Warning: mysql_fetch_array(): supplied argument is not a valid MySQL result resource in /home/goniecl/domains/gonieclokalny.pl/public_html/components/com_joomlastats/joomlastats.inc.php on line 221

Warning: mysql_fetch_array(): supplied argument is not a valid MySQL result resource in /home/goniecl/domains/gonieclokalny.pl/public_html/components/com_joomlastats/joomlastats.inc.php on line 429

Niezależna sublokalna gazeta prywatna.

Redaktor Naczelny i Wydawca: Zbigniew M. Jelinek.

Projekt wydania papierowego – własny. Realizacja – własna. Teksty własne.

Adres Redakcji: Książ Śląski 52a, 67-128 Kożuchów, woj. lubuskie. Telefon: [68] 355-70-10. E-mail: zbigniew.jelinek@wp.pl.

Rok założenia: maj 1995. Wszelkie prawa zastrzeżone. Druk wydania papierowego: grzecznościowo-sponsorowany. 

Artykuły

 

<Oblicze Dnia>

 

 

                                Teksty

                 „Gońca Lokalnego”

     na internetowych portalach

                 - styczeń 2011 -

3.01. Kierowcy z MZK wtargnęli...

5.01. Podrożeją bilety MZK

5.01. Unicestwili "Dąb Napoleona", wandali

jednak nie ujęto.

8.01. Czarna Dywizja zagra z Orkiestrą Owsiaka.

10.01.Afganistan: Orkiesta zagrała na sto dwa!

14.01. Zamiast wielkich rzek wylewają rzeczki

i rowy melioracyjne

16.01. Spadła  liczba zimujących nietoperzy 

w międzyrzeckich bunkrach.

18.01. Brytyjczycy przejdą w trzy dni z Żagania

do niemieckiego Sprembergu.

25.o1. W Zielonej Górze mieszkańcy nie chcą

ronda Lecha Kaczyńskiego

28.01. Zielona Góra. Samolotowe skrzydło

upamiętni katastrofę smoleńską

                 

 
Start arrow Rozmaitości arrow Feiieton Wieśniaka [2]
19.10.2018.
Feiieton Wieśniaka [2] Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
21.02.2011.
 

Szczeliny

 

No i stało się: zacząłem otrzymywać

ostrzeżenia i groźby.Piszesz i wrogów

coraz więcej.Nie piszesz – też świnię

podłożą. I jak tu żyć, jeżeli wokół

dyktatura? Przed sobą mamy jeszcze

nieco marzeń. Osobiście, także i ja

mógłbym za marzeniem iść. Ale czy

potem powrócę?

 

1. No i stało się: „zacząłem otrzymywać ostrzeżenia i groźby. Piszesz i wrogów coraz więcej. Nie piszesz – też świnię podłożą. I jak tu żyć, jeżeli wokół dyktatura? Ostrzeżono mnie, abym nie ośmielał nic złego nie pisać o strajkujących Polakach, o <Solidarności>, która nadal istnieje i prężnie działa, o niektórych księżach, którym mylą się zakłady pracy z kościołami, wreszcie o nowej emigracji (…) .Dopuściłem bowiem profanacji legendy, zaszczułem ofiarnych działaczy <S>, którzy w Polsce cały czas byli bici, tak że musieli w końcu opuścić ukochaną Ojczyznę, wybierając Wolny Zachód. Toż Prawdziwi Polacy, kwiat Narodu Polskiego!” Wylansowani jeszcze potem przez Radio Maryja i „Nasz Dziennik” lub przez „Rzeczpospolitą” - święta trójka trzymająca w cuglach zgłupiałe społeczeństwo rozpływające się mgłą nad Smoleńskiem. Naiwnie wierzą we wzory. Kiedyś była „Trybuna Ludu”, którą jedynie można było czytać, aby się otrzeźwieć i pozbyć się paskudnego kaca dnia wczorajszego. Dziś jesteśmy w ciemię bici „Gazetą Wyborczą”, w której jest dużo zdań, rozdziałów, tytułów, wszystkiego nadmiar; zresztą połowy tego wszystkiego nie powinno tu być, a tu wygląda, jakby za pominięcie czegoś groziła redaktorom kara boska. Czy więc świat się kończy? Kończy, tamten, ten, i ten na zaś.

 

2. „Fenomen polski: żąda się powszechnego pluralizmu, ciągłego poszerzania demokracji, pełnego dialogu, ogólnonarodowego porozumienia, ale jeżeli ktokolwiek wypowie zdanie odbiegające od myślenia wszelkiej maści <ideologów>, określających siebie jako <opozycja> – ten naraz dostaje w twarz, wylewa się na niego kubeł pomyj z knajpy <Lubuska>, wreszcie ochrzczony jako agent służb specjalnych i poddawany zaczyna być naciskom i szantażowi. Tak ma wyglądać prawo do normalności”. Lecz prawo jest tak skonstruowane, jak sam Polak jest nieszczęśliwy, i nieszczęśliwym będzie dwakroć. Zostaje mu jedynie owczy pęd po krzyż na Jasną Górę. A tu niespodzianka: plątają się litery z ogólnonarodowej modlitwie o ojczyznę, bo – jakże tu - racz dać nam Panie wolną, kiedy ona wolną już jest? Rzecz jasna, że źle to ująłem. Dla kogo jest ta ojczyzna wolna? Może należy ją dziś rozbudować, dla tych, co chcą władzy, a nie mogą, poprzez głupie społeczeństwo, władzy otrzymać; rozbudujmy ją więc wszerz, a gdy będzie trzeba, to w głąb i do góry. Ale rozbudowywanie ojczyzny w głąb i w górę – to droga nie tylko wyczerpująca, trudna, co i ciernista. Może to wszystko się zawalić. Otworzymy bowiem zaledwie szczelinę, aby móc tak sobie niezależnie pooddychać, a jeszcze inni w swoich zapędach do drążenia, rozszerzą ją do rozmiarów przepaści, gdzie potopią się nie tylko ich ambicie twórcze, co i nasze oddychanie.

 

3. „Wszystko byłoby jednak dobrze, gdybym pisał, ale nie tu. Powinienem pisać tam. A jeżeli piszę tu to wiadomo co to oznacza. Trzeba zasadzić kolejne drzewko. Jest to coś z groteski, tak, jak groteską jest ostentacyjne uczestnictwo nabożeństwach osób znanych przed 13 grudnia 1981 roku jako persony zwalczające wszelkie religie. Rzecz jasna, nawrócenie można uznać również za cnotę i zacząć odprawiać modlitwy za swe wcześniejsze występki marksistowskie. Jeżeli owe nawrócenie po pewnym czasie okaże się jeszcze jednym zakrętem? Mam kolegę, który dumnie siebie określa jako wierzący i praktykujący, wierzący, że komuniści po śmierci z piekła nie wyjdą, ale – jak mi oznajmił – to on sam tak w ogóle w życie pozagrobowe nie wierzy”. Mało tego. Modli się, aby codziennie przyśniły mu się erotyczne mocne sceny. Zauroczony jest „Ostatnim tangiem w Paryżu”, chociaż wówczas, kiedy komunistyczna TVP ów film emitowała w godzinach nocnych, akurat był w łazience. Wypił za dużo taniego wina. Film mu się urwał, pozostała mu epoka zamachów, kolorowych fajerwerków, obficie owocujących śmiercią. I ta fontanna teraz ciągle gryzie go w oczy. Nawet przed sobą nie widzi szczeliny, w którą mógłby czmychnąć. Jest ta mgła.

 

4. „O czym więc można pisać? Chciałem napisać o wystąpieniach kandydatów, kampanii przedwyborczej do rad narodowych (…). Czy wówczas stałbym się wiarygodnym? Też nie. Bo pisząc tu, więc także w <Nadodrzu> wiarygodnym się nie jest.(...)”. Swego czasu, tu więc nieco łzawiąc przypominam, że był taki okres, kiedy pisma i gazety państwowe, związane z ówczesnym prasowym koncernem RSW „Książka-Prasa-Ruch” nie umieszczały w tekstach adnotacji o ingerencjach cenzorskich, w przeciwieństwie do ówczesnej prasy katolickiej. „Publicyści tamtej prasy za swój honor wiarygodności uważają, że jeżeli zabraknie w tekstach ich autorstwa ingerencji cenzorskiej – to z miejsca stają się niewiarygodni. Ale i ja pozwolę sobie tak napisać: „Sprawa wstydliwa [- - - -] [Ustawa z dn.31.VII.1981, O kontroli publikacji i widowisk, art.2,pkt 3 (Dz.U.nr 20,poz.99)] upór z reaktywowaniem Klubu Środowisk Twórczych”. Dawniej jeszcze, w czasach II Rzeczpospolitej, ingerencje cenzorskie wyglądały jeszcze czyściej, proszę kolegów z prasy katolickiej. Po prosty niewygodne zdanie ówczesna cenzura wymazywała i do druku ukazywały się tylko białe plamy. Zatem mój tekst wyglądałby tak: Wstydliwa sprawa . Obecnie weszliśmy w etap, więc zmierza się do wiarygodności”. Przed sobą mamy jeszcze nieco marzeń. Marzenia, które będą realizowane w dążeniu, w rozszerzaniu, podwyższaniu i pogłębianiu ustawicznym. Trzeba iść za swoim marzeniem. Osobiście, także i ja mógłbym za marzeniem iść. Ale czy potem powrócę? I czy na pewno będzie to te moje własne marzenie? Dziś marzenia rozpuszczone są w atmosferze jak ta mgła unosząca się nad jednym z lotnisk. Mgła ta wchodzi w człowieka przez nos, wraz z powietrzem. Dobrze więc mieć marzenie zapasowe, takie awaryjne. Takie, aby człowiek tym marzeniem się nie udusił.

 

5. „Poglądy mam jedne, chociaż dotychczasowe moje życie dostatecznie mnie sponiewierało, abym mógł zdecydować się na jakieś przesunięcia w swoim konserwatyzmie. I tu jestem nieco, tak na szczelinę, zbliżony do opozycji. Czar naszej rzeczywistości ciągle doświadczam na własnej skórze, i w tej sprawie rozmijam się z podziemiem. Tamci swe grzechy i występki przerzucają na barki innych. Nie mówiąc już, że jak diabeł święconej wody, boją się wszelkiego kompromisu. A ja – nie. Oto, idąc kiedyś zielonogórskim deptakiem, ujrzałem, jak przed kościołem pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej, przyklęknął stary człowiek – ale nie ten pokutnik, który hasa po Zielonej Górze – może też trochę wariat, a może tylko ktoś bardzo pobożny. Słysząc czyjś rechot, spostrzegając pogardliwe spojrzenia przechodniów, ja, młody i długowłosy, mając tylko rower, przyklęknąłem przed tym kościołem także...”

 

Konieczny dopisek: Zdania umieszczone w cudzysłów i pisane kursywą pochodzą z mojego felietonu opublikowanego w dwutygodniku społeczno-kulturalnym „Nadodrze”, nr 14 z dnia 10 lipca 1988 roku.

Tagi: felieton, opozycja, „Solidarność”, cenzura, prasa, wiara, marzenia, ojczyzna, wiarygodność

[felieton opublikowany na portalu Twoje Wiadomości, i nieco później również na Radio Wnet].

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »