tak mało napisałem, że czekając na dodatkowe – poprzednie już traciły swoją wartość. Trzeba czekać więc, kiedy ten Jelinek oprzytomnieje. A dzisiejszy poranek również z niebieskim niebem i z rozkręcającym się słońcem. Sztabowcy orzekli wczoraj, ze dziś ma być nieco chłodniej. Inni jeszcze mówią, ze czekają nas afrykańskie upały. Z nieco oddali dolatujący warkot pracy traktora i przylatująca do mnie przyjemna woń zapachu koszonej trawy. Kanikuła zatem. Oczekujemy lekkiego deszczyku, wokół sucho. Przedwczoraj udało mi się wyrwać z pyszczka kotka małego wróbelka, prawdopodobnie uczącego się latać. Umieściłem go, przestraszonego i wyczerpanego, w małym legowisku, dając tam wodę i nieco jedzenia. Legowisko umieściłem na dachu w pobliżu gniazda wróbli. Dziś sprawdziłem. Jedzenie zjedzone, wróbelka nie ma. Najprawdopodobniej żyje. Tu bowiem na dach kot by się nie dostał...Po za tym cisza. #

19, poniedziałek.

08:23.| Zapowiedzieli, że dziś otrzymamy z niebios upał, do 3o kresek ma to być. Rzeczywiście, najwidoczniej to się dzieje. Błękit na niebie. Jest już upalnie, muśnie czasami lekki wiaterek. Zwierzątka wylegują się w promieniach słońca. Idylla?

Zanotowane wczoraj. <> Toteż laptop wyciągnąłem do altanki, począłem – pykając sobie fajkę – delektować się zarówno aurą słoneczną, przylatujących do karmika ptaszków jak i swoimi myślami przy równoczesnym czytaniu „Lekcji...” Kuśniewicza. Kontemplacja. Nieco wcześniej najprawdopodobniej uratowałem od śmierci wróbelka. Jego nieuwaga a spryt jednego z moich kotków – i taki oto efekt, że ptaszek znalazł się w pyszczku kota. Ruszyłem na pomoc, ptaszek z pyszczka uciekł i pofruną przy ziemi, lecz już na taką okazję oczekiwał kolejny kot, uchwycił go, znów zrobiłem raban, ptaszek chyba kolejny raz, już na dobre odfrunął. Moment ten, przy przeganianiu kota, uciekł mi. Ptaszka nie znalazłem, więc z pewnością uratował się […]. Po spożyciu obiadu, niestety, człowiek nagle staje się rozleniwiony. Coś również jest z próżności. Płomienność myśli czmychnęła gdzieś. Powstał senny chaos. Drugie pykanie fajki też ociężałe, nic nie wskrzeszające. Trzeba to jakoś przeczekać. Planuję sobie jutrzejszą ekspedycję skuterem do Ochli, do swoich tam spędzonych lat dzieciństwa. Pojadę przez Małe Barcikowice ku Kiełpinowi, potem skręt na Ochle,tuż przy byłym niemieckim polowym lotnisku, gdzie chodziliśmy z chłopakami baraszkując tam w ziemi lub w lejach w poszukiwaniu nabojów, które powstawały po detonacjach niewybuchów, jakie dokonywane były przez saperów zwożących tu wszelkie odnajdywane pociski. Nikogo wówczas w pobliże nie wpuszczano. Z chłopakami zrazu w odległości kilometra obserwowaliśmy wybuch. Nasamprzód ujrzeliśmy wysoki słup ziemi lecącej ku górze, potem po chwili odgłos detonacji. Dziś tutaj są działki ogrodnicze. Tuż za nimi budynek stacji kolejowej zlikwidowanej kolei szprotawskiej. Nasyp torowy w stadium zanikania. Przy rozwidniającym się wjeździe do wsi, za zakrętem po lewej stronie na wzniesieniu – szkoła. Mieszkałem naprzeciwko niej. Wchodziłem szerokimi betonowymi schodami. Do tego poniemieckiego budynku dobudowano potem nowoczesny szkolny budynek. Czyściłem cegły na budowę. Kończyło się tu czwartą klasę. Dalsze klasy aż do ósmej były usytuowane w innym obszerniejszym budynku, oddalonym nieco blisko centrum wsi. W czasie przerw biegaliśmy poza skrzyżowanie do sklepu po świeże szneki czy rogale. Drugi sklep był nieopodal na górce w sąsiedztwie kościelnej wieży niemieckiej parafii ewangelickiej. W sąsiedztwie tegoż sklepu był również sklep z metalami i z gospodarstwem domowym. Idąc dalej napotykamy kolejne skrzyżowanie ku Jeleniów- Żary-Świdnica. Nieopodal jest świetlica, za nią budynek, w którym też pomieszkiwałem, po wyprowadzeniu się z pierwszego. Pojeżdżę sobie po tych wszystkich uliczkach, po których hasałem […]. Kolejna przerwa w pisaniu. Nie sposób było wystukiwać, niespodziewanie jakieś skurcze w prawej dłoni, ból, palce sparaliżowane. Swego czasu też miewałem takie dolegliwości. Abym tego nie miał w poniedziałek, z sentymentalnej wycieczki byłyby nici, a dodatkowo czekają mnie, odkładane przez kilka dni (pogoda deszczowa i chmurna) postrzyżyny żywopłotu. W międzyczasie ukończyłem czytanie Kuśniewicza i jego „Lekcji martwego języka”. Mimo, iż jeszcze w pamięci miałem poniektóre z tej książki epizody, ale czytać kolejny raz było miło. Pyknęło już po 17-ej, za dwie godziny czeka mnie podlanie warzyw pod folią i zakończenie niedzieli. Obejrzę w tv jedynie pasmo informacyjne (Wydarzenia, Fakty, Wiadomości), dopiero jutro na dłużej zatrzymam się przy ekranie, bo lecą „Wichry wojny”, onegdaj

oglądany już serial, lecz z pamięci nieco mi uleciał. We wtorek planuję wypad na zielonogórskie targowisko po zaopatrzenie dla moich zwierzątek. #

18, niedziela.

08:27.| Znów jakiś bolesny zastój. Zmuszam się jednak, by w końcu ten poniższy tekścik opublikować. Bo i pogoda, po chwilowym załamaniu poczyna się stabilizować. Jest słonecznie przy akompaniamencie pięknego dla ucha śpiewu ptaszków. Co dalej? Trudno teraz rzec. Trzeba niedzielę przetrwać...#

Bez rozpaczy, bez emocji.
Burmistrz Kożuchowa, sztandarowy działacz Platformy Obywatelskiej pozyska absolutorium za rok ubiegły. Tak się stanie, bo uzbroił swoich rycerzy w przeróżne zakulisowe apanaże. Rzeczywistość jest jednak inna. Prześledźmy to.

KOŻUCHÓW, 17.06,| Prześledźmy krok po kroku całą sytuację. W roku 2016 zapisano dochody w budżecie na sumę 44,2 mln zł, a wydatki na 46,9 mln zł, powstałą budżetową dziurę – 2,6 mln zł - ma pokryć kolejny kredyt. Oznacza to, że kwota długu, która pod koniec 2015 r. wynosiła 22,9 mln zł, teraz wzrośnie do 25,6 mln zł. Lecz za to, zdaniem burmistrza, gmina pozyska inwestycje na kwotę 7 mln zł. W harmonogramie budżetowym m.in. zapisano: rozbudowę drogi powiatowej Lubieszów-Studzieniec, przebudowę i remont chodników przy. ul. Młynarskiej, Rataja, koszarowej i Kościuszki,przebudowę drogi gminnej Cisów-Solniki, termomodernizację obiektów oświatowych SP nr 2 i Przedszkola nr 1 czy wykonanie nawierzchni boiska na miejskim stadionie. Radni budżet zaakceptowali jednogłośnie. Ale jeszcze w styczniu Jagasek dostał pstryczka od rzeczywistości: kolejne awarie sieci wodociągowej rozsierdziły mieszkańców. - Czy warto robić igrzyska, gdy z kranu leci pomidorowa? - pytano. Wtedy Jagasek zapowiedział, że może wyremontować wodociąg kosztem miejskich imprez i inwestycji. - Jestem człowiekiem odważnym, powiem mieszkańcom, że w tym roku nie ma Dni Kożuchowa, nie ma imprez, wstrzymujemy inwestycje. Pieniądze przekazujemy na wodociąg – rzekł. Nie przeszkadzało to, że mieszkańcy znów otrzymali podwyższone stawki za pobór wody i odprowadzenie ścieków. Potem zaś odetchnął z ulgą: referendum w sprawie jego odwołania ze stanowiska – spaliło na panewce. - Mam nadzieję, że moi przeciwnicy dostali nauczkę – skomentował fakt, ze komitet referendalny nie zebrał wymaganej liczby podpisów. Zadowolony z miejsca swoim podległym urzędnikom przyznał „trzynastki”, największej kwotowo w nowosolskim powiecie, bo 178 tys.552 zł. W międzyczasie radni zlikwidowali Muzeum Ziemi Kożuchowskiej, na które wydano już 80 tys. zł. Lecz nie odważyli się wyrazić swojego stanowiska o funkcjonowaniu Centrum Kulturalnego „Zamek”, zwłaszcza wydawania periodyku „Aktualności Kożuchowskie – tuby propagandowej burmistrza. Nie było wołania o pomstę do niebios. Niesmak również pozostał po falstarcie Budżetu Obywatelskiego: cała kwota 70 tys. zł poszła na modernizację glinianek, czyli w piach. Piasek na glinianki sprowadzono aż z Gryżyc. Większa jego część wchłonęła woda, bo Uskom spartaczył prace przy budowie plaży. Mieszkańcy wsi zostali wystrychnięci na dudka. BO staje się kością niezgody między miastem a wsiami. Z kolei i burmistrzowi utarła nosa komenda główna policji: nie będzie planowanego remontu kożuchowskiego komisariatu. Przyszłość jednostki od kilku lat stoi więc pod znakiem zapytania. O ból głowy przyprawia burmistrzowi prezes Uskomu, Sławomir Trojanowski. Po raz, nie wiadomo już który, wyciąga ręce po pieniądze z miejskiego budżetu: w marcu dostał 250 tys. zł na remont kanalizacji i wodociągu pod rondem, niebawem będzie chciał 600 tys, potem jeszcze pół miliona na zadania zlecone. Uskom za to zobowiązał się, że zajmie się, rzecz jasna, odpłatnie zielenią w gminie. W samej Radzie Miejskiej na wiosnę zawrzało. Dotychczasowi paladyni Jagaska poczęli odwracać się od niego plecami. Z przewodnictwa zrezygnował Jacek Niezgodzki. Przyjaciele stali się wrogami,a wrogowie przyjaciółmi. W marcu w Stacji Uzdatniania Wody uruchomiono nowoczesne filtry. W przypadku awarii sieci, w kranach nie będzie sucho. - Weszliśmy w XXI wiek – oznajmił prezes Trojanowski. Nieco później okazało się, że to pic na wodę. Koszmarne awarie płynęły jedna z drugą. Lecz Trojanowski za lecącą w kranach brudną wodę nie zamierza mieszkańcom zwracać pieniędzy. Do łask powróciła wieża ciśnień. Miała być po remoncie za 1,5 mln zł, atrakcją turystyczna i punktem widokowym. Teraz znów zaczęła dostarczać wodę mieszkańcom. Natomiast Jagasek zamraża w kwietniu projekty budowy i remontów świetlic wiejskich. - Lepiej przeznaczyć pieniądze na tłuczeń, zrobić porządne drogi, a dopiero później świetlice wiejskie – przekonywał. - Wieś pana rozliczy – wytykali radni z wiejskich okręgów. W miesiącu maju ruszyły prace przy budowie ronda (w rzeczywistości dopiero w lipcu na rondzie zjawili się robotnicy). Jednocześnie pojawiają się rysy w inwestycjach drogowych. Jagasek wpada więc na pomysł, by połowę pieniędzy z funduszy sołeckich sołtysi przekazali na remonty dróg. Na wsiach znów zawrzało. Zjawia się też inna wizja burmistrza: chce stworzyć lekkoatletycznego orlika. Ucierpieliby piłkarze Korony. A kożuchowska gmina idzie nadal po równi pochyłej. Krajowy portal „Wspólnota” opublikował ranking zamożności poszczególnych samorządów. Kożuchów w klasyfikacji gmin miejsko-gminnych uplasował się na 571 miejscu i odnotował spadek o 14 pozycji. Zadłużenie gminy wzrasta i w roku 2016 przeciętny kożuchowianin musi oddać bankom 1.546 zł za zaciągnięte kredyty. W sierpniu Jagasek wprowadził zakaz wjazdu na rynek. Poczęły się sypać mandaty. Natomiast na os. XXX-lecia PRL ulice nie są już drogami wewnętrznymi a nadano im status dróg gminnych. Tym sposobem burmistrz chce ubiegać się o dofinansowanie ramach schetynówek. Przebudowa tych dróg ma być flagową inwestycją Jagaska w 2017 roku. W październiku władza podwyższa podatki od nieruchomości i gruntów, to zysk 264 tys. zł. Radna Barbara Brzezińska zagłosowała za podwyżką, bo przełoży się to na inwestycje w gminie. Ripostował radny Marcin Jelinek: - Wszyscy mieszkańcy muszą płacić podatki, ale nie w każdej części gminy są inwestycje, a burmistrz już zapowiedział, że na inwestycje weźmie kredyt – tłumaczył. Za podwyżką głosowała żelazna gwardia Jagaska, w sumie 9-ciu. W tym też miesiącu odnotowano w gminie 946 bezrobotnych. W listopadzie znów Jagasek uruchomił fanfary: wyremontowano drogę w Radwanowie, ale to tylko było możliwe, że prezydent Zielonej Góry poszedł na rękę i do remontu swojej powiatówki Kiełpin-Jarogniewce włączył odcinek kożuchowski. Na początku obecnego roku Jagasek,w stylu swojej macierzystej partii Platformy Obywatelskiej urządził mieszkańcom swoisty show. Burmistrz zaprosił gawędź do kożuchowskiego zamku na spotkanie, na którym podsumował swoje dwu letnie rządy. Na jego wystąpienie trzeba było czekać blisko 2,5 godziny, bo nasamprzód 200 zgromadzonych osób musiało wysłuchać 11 prezentacji jego podwładnych. Kiedy Jagasek wchodził na podium, towarzyszyła mu muzyka rodem z filmów akcji. Przy sobie dzierżył mikroport i laser, którym wskazywał najważniejsze rzeczy w swojej burmistrzowskiej karierze. O końca jego show wytrwała garstka jego sympatyków. - Chcę, żeby Kożuchów stał się miastem, do którego będą przyjeżdżać turyści – zapewniał zgromadzonych. Zaprezentował ponadto swoje hasło, z którym niebawem pójdzie do wyborów: „Kożuchów. Zmiany warte zachodu”. Hasło jest plagiatem hasła województwa lubuskiego. - Wiele osób mówiło, że nasza gmina popadnie w ruinę, jak zostanę wybrany, niestety tak się nie stało – stwierdził.#

16, piątek

08:14.| Udał mi się wczorajszy dzień. Jakbym poczynał powracać na swe utarte i witalne onegdaj dróżki. Nawet zacząłem myśleć o wznowieniu papierowego wydania „Gońca” (ciekawe, czy jeszcze jest sprawne moje ostudzone ksero?). Kilka tekstów na lipiec już mam, sporo też zaległych, na które trzeba wziąć poprawki . Ukończyłem zapowiadany tekst o domniemanym pozyskaniu absolutorium przez burmistrza. Tekst ten po raz pierwszy pisałem w swoim lasku w altance na wolnym powietrzu na laptopie. Trwało to kilka godzin, bowiem w antraktach rozkoszowałem się piękną aurą, paleniem fajki, przebywaniem pośród swoich zwierzątek. Słowem fajowo było. Zaglądałem ponadto do Kuśniewicza, rozkoszując jego literacką narracją w „Lekcji...”. Nie wychylałem łepetyny poza swe ogrodzenie. Zamarzyłem sobie też wtedy, że w końcu dziś udam się na przejażdżkę skuterem po Mirocinach. Przecież tam też mam swoich przyjaciół. Potem mnie czeka ekspedycja do Ochli, do czasów swojego dzieciństwa, kiedy tam żyłem na lokatornym i zdobywałem wiedzę w podstawowej szkole i początkowych czasach w LO nr 1 w Zielonej Górze. Trzeba w końcu odświeżyć swe zakamarki. Napisany tekst po przetransportowaniu na stacjonarny komputer miałem zamiar teraz go opublikować, lecz raz jeszcze, na spoko zanalizuje go, może jeszcze coś tam dodam, przede wszystkim o funkcjonowaniu CK Zamek i jego koszmarnym wydawnictwie „Aktualności Kożuchowskie”, że powinien ukazać się w sobotę. Czas nie nagli, ale czasem też te odleżyny mogą być zbawienne dla napisanej treści. Nad ranem intensywny deszcz. Dlatego teraz przy śpiewie ptaszków niebiosa się rozchmurzają, jest rześko. Miałem zamiar powalczyć z rana ze żywopłotem, potrzeba nieco czasu na zniknięcie kropel deszczu. Na łączach również dopiero dzień się budzi...#

15, czwartek. Boże Ciało.

08:44.| Jako tako wczorajszy dzień udany. W końcu napisałem tekścik, który spowodował kilka komentarzy, o czepianiu się i o złośliwości. Cmokiery burmistrza się odezwali, bzdury pletli, bo chcieli przeczytać to, co im wygodne. Burmistrza nie obrażałem, spostrzegłem jedynie, że jego zachwyty na sprowadzaniu inwestorów, pierwszych lepszych, jacy się nadarzą, są mrzonkami. Terminy realizacji przedsięwzięć są tak odległe, że nawet sam obecny burmistrz (bo trzeba założyć, że w następnej kadencji nim nie będzie) tego nie doczeka, sami zaś mieszkańcy zapomną, że jakiś tam Jagasek kogokolwiek na strefę przemysłową wpuścił. Aura za dnia też rozkręciła się, można było wdziać krótkie spodenki. Zapomniałem odnotować, że w poniedziałek ukończyłem lekturę „Anioła śmierci”. Przyjemnie było czytać. W altance nadal leży „Lekcja...” Kuśniewicza. Myślami jestem już przy lipcowej podróży do Warszawy. Szok i przerażenie! Idealne połączenie, jakie dotychczas miałem – diabli wzięli! PKP poczęło po raz wtóry remontować linię Poznań-Warszawa. Połączenie teraz jest okrężnie, przez Gniezno. Czas przejazdu o godzinę dłużej. To jednak pikuś. Wg mojego akt. rozeznania – będę musiał skorzystać z pomocy, by doczłapać się do stolicy. Poranny pociąg przed piątą rano, powrót po zero-zero czterdzieści! To jest, kurwa, XXI wiek!. Już mnie ogarniają diabelskie klątwy. Nic nie lubię robić na ostatnią godzinę, więc jeszcze mam czas na tyle, by nakreślić jako takie mniej uciążliwe połączenie, a tu muszą jednak wchodzić jakieś tam przesiadki w Poznaniu. Daję już temu spokój, bo zaczynam się wkurwiać! Toteż wczoraj aż do północy prześledziłem składanki występów amatorów na amerykańskim i brytyjskim „Got Talent”. Kilkakrotnie poniektóre występy wcześniej oglądałem, jednak po raz kolejny one mnie urzekały, nawet łzy z aplauzu poczęły lecieć. Zestresowana i urokliwa choćby Alice Fredenham z jej interpretacją „My Funny Valentine” albo wyglądająca na wiejską, dość postawną kobietę Susan Boyle i jej „Hallelujah” i kolejne jej utwory na granicy głosu opery. Uczta. Dzisiejszy poranek jest już w objęciach słońca, niemniej tu i tam wysoko kęsy jakiś tam buro-białych chmurek. Część mieszkańców, przy których będą usytuowane ołtarze Bożego Ciała – krząta się już przy ich tworzeniu. Procesja idzie w tym roku do mojej części wsi, lecz do jej krańców nie dojdzie. Zawróci w połowie drogi. Onegdaj procesja przechodziła przez całą wieś, trwało to w czasie, lecz tak powinno być. Dziś są skróty. Planu strategicznego na dziś mi brak. Już się wkurzam, bo maszyneria poczyna się ślimaczyć. Kończę, trzeba jeszcze prześledzić newsy wirtualne.#

Żywne burmistrzowskie bałamucenie

Burmistrz Paweł Jagasek znów odtrąbił sukces na strefie przemysłowej. Sprzedał działkę, szczegółów nie zdradzając. Podobnie było w styczniu br. I nadal na strefie hula wiatr.

09:47.KOŻUCHÓW, 14.06.| - Koniec tygodnia i taka wspaniała informacja! - radośnie oznajmił Jagasek na swoim profilu na Facebooku. - Została sprzedana działka o powierzchni 3.0407 ha – napisał. Szczegółów jednak nie zdradził. Wszystko więc oparte jest na prawdopodobieństwie. Działkę zakupiła polska firma Industralspace.pl ze Świebodzina za 457 tys. zł. Na tym terenie mają być wybudowane hale magazynowe i produkcyjne o powierzchni blisko 20 tys. m kw. Nie wiadomo co i przez kogo będzie tu produkowane, nie wiadomo też ilu będzie zatrudnionych pracowników. Podobno ma powstać tutaj park produkcyjno-przemysłowy, który będzie wynajmowany inwestorom. Inwestycja ma być gotowa dopiero 2019 roku.

Podobna rzecz wytworzona została przez Jagaska pod koniec stycznia br. Też mieszkańcom oznajmił z zachwytem: - Dziś zrobiłem mały ale bardzo ważny krok do tego aby ożywić naszą kożuchowską strefę przemysłową. Podpisałem akt notarialny sprzedaży działki i mam nadzieję, po zapewnieniach przedsiębiorcy, że za kilka miesięcy powstanie mała firma...Hektarowa działka sprzedana została za 120 tys. zł. Potem uchylona nieco została tajemnica. Ma tu powstać betoniarnia zatrudniająca pięciu pracowników! Poczynania burmistrza sceptycznie oceniło kilku radnych. - Pięć osób? Śmiechu warte – skomentowała Halina Perdian. - Jest wiele niewiadomych. Na przykład, czy ciężarówki nie porozjeżdżają dróg – spostrzegł to Tomasz Jakóbczak. Z kolei Marcin Jelinek uśmiechnął się słysząc, że pięć miejsc pracy to taki sukces. - W takim razie każdy, kto otworzy nowy kiosk ruchu w Kożuchowie, albo kwiaciarnie, będzie takim samym wielkim inwestorem – oznajmił. Burmistrz tłumaczył się wówczas, że miał prawo pochwalić się sprzedaną działką, bo to pierwszy inwestor od wielu lat. Betoniarnia dotąd nie została uruchomiona. Problemem na strefie ciągle jest słabe energetyczne zasilanie. Enea deklaruje rozwiązanie tego problemu dopiero wtedy, gdy zjawi się poważny i prężny inwestor. Przypomnijmy ponadto, że firmy inwestujące na strefie mają szereg ulg, tym podatkowych, więc do miejskiej kasy wpłyną jakieś tam grosze. Strefę stworzono ponad 13 lat temu.#

14, środa.

08:37.| Należy się włączyć, dość oszukiwania się i bajdurzenia. Dzień za dniem ucieka, ja prowadzę jedynie „raz gawory” z kumplem, z których nic nie wynika. Czas rozstrzelany, czas niepowrotnie zmitrężony. Kurwa mać! Zero postępu. Zastój totalny, przestałem nawet myśleć o wydaniu papierowym „Gońca”! Kurwa mać! Utraciłem poczucie istnienia. Znikąd pomocy, zwłaszcza z niebios. Kilkadziesiąt notatek czeka na wytworzenie tekstów. Podchodzę do nich jednak z niechęcią. Wolę piwo i idiotyczne swe bajdurzenia. Od kilkunastu dnia, a czas nagli, nie mogę zmusić się do napisania tekstu o zbliżającym się udzieleniu absolutorium – które i tak pozyskane będzie – dla burmistrza Jagaska za rok ubiegły. To rok mącenia, to rok przepieprzony. Lecz ponoć to nie prawda. Mam już tytuł obszernego tegoż tekstu” „O człowieku, który rzeczywistości się nie kania” i roboczy lead: „Burmistrz Kożuchowa, sztandarowy działacz Platformy Obywatelskiej pozyska absolutorium za rok ubiegły. Tak się stanie, bo uzbroił swoich rycerzy w przeróżne zakulisowe apanaże. Rzeczywistość jest jednak inna. Prześledźmy to”...Nadzieja jest taka, że w Boże Ciało w końcu z błogosławieństwem niebios ten tekst napiszę!Tymczasem burmistrz znów eufemistycznie ogłasza o sprzedaniu kolejnej działki na strefie. I znów marzenia, ze coś tam w przyszłości powstanie. Chyba zaraz napiszę tekst o tym. A teraz szlag mnie trafia, moja stacjonarna maszyneria poczęła się tak się ślimaczyć, że mam ochotę pieprznąć ten komputer w diabli! Czynię co chwilę reset, bo kurewstwo się co chwilę zawiesza. Te powyższe słowa najdokładniej oddają mój w tej chwili stan ducha. Dzisiejszy poranek, po dwu dniach zachmurzeń, by po popołudniu się rozpogodzić – teraz jest w słońcu, lecz zimny wiatr studzi zadowolenie...Kończę, szykując się do napisania newsu o strefie, gdzie na ugorze legły marzenia burmistrza. Mniej więcej za godzinę powinien tu być umieszczony...#

10, sobota.

09:27.| Wczoraj upalnie, poranek dzisiejszy w zachmurzeniu, bo nocą spadł deszcz. Lecz już się przejaśnia w akompaniamencie chóru śpiewu ptaszków. Chyba więc będzie pod wieczór grill, dopiero pierwszy w tym roku. Poprzednie dwa dni rozstrzelane, wypadłem przeto z rytmu, chociaż w międzyczasie przeczytałem jeden rozdział „Anioła śmierci”. Zapowiada się uczta literacka. Moja sfora zwierzątek jest już nakarmiona, przywędrowały też pieski zewnętrzne: Zeus, po igraszkach miłosnych – poturbowany (przy szyi wyrwany spory łat sierści), fizycznie dochodzi już do siebie, Łatek, rzecz jasna, przyszedł na śniadanie ze swoją małą ulubienicą. Ja sam mam rozgardiasz w głowie, żadnej weny do pisania, chociaż coś nie coś jest do zakomunikowania. Jutro bowiem na placu sportowo-rekreacyjnym, w sąsiedztwie miejscowego kościółka w Książu, lokalne prężnie działające stowarzyszenie Czarna Struga wraz z Radą Sołecką organizuje dla dzieci mini festyn z okazji Dnia Dziecka. Początek godz. 15. Będzie ognisko, poczęstunek i, rzecz jasna, pyszne igraszki w konkursach i zabawach...Kończę, czas na sobotnie prace przydomowe, ulica wyczyszczona deszczem, więc nie będzie podmiatania i zgrabywania pobocza. No, do cholery, ruszaj się!#

8, czwartek.

08:35.| Rzeknę podobnie, jak wczorajszego dnia: i po ptakach. Po odczekaniu kilku godzin, kiedy przeschnie trawa i gdym chciał uruchomić kosiarkę – przylazła nad Książ jedna ciemna chmura i lunął z niej deszcz, krótkotrwały lecz intensywny. Potem skosiłem zaledwie kilkanaście metrów, czekała mnie podróż niespodziewana do Zielonej Góry. Przy sposobności wpadłem do księgarni z tanimi książkami. Sporo tytułów mnie zainteresowało, nie dysponując zarówno sporą gotówką jak i czasem – dorwałem jedynie do czytania „Anioła śmierci” młodej autorki (rocznik 1976 z Argentyny, Luci Puenzo. Fabuła thrillera – spotkanie rodziny z ukrywającym się zbrodniarzem nazistowskim dr Josefem Mengele. Zapowiada się to interesująco. Zacznę penetracje może jeszcze dziś, chociaż pierwej koszenie trawy, potem zaznajomienie się z funkcjonalnością zakupu wczorajszego – skutera Junak 103. A to może być nie tylko intrygujące, co i rozpraszające. Do tego w altance ciągle jest „czytający” Kuśniewicz i jego „Lekcja....” No i teraz dolatuje do Kuśniewicza Puenzo. Będzie ciekawy wynik tegoż starcia: skuter, K., a może P? Coraz częściej swe wieczory poczynam spędzać przy oglądaniu składanek występów z amerykańskiego i brytyjskiego programu „Got Talent”, relaksujące rzeczy, łzy też się pojawiają, łzy radosne. Niezapomniane miny jurorów, zwłaszcza gwiazdy Simona. Odlot. Tymczasem zapowiada się piękny dzień. Poranek pomalowany słońcem, ale i wiaterek od czasu do czasu przeleci. Ponoć powracają upalne dni. Trzeba z tego korzystać. Jutro rowerowa wycieczka lasem o Nowej Soli, toteż tu się nie zjawię. #

7, środa.

09:06.| I po ptakach. Nie udało całkowicie skosić trawy. Kiedy po przedpołudniowych perturbacjach pogodowych - przejaśnienia i krótkotrwały deszczyk – w końcu na dobre rozpogodziło się, w sam raz do uruchomienia kosiarki, to po półtorej godzinie naciągnęły burzowe chmurzyska. Lunęło, krótkotrwale, lecz o dalszej robocie mowy już nie było. Pozostała druga część podwórka i przy drogowy pas. Nocą jeszcze wody więcej zleciało. W kraju z kolei znów zjawiły się nawałnice, powalone drzewa, brak energii. Ale dzisiejszy poranek w Książu pogodny, w większości na niebie błękit, słońce, śpiew ptaszków, jedynie od czasu do czasu dmuchający zimny wiatr. Wszystko wskazuje, ze za kilka godzin kosiarka będzie uruchomiona. Wyglądam na zewnątrz, 0oczekując przybiegnięcia bezdomnych psów: Łatka i Zeusa, który wczoraj wreszcie z amorów się zjawił. Moje zwierzątka po śniadaniu. Moje śniadanie z kolei i to nie pierwszy raz!, zniesmaczone zostało przez Polskie Radio, które akurat puszczało reklamy, m.in. o zapobieganiu wzdęciom, opróżnianiom czy puszczaniu gazów. Cholera jasna! Na łączach błogo dajna cisza...#

6, wtorek

08:38.| Tak nie miało z rana być. Popadał wiosenny deszczyk na tyle skuteczny, że zaplanowane przeze mnie dziś koszenie trawy – opóźni się w czasie. Jest lekkie zachmurzenie ale jest też ciepło. Nie lubię, jak plany dnia się mieszają, człowiek wcześniej psychicznie na robotę ustawia się, a tu pajęczyna. Wreszcie w głowie poczyna krystalizować się większy tekst – pod koniec miesiąca kożucho3scy radni dadzą absolutorium burmistrzowi na rok ubiegły. Dadzą, bowiem tego miasta za Jagaska się już nie przewietrzy.; Stęchlizna zawładnęła wszystko wokół. Czeka mnie nieco kronikarskiej pracy, bo pragnąłbym w tekście umieścić miesiąc po miesiącu działalności burmistrza. Tekst, tak zakładam, powinien być na ukończeniu pod koniec tygodnia, ale obecnie jeszcze do tego się nie zabieram. Natchnienia, rzecz jasna, brak. Na stacjonarnym komputerze nadal na FB jest strona syna, więc teraz to tu zamykam i przenoszę się na laptop. Jest nieco zagmatwania, bo teksty które wyłapie na FB przesyłam pocztą na stacjonarny.. Wychodzi mi to lepiej niż przez pendrive'a. O, przejaśnienie wkracza, czekać trza na przeschnięcie trawy i wio koniku!#

5, poniedziałek.

08:47.| Przekładaniec pogodowy wczoraj był. Przejaśnienia urozmaicone okresowym opadem deszczu. Po popołudniu zjawił się też nieprzyjemny wiatr, stąd nieco ochłodziło się. Sporo czasu, niestety, jak się okazało, bezproduktywnie spędziłem przy maszynerii komputerowej. Poszukiwałem jakiegoś bodźca do wystrugania choćby jednego małego tekściku, że jeszcze „Goniec” nie sflaczał, że jest. Na portalach jednak wiało nudą, było kilka ujęć trąconych propagandą kiczowatą (np. oficjalne nadanie kożuchowskiemu rondu nazwy byłej jednostki wojskowej czy jakieś tam turnieje i zachwyty Drzewieckiego i Jagaska) – wszystko to powodowało mdłości, trzeba było temu „kożuchowskiemu dolce vita” dać spokój. Ponadto nie udało się mi na swojej głównej stronie na FB przywrócić siebie, ciągle mam tam syna. Składałem życzenia swoim znajomym, okazało się, że składał je syn. Dobrze, że na laptopie jest wszystko normalnie, tam też bez problemów mogę śledzić swój profil. Dzisiejszy poranek, startował jako słoneczny, teraz górą jest lekkie zachmurzenie. Nie jest wesoło. Dzień się rozkręca, wirtualny świat jeszcze śpi, stąd nic rewelacyjnego nie ma. Trzeba czekać. Też czekam na kopniaka! Zwierzątka po śniadaniu. Przyszły także dwa psy-rezydenci: Łatek, który przyprowadził swoją ulubienicę, psa sąsiadki, gdzie spędza tam swój czas; Zeusa od tygodnia nie ma, przebywa w drugim końcu wsi, ma tam swe psie miłosne igraszki... #

4, niedziela.

08:51.| Popadało więc. Potrzebny bardzo deszczyk. Nie jest jednak chłodno, stąd rześkie powietrze i piękne arie ptaszków.. Co dalej? Zapowiada się przejaśnienie, ale przejaśnienia nie widać u mnie. Stan osowiałości trzyma mnie za gardło. Dodatkowo wyskoczyła mi na FB jako strona główna – strona mojego syna. Kiedyś też tak było. Czekam, by to znormalizowało się, automatycznie, sam tego nie umiem dokonać. Dobrze, że na laptopie jest strona moja i grono moich znajomych. Może cosik dziś napiszę? Może być problem umieszczenia tego na mojej stronie FB...Dziś Zielone Świątki, święto które jest mało widoczne, tak mocno nie celebrowane jak inne święta. Obecne zachmurzenie też może dodać swe trzy grosze w tym temacie. To tyle na dziś. Idę się rozkręcić.#

-o- Ogłoszenie grzecznościowe -o-

<>SPRZEDAM DOM W MIROCINIE GÓRNYM <> Miejscowość jest w bliskim sąsiedztwie Kożuchowa i Zielonej Góry, dogodne połączenie. Dom szeregowy, poniemiecki, oddzielne wejście. Powierzchnia ponad 110 m2, siedem pomieszczeń, wnętrze domu o współczesnym wysokim standardzie. Powierzchnia przydomowa ponad 50 arów, piękny zadbany ogród. Urocze zaciszne sąsiedztwo: w pobliżu przedwojenne dwa rekreacyjne stawy oraz, niestety, już w ruinie, dwór hr Georga Gottarda von Dyherna z XVIII w., ponadto park dworski. Cena do uzgodnienia, niewygórowana. Dom nr 88,

3, sobota.

09:15.| Słoneczny i śpiewny poranek. Zapowiada się więc piękny dzień, chociaż sztabowcy gdakają coś o możliwym zachmurzeniu. Za chwile czeka mnie naprawa roweru (przebite tylne koło, a przy sposobności skleiłem też dętkę w kole zapasowym), potem jeszcze sobotnie porządku przydomowe. A dalej? Dobrze byłoby, gdyby jakieś pomyślunki napłynęły. Teraz pustka, taka sama pustka jak na społecznościowych łączach, żadnego bodźca do wystrugania tekstu. Mam „zleceni” na napisanie jednego grzecznościowego ogłoszenia, lecz i tutaj brak mi natchnienia. A może zaraz to uczynię?. Chciałbym, by jutro było lepiej. Bo na razie utrzymuje jedynie systematyczność w pisaniu, lecz ecie-plecie tu wypisuję...#

2, piątek.

08:24.| Aż takiego zapału tu nie miałem, by choćby kilka słów wystukać. Spiąłem się w końcu, być może będzie taki to efekt, że odnajdę swoją zagubioną ścieżkę pisaniny newsów. Kiedyś narzekałem na paskudną aurę, że wypompowuje ze mnie witalność, teraz, tak jak dziś - poranek mamy w rozkwicie słońca, błękit na niebie, śpiew ptaszków, pogoda będzie więc urokliwa – to jednak okazuje się być zmyłka, bo i przy tej pięknej pogodzie – jestem osowiały. W łepetynie galimatias, wszystkie tematy, które się zjawiają, zaraz gdzieś po kątach się ukrywają, powodując pustkę. W lokalnej wirtualnej rzeczywistości też jakaś bieda zapanowała, wokół niemrawość, toczenie się z dnia na dzień. Cóż, wypada wyleźć z chałupy, rzucić ten komputer w kii mater , ze zwierzątkami poprze bywać, może też i kawa i fajka? W altance leży Kuśniewicz i jego „Lekcja martwego języka”, więc tez wypadałoby na te stronice zajrzeć...#

1, czwartek.

21:03.| Rewolucji w pogodzie wczoraj nie było. Mimo wszystko, po nocnej burzowej nawałnicy, która przez Książ po obrzeżach poleciała – mogłem hasać w krótkich gaciach, bo niebiosa ku temu sprzyjały. Zawieruchy deszczowej nie było. Dziś zaczyna być podobnie, chociaż zrazu chłodnawy wiaterek dawał o sobie znać. Po popołudniu poczynało być coraz cieplej. Gorzej ze mną. Ciągle brak natchnienia. To boli, to wkurza, to potęguje niemoc. Diabelski krąg, z którego od kilkunastu miesięcy nie mogę się wydostać. A to już półrocze, do cholery! Za 30 dni będziemy zjeżdżać z górki! Mam jakieś tam plany, pomysły, i na tym się kończy. Rozpraszają mnie drobiazgi, które pomagają mi w ucieczce od ważniejszych spraw. Amen. Wieczorową porą jestem wypłowiały, starość poczyna nad moim wigorem górować. Niech to szlag trafi!...#

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »