Warning: mysql_fetch_array(): supplied argument is not a valid MySQL result resource in /home/goniecl/domains/gonieclokalny.pl/public_html/components/com_joomlastats/joomlastats.inc.php on line 221

Warning: mysql_fetch_array(): supplied argument is not a valid MySQL result resource in /home/goniecl/domains/gonieclokalny.pl/public_html/components/com_joomlastats/joomlastats.inc.php on line 429

Niezależna sublokalna gazeta prywatna.

Redaktor Naczelny i Wydawca: Zbigniew M. Jelinek.

Projekt wydania papierowego – własny. Realizacja – własna. Teksty własne.

Adres Redakcji: Książ Śląski 52a, 67-128 Kożuchów, woj. lubuskie. Telefon: [68] 355-70-10. E-mail: zbigniew.jelinek@wp.pl.

Rok założenia: maj 1995. Wszelkie prawa zastrzeżone. Druk wydania papierowego: grzecznościowo-sponsorowany. 

Artykuły

<Oblicze Dnia>


Teksty

Gońca Lokalnego”

na internetowych portalach

Listopad -Grudzień 2013-

*1.11. Przed Wszystkimi Świętymi odnaleźli spokój

duszy 

*5.11. Urząd Skarbowy i komornik rozpoczęli

ściganie zaległego abonamentu RTV. Pierwszymi

ofiarami są osoby starsze

*6.11. Akt oskarżeniaws.ataku na dziennikarza

TVN na Woodstocku trafił do sadu. Wyrok

moze być zaoczny

*25,12, Umieszczono 20-tonowy głaz. Powstanie

na nim Pomnik Żiłnierzty Wykletych

 
Start
20.11.2018.
Oblicze Dnia, luty 2011. Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
02.02.2011.
 

<Oblicze Dnia>

 

 

 

                       Teksty

        „Gońca Lokalnego”

na internetowych portalach

- Luty 2011 -

1.02. Zielona Góra. Spłonęła ikona 

wieców i koncertów 8.o2. Szkoły w

Broniszowie  zlikwidować nie damy

 - obiecują mieszkańcy wsi

14.o2,. Mieszkańcy nie zezwolili na

likwidację wiejskich szkół

15.02. Afganistan: Polacy

wyeliminowali groźnych terrorystów

18.02. Pękł lód na rozlewisku Odry:

dwie 7-letnie bliźniaczki utonęły

19.o2. Mistyka gór wedlug bp Stefana

Regmunta dla młodzieży

25.o2. Napadli, pobili i zostali aresztowani

26.o2. Rozpoczęła się operacja do wymiany

PKW w Afganistanie

 

 

 

Rozpoczęła się operacja do wymiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie

17:28.[26.02]/Zakończyły się półroczne przygotowania żołnierzy z 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej do misji w prowincji Ghazni. Zastąpią żołnierzy VIII zmiany. Wylecą w połowie marca br., powrócą na jesień.

Ostatnim akordem sprawdzającym stan przygotowań przed wyjazdem do Afganistanu, były mobilne ćwiczenia poligonowe „Gardez 11”.

Żołnierze 17. WBZ im. gen. broni Dowbor-Muśnickiego z Międzyrzecza i Węgrzyna (Lubuskie) zastąpią w Afganistanie kolegów „Czarnej Dywizji” z 10. Brygady Kawalerii Pancernej ze Świętoszowa. Podobnie, jak poprzednicy, międzyrzeczanie w ilości 1,3 tys. żołnierzy będą stanowić trzon IX zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego, który najprawdopodobniej nadal będzie liczył ponad 2,6 tys. żołnierzy.

Siedemnastka” ćwiczyła na poligonie procedury zadań, które przyjdzie im realizować podczas afgańskiej misji. Były więc zadania patrolowe, przeprowadzanie konwojów, ewakuacja rannych, ochrona baz czy w końcu kontaktowanie się i rozmowy z miejscową ludnością. O tych m.in. zasadach informowały wcześniej Wiadomości24.pl.

Snajperów szkolili, będący specjalnie w Polsce, instruktorzy z Kanady.

Na zakończenie ćwiczeń, jak donosi serwis informacyjny 17.WBZ, generał bryg. Sławomir Wojciechowski, który przejmie dowództwo IX zmiany, zapoznał szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, Mieczysława Cieniucha, będącego obserwatorem poligonowych zmagań żołnierzy, z koncepcją działania nowej zmiany w Afganistanie. - Będziemy przede wszystkim wspierać władze samorządowe, działać na rzecz rozwoju gospodarczego prowincji Ghazni, minimalizować zagrożenia ze strony rebeliantów i dbać o poziom bezpieczeństwa w naszym rejonie odpowiedzialności – wyjaśnił generał.

Wraz z żołnierzami z Międzyrzecza i Węgrzyna na misję udadzą się kolejne jednostki „Czarnej Dywizji” - 11. Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej, komandosi z Lublińca i elitarnej jednostki „Grom”, żołnierze 25. Brygady Kawalerii Pancernej z Tomaszowa Mazowieckiego, żandarmi.

Oficjalne pożegnanie odbędzie się 19 marca br. w międzyrzeckich koszarach.

Tymczasem, jak poinformował W24 kpt Dariusz Kudlewski, szef sekcji informacyjno-prasowej „White Eagle” w Afganistanie - we wschodniej części prowincji Ghazni nasi żołnierze przy wsparciu komandosów „Gromu” i amerykańskich śmigłowców Apache zatrzymali jednego z komendantów talibów ze ścisłego kierownictwa rebeliantów w dystrykcie Andar, Sana Mohanmada. Był on na czołowym miejscu na amerykańskiej liście JPEL ( Joint Prioritized Effects List) – szczególnie poszukiwanych przez siły ISAF rebeliantów.

Akcję przeprowadzono tydzień temu w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych, nocą i przy intensywnych opadach śniegu. Istniało także prawdopodobieństwo, że kryjówka talibskiego komendanta może być silnie broniona przez rebeliantów. Zadziałało tutaj zaskoczenie i sprawność operacyjna Polaków. - Mohanmada podejrzany jest o produkcję i podkładanie improwizowanych ładunków wybuchowych na okolicznych drogach – konkluduje kpt Kudlewski. - Inicjował on również ataki na żołnierzy ISAF, prowadził werbunek do organizacji, zbierał fundusze na działalność terrorystyczną.

To była kolejna, zakończona sukcesem akcja Polaków przeciw rebeliantom w tak krótkim czasie od poprzedniej, w której również ujęto wysokich w hierarchii przywódców lokalnych struktur zbrojnych talibów. W24 także przekazały informację o tej operacji.

Dodajmy, że w dystrykcie Andar stacjonuje amerykański batalion z 101. Dywizji Powietrzno-Szturmowej, podlegający polskiemu dowódcy VIII zmiany gen. bryg. Andrzejowi Reudowiczowi.

Polski Kontyngent Wojskowy uczestniczy w operacji Międzynarodowych Sił Wspierania Bezpieczeństwa – ISAF. Polacy stacjonujący w prowincji Ghazni mają za zadanie zapewnić bezpieczeństwo tej prowincji, w tym ochronę ważnego szlaku Kabul-Kandahar i drogi Sharana.

Minister Obrony Narodowej Bogdan Klich potwierdził ostatnio, że na kolejną X Zmianę jesienno-zimową do Afganistanu pojedzie już mniej żołnierzy. - Nie byłoby wskazanie zmniejszenie ilości żołnierzy latem, bowiem jest to okres, kiedy następuje kulminacja aktywności przeciwnika – zaznaczył.

Zobacz: http://17.wbz.sow.mil.pl/

Tagi: 17. Wielkopolska Brygada Zmechanizowana, poligon, misja, Afganistan, Ghazni, PKW, „Czarna Dywizja”, VIII zmiana, IX zmiana, komandosi, „Grom”, 25.Brygada Kawalerii Pancernej, rebelianci, talibowie, dystrykt Andar, ISAF, 101.Dywizja Powietrzno-Szturmowa USA, MON

[artykuł ukazał się na W24]

Zielona Góra. Napadli, pobili i zostali aresztowani

10:51 [25.02].Sprawcy ulicznych rozbojów, mimo braku świadków – czuć się bezkarnie nie powinni. Prędzej czy później zostają zatrzymani przez policję. Tak było zarówno w Zielonej Górze i w Babimoście (Lubuskie).

Dwa tygodnie temu w Zielonej Górze na jednej z peryferyjnych ulic nieznany sprawca napadł na 34-letniego mężczyznę. Pobiwszy go – zrabował mu pieniądze w kwocie ok. 170 zł. - Policjanci z wydziału do walki z przestępczością nieletnich i przeciw mieniu rozpoczęli działania operacyjne, aby móc ustalić tożsamość sprawcy – informuje Wiadomości24pl, kom Małgorzata Stanisławska, rzecznik prasowy miejskiej komendy. - Udało się. Sprawca został wczoraj zatrzymany.

Sprawcą rozboju okazał się 31-letni zielonogórzanin, który – jak się okazało – był już wcześniej notowany za podobne przestępstwa. Mało tego: odbywał także karę pozbawienia wolności.

Sąd Rejonowy w Zielonej Górze na wniosek policjantów zadecydował o tymczasowym aresztowaniu sprawcy na 3 miesiące.

Za rozbój kodeks karny przewiduje, przypomina kom. Stanisławska, karę pozbawienia wolności od 2 lat do nawet 12 lat.

Kary również nie uniknie 23-letni mieszkaniec Sulechowa, który pod koniec stycznia br. w Babimoście napadł na młodego mężczyznę, pobił go, a następnie zabrał mu pieniądze w kwocie 20 zł oraz telefon komórkowy. Także w tym przypadku policjanci z posterunku w Babimoście prowadzili działania operacyjne, efektem których było wczorajsze zatrzymanie sprawcy rozboju. Okazało się także, że sprawca za podobne przestępstwa był wcześniej notowany.

Sulechowianin został aresztowany na 3 miesiące i, jak w przypadku zatrzymanego zielonogórzanina, grozić mu będzie podobna kara.

Tagi: rozbój, kradzież, napad, sprawca, policja, areszt, kodeks karny

[tekst ukazał się na W24]

Mistyka gór według biskupa Regmunta dla młodzieży

20:02.[19.02].Ordynariusz diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, bp Stefan Regmunt w swoim najnowszym tegorocznym videoblogu zachęca młodzież do górskich wspinaczek. - Idźmy w góry, doświadczajmy tych niezwykłych przeżyć – stwierdza duchowny.

To pierwszy w tym roku, a siódmy z kolei, odcinek videoblogu na portalu You Tube biskupa dr Stefana Regmunta adresowany do młodych ludzi.

Przypomnijmy, o czym wcześniej informowały Wiadomości24.pl, iż przesłaniem videoblogu jest bliższy, efektowniejszy kontakt hierarchii kościelnej z młodzieżą. - Biskup mocno interesuje się sprawami młodych i ma im do przekazania wiele ważnych spraw – tłumaczył onegdaj ks Bartłomiej Dobrzyński, diecezjalny duszpasterz młodych w zielonogórsko-gorzowskiej diecezji.

Wejście bp Regmunta w wirtualny świat nastąpiło w pierwszym tygodniu września ubiegłego roku. Biskup zapragnął swoją osobowością dotrzeć do młodych i pobudzić ich do wiary. - Nawiążmy jeszcze lepszą współpracę ze sobą – apelował wówczas ordynariusz. - Bardzo na to liczę i bardzo mi na tym zależy.

Nie było to wówczas wejście udane i trwało zaledwie 4 minuty i 45 sekund. Górę osiągnęła sztampowość, nienaturalność i „belferski” typ przekazu. - To rozczarowanie – tak komentowano wstępnie pierwszy videoblog biskupa. - Moi synowie momentalnie wychwycili namaszczony styl wypowiedzi – podzielił się swoimi uwagami Tadeusz Lewandowski z Zielonej Góry, ojciec dwóch studentów. - Dalszych videoblogów, mimo z mojej strony zachęty, nie chcieli oglądać. Dla nich, choć jesteśmy rodziną o tradycjach religijnych, to strata czasu.

Kolejne odcinki videoblogu, mimo robionych na chybcika zmian w scenografii, włączenia do rozmowy kilku młodych kobiet – nie poprawiały wcześniejszych odczuć. Nie pojawiały się komentarze widzów, nie nawiązywała się nić wspólnego dialogu.

Nie można było w żadnym przypadku odmówić zachęty i starań ze strony biskupa. - To jest tak, że nie każdy potrafi w interesujący sposób zachęcić do wysłuchania swoich opinii – komentuje adiunkt – politolog z Zielonogórskiego Uniwersytetu, proszący o zachowanie anonimowości. - A tym bardziej, kiedy mamy do czynienia z osobą związaną z hierarchią, obwarowaną autocenzurą i mówiącą do młodzieży.

Teraz, w pierwszym tegorocznym videoblogu, bp Stefan Regmunt poruszył problem wymagań, jakie powinna młodzież mieć do siebie samej. Jak powinna kształtować swoją osobowość i jak należycie budować swoje relacje z drugim człowiekiem i z Bogiem. Wszystko to bowiem może przypominać wspinaczki górskie.

- Chcemy zastanowić się nad tym trudem przy wspinaniu się na szczyty gór, nad tą mistyką, którą kryją w sobie góry – zagaiła wstępnie jedna z czworga młodych uczestniczek w rozmowie z biskupem. - Czy ten trud wspinania można porównać do życia duchowego?

- Kiedy ja wkładam trud i wysiłek, aby wejść na szczyt góry, to jest podobnie jak w moim życiu osobistym – wtórowała jej koleżanka. - Stanąć na szczycie, to znaczy, aby zobaczyć inną perspektywę.

Ordynariusz wypowiadając się, spostrzegł: - Życie jest wędrówką. Są takie momenty, kiedy z łatwością się idzie, i są takie chwile, że nieraz trzeba usiąść na kamieniu, popatrzeć i podziwiać.

Nadmienił, powołując się na słowa Ojca Świętego, Jana Pawła II, wypowiedziane na apelu na Jasnej Górze w 1983 r. do młodzieży, aby młodzi ludzie musieli od siebie wymagać, nawet gdyby inni nie wymagali od nich. - Czyli musimy sobie stawiać zadania w każdej dziedzinie i konsekwentnie dążyć do zdobywania tych szczytów. Aby nie było tak – konkludował biskup - kiedy dochodzimy do dorosłości wiekowej, ale osobowościowo, duchowo, pozostaliśmy w poprzednim etapie.

- Kiedy idziemy w góry, specyfiką jest też to, że gwałtownie może zmienić się pogoda – głos raz jeszcze zabrała uczestniczka spotkania. - Wchodzimy w słońcu, jesteśmy kilka metrów w górze, i nagle deszcz, zawierucha, niebo jest ciemne. Nie łatwo iść w góry, kiedy jest tyle przeciwności. Można łatwo się zniechęcić.

Bp Regmunt rzekł: - Kiedy nie obserwujemy takich przeciwności, takiego buntu, można wtedy przypuszczać, że coś się w człowieku zatrzymało. My musimy zakwestionować to, co dotychczas robiliśmy, po to, aby samodzielnie opowiedzieć się, że jednak warto to robić.

- Idźmy w góry! Doświadczajmy tych niezwykłych przeżyć! - radośnie na koniec zachęcił biskup.

W videoblogu ordynariusz wystąpił z czterema młodymi kobietami, stałymi już uczestniczkami z nim spotkań i z, tym razem milczącym, szefem duszpasterstwa młodych, ks. Dobrzyńskim. Nagranie trwało ponad 10 minut.

Ks. bp dr Stefan Regmunt urodził się w Krasmymstawie w 1951 r. Wyświęcony został na kapłana we Wrocławiu w 1976 r., konsekrowany zaś w Rzymie w 1995 r. Doktor psychologi KUL. Objął kanonicznie diecezje zielonogórsko-gorzowską w styczniu 2008 r. Jego zawołaniem biskupim są słowa: „Servire in caritate” („Służyć w miłości”).

Patrz videoblog: http://www.youtube.com/watch?v=DGCHUbeoE50

Więcej na: http://www.ddm.org.pl/

Tagi: biskup, ordynariusz, diecezja, Stefan Regmunt, duszpasterstwo młodych, videoblog, wiara, góry, wspinaczka, You Tube

[tekst ukazał się na W24}

 

Pękł lód na rozlewisku Odry: dwie 7-letnie bliźniaczki utonęły

21:44. [18.02].Tragiczny finał zabawy w ślizgawkę w okolicach Krosna Odrzańskiego (Lubuskie). Pod bawiącymi dziećmi załamał się lód. Strażacy zdjęli z kry lodowej jedną, wyziębioną już dziewczynkę, trwają poszukiwania ciała drugiej.

W piątkowe popołudnie czwórka dzieci wybrała się na igraszki na lodzie na poldery zalewowe rzeki Odry w okolicach miasta Krosna Odrzańskiego i wsi Połupin, aby na zamarzniętej tu wodzie urządzić sobie ślizgawkę. Okoliczne dzieci czyniły sobie z tego zabawę codziennie.

- Niespodziewanie pod dziećmi załamał się kruchy lód – informuje Wiadomości24pl sierżant sztab. Norbert Marczenia z krośnieńskiej policji. - Dwójcie dzieci udało się wydostać na brzeg, ale następnej dwójce...

300 metrów od miasta tu są łąki. To teren zalewowy Odry. Wysoki aktualny poziom wody na rzece spowodował okoliczne rozlewiska, a dodając aktualną niską temperaturę - powstanie na tym obszarze lodu. To idealne lodowisko dla okolicznych dzieci, dla których ich czas wolny nikt nie potrafi finalnie zorganizować.

Dziś ślizgała się na rozlewisku czwórka dzieci. Lód się pod nimi pękł. Dwójcie dzieciaków – policja nie chce ujawnić ich wieku – udało się z pękającego lodu czmychnąć, na rozlewisku pozostały, jak się okazało, dwie 7-letnie bliźniaczki.

- Krośnieńscy strażacy na miejscu zdarzenia byli po 10 minutach od otrzymania zgłoszenia – stwierdza rzecznik powiatowej straży pożarnej Andrzej Kazimierczak .

Strażacy zauważyli dziewczynkę kurczowo trzymającą się lodowej tafli lodu. Udało się ją wydobyć. Była wyziębiona, i mimo długotrwałej reanimacji, niestety, nie udało się jej uratować. Drugiej dziewczynki nie zauważono.

Podjęto akcję poszukiwawczą, ale w obecnej chwili przy niskiej temperaturze powietrza i nagłej ciemności – wszelkie czynności są utrudnione.

O godz. 19.43, poinformowano, że strażacy odnaleźli ciało drugiej dziewczynki...

[tekst ukazal się na W24]. Został wyróżniony jako materiał tygodnia.

Tagi: rzeka Odra, rozlewisko, ślizgawka, zabawa, dzieci, czas wolny, lodowisko, tragedia, utonięcie, strażacy, Krosno Odrzańskie, Lubuskie

17:08.*[21.02]. Okazuje się teraz, że matka siedmioletnich dziewczynek podczas przesłuchania była pijana. Miała 3 promile alkoholu w wdychanym powietrzu. Ustala się aktualnie, kiedy kobieta piła alkohol, czy już po tragedii, czy też była pijana, kiedy obie dziewczynki wyszły z domu i utonęły.

Na wyprawę na lód namówione zostały przez 13-letnią ich koleżankę i 16-letniego chłopaka. Kiedy załamał się lód pod jedną z bliźniaczek, na pomoc ruszyła jej siostra. 13-latka natomiast pobiegła wzywać pomoc. Dziewczynki, Ola i Ala ponadto miały czteroosobowe rodzeństwo: 19-letnią i 13-letnią siostry oraz dwóch braci: 15-osto i 6-letniego. Rodzina od kilku lat była pod kontrolą kuratora zawodowego. Korzystali cały czas z pomocy opieki społecznej. Matka nadużywała alkoholu, zaś ojciec przebywa w areszcie.

 

Afganistan. Polacy wyeliminowali groźnych terrorystów

 

11:26.[15.02]. W prowincji Ghazni, gdzie znajduje się główny trzon Polskiego Kontyngentu Wojskowego, polscy żołnierze przeprowadzili kilkanaście zbrojnych operacji, celem których było ujęcie przywódców lokalnych struktur rebeliantów. Kilkoro schwytano, dwóch poległo w zbrojnej walce.

- Przeprowadzone operacje skutecznie osłabiły struktury rebeliantów w kilku dystryktach prowincji Ghazni – informuje Wiadomości24.pl, kpt Dariusz Kudlewski, szef sekcji informacyjno-prasowej Polskich Sił Zadaniowych „White Eagle”w Afganistanie. - To były dotkliwe ciosy.

Zasadniczym celem kilkunastu zbrojnych operacji, przeprowadzonych w ostatnich dniach, było ujęcie przywódców lokalnych grup terrorystycznych, równocześnie z przejęciem ich broni i amunicji, zapewniając tym samym bezpieczeństwo dla miejscowej ludności.

Operację przeprowadzili żołnierze Zespołu Zadaniowych Sił Specjalnych, wspomagani przez kolegów ze Służby Wywiadu Wojskowego wraz z Afgańskimi Siłami Bezpieczeństwa.

Rebelianci nie spodziewali się tak szeroko przeprowadzanej i tak precyzyjnej akcji. Zaskakiwani – otwierali ogień do otaczających ich kryjówki żołnierzy sił specjalnych. - W wyniku jednej z potyczek poległo dwóch rebeliantów – mówi kapitan Kudlewski. Okazało się też, że jeden z poległych, mułła Maum, był komendantem lokalnej siatki zbrojnej, odpowiedzialny był za nękanie ostrzałem baz Polaków.

W trakcie przeczesywania kryjówek rebeliantów – ujęto kolejnego mułłę Ramzano, także stojącego na czele zbrojnego ugrupowania. Polacy ponadto odkryli skonstruowany już i gotowy do użycia improwizowany ładunek wybuchowy (IED).

W ręce polskich żołnierzy wpadł, poszukiwany przez ISAF groźny terrorysta Mumand vel Mumin, odpowiedzialny za szereg ataków na polskie bazy i ostrzeliwanie patroli. Kierował grupą, która podkładała ładunki na drogach, pobierała haracze od miejscowej ludności, wymuszała żywność. Ciąży na nim zarzut o przeprowadzenie styczniowego ataku, podczas którego zginęło w wyniku wybuchu IED trzech amerykańskich saperów.

- Teraz rebelianci będą musieli skupić swój wysiłek na odbudowie swoich terrorystycznych struktur – podkreśla kpt Kudlewski.

Tymczasem polska część Zespołu Odbudowy Prowincji PRT Polskich Sił Zadaniowych przygotowała do realizacji 33 projekty przedsięwzięć, o wartości 33 mln zł, które będą realizowane właśnie w prowincji Ghazni. - Część z nich będzie ukierunkowana na rozwój infrastruktury prowincji, inne zaś na szkolenia zawodowe czy kursy dokształcające urzędników – wyjaśnia dla W24 mjr Marek Klimasara, szef zespołu specjalistów PRT.

W roku bieżącym priorytetem będzie wybudowanie mechanicznej oczyszczalni ścieków oraz wysypiska śmieci. Obie inwestycje zostaną zrealizowane w stolicy prowincji, mieście Ghazni. - Szczególnie ważnie będzie wysypisko śmieci – mówi Artur Weber z sekcji prasowej. - Będzie to pierwsze w mieście takie zorganizowane wysypisko. Dotąd odpady były najczęściej palone, pokaźna też ich ilość trafiała bezpośrednio na ulice.

Ale same wysypisko nie wystarczy. - Trzeba stworzyć od podstaw gospodarkę komunalną w mieście – precyzuje major Klimasara. - To cały system zbierania i wywozu odpadów, naliczania i egzekwowania opłat czy w końcu zakup samych śmieciarek.

Polacy przygotowali ponadto projekty zapasowe: - Chcemy w ten sposób uniknąć sytuacji, w której przepadają pieniądze nie zrealizowanych z różnych przyczyn projektów – komunikuje major.

Tagi: rebelianci, terroryści, operacje bojowe, Afganistan, Ghazni, Polski Kontyngent Wojskowy, bazy Zespół Zadaniowy Sił Specjalnych, Zespół Odbudowy Prowincji PRT, projekty, inwestycje

[tekst ukazał się w Wiadomości24.pl, sekcja Cywilizacja].

 

Mieszkańcy nie zezwolili na likwidację wiejskich szkół

19:54. [14.02]. Mieszkańcy wsi Broniszów i Stypułów w kożuchowskiej gminie (Lubuskie) tak mocno protestowali przeciw zamiarowi likwidacji swoich miejscowych szkół, że udało im się przeciągnąć na swoją stronę część radnych. Ci zrobili walentynkowy prezent i przyczynili się do flagowej porażki burmistrza.

Nie udało się burmistrzowi miasta i gminy Kożuchów, Andrzejowi Ogrodnikowi, mimo kilkakrotnych wystąpień, apeli, powoływaniu się na ekonomiczne argumenty, w końcu ogłoszeniu konsultacyjnej przerwy w obradach w celu zdyscyplinowania radnych – przekonać ich wszystkich do uchwalenia intencyjnych uchwał likwidujących dwie wiejskie szkoły. - Uchwalenie uchwał jest niezbędne, aby móc rozpocząć konsultacje z mieszkańcami – stwierdzał. - Trzeba znaleźć złoty środek, nie stać jest bowiem gminy na utrzymanie tych placówek. Nie mówmy nie, bo nie. Każda placówka oświatowa będzie zmobilizowana do poszukiwania oszczędności.

Rachunek ekonomiczny i dane statystyczne są tutaj nieubłagane. Do szkoły w Broniszowie, uczęszcza zaledwie 51 uczniów, a dodając przedszkolaków jest ich w sumie 81 (dziesięcioro uczniów z tego okręgu woli uczyć się w innych większych placówkach). Jest sześć oddziałów szkolnych, „statystycznie” z 8, 5 ucznia. Kadra pedagogiczna dysponuje 8,44 etatami i 3,25 etatu jest w administracji. Koszt kształcenia jednego ucznia wynosi 13.972 zł, przy średniej w kożuchowskiej gminie – 6.579 zł! Podobna sytuacja w szkole w Stypułowie: tu z kolei jest 67 uczniów, koszt kształcenia jednego ucznia utrzymuje się na poziomie 11.245 zł.

Mieszkańcom obu wiosek nie przekonywały prezentowane dane. Skrzyknęli się i zorganizowali się w komitety obrony szkół, o czym wcześniej informowały Wiadomości24.pl. - Szkoła to nie żadna firma! - oburzał się sołtys z Broniszowa, Wojciech Wargowiak. - Nie po to ją remontowaliśmy na cacko, poszukiwaliśmy sponsorów, aby teraz na jej drzwiach wieszać kłódki!

Mieszkańcy chóralnie dodawali: - Likwidacja szkół to jakby rzucić kamieniem w lawinę. Szkoła na wsi to nie tylko budynek, to także integracyjne miejsce dla samych mieszkańców.

Na dzisiejszej nadzwyczajnej sesji kożuchowskich rajców przybyli, podobnie jak tydzień temu na posiedzenie stałych komisji rady miejskiej – tłumnie i z jedynym postanowieniem: nie damy zlikwidować swoich szkół. Radni na plecach poczuli oddech stanowczości zdeterminowanej lokalnej społeczności.

- My się nie poddamy! - perswadowali. - Niech radni nie szukają oszczędności na naszych dzieciach!

Zarzucano burmistrzowi brak społecznej konsultacji, brak symulacji kosztów operacji reorganizacji placówek szkolnych w całej gminie, a także stanowczo za krótki okres, aby móc ostatecznie wypracować inne rozwiązania, bez uciekania w likwidację szkół.

Mieszkańcy pozyskali ponadto mocnego sprzymierzeńca w osobie prezesa lokalnego oddziału Związku Nauczycielstwa Polskiego, Doroty Słowik, która zagroziła radnym, że uchwalenie uchwał oprotestuje jako związek zawodowy. Magistrat nie przedstawił planu reorganizacji systemu oświaty w gminie, a przede wszystkim nie wskazał, co uczyni z kadrą pedagogiczną ze zwalnianych placówek.

Atmosfera na sesyjnej sali momentami była burzowa. Wkradał się rozgardiasz. Spierano się o naniesienie poprawek w treści uchwał, dodanie przede wszystkim słowa „zamiar” przed słowem „likwidacja”. Przypominało to osławione swego czasu zdanie „ lub czasopisma”.

Zarządzono w końcu imienne i jawne głosowanie radnych. Ci opowiadali się kolejno za poparciem w podjęciu uchwał lub wyrażali przeciwne zdanie. Radni, którzy głosowali przeciwko likwidacji szkół – nagradzani byli przez zgromadzonych na sali mieszkańców – oklaskami.

Teoretycznie, liczebną przewagę w głosowaniu powinno pozyskać ugrupowanie burmistrza. Ale arytmetyka spaliła na panewce. Zaledwie jednym głosem radnego, i to z opcji burmistrza – siedmiu radnych było przeciwnych likwidacji szkół, sześciu za, dwóch rajców natomiast się wstrzymało.

Nie uchwalenie uchwał nagrodzono rzęsistymi i długo trwającymi brawami.

Burmistrz nie ukrywał zaskoczenia: - Jestem zawiedziony – skomentował. - Głosowanie powinno być ostre: albo za, albo przeciw, a nie z głosami wstrzymującymi.

Teraz magistrat wraz z komisją budżetową muszą jak najszybciej znaleźć w „zipiącym” budżecie 1.400 tys. zł na funkcjonowanie szkół w Broniszowie i w Stypułowie. W tegorocznym budżecie na podstawówki, gimnazjum i przedszkola i tak pójdzie najwięcej funduszy, bo aż 13.785 tys. zł. A gmina jest już zadłużona blisko na 59 procent!

Czy to zamknie ostatecznie problem? W kuluarach rajcowie byli bardziej jednomyślni: prędzej czy później trzeba tą kaczkę zjeść. Za tydzień kolejna sesja ustawowa z wiodącym tematem o działalności przedszkoli, szkół i innych placówek oświatowo-wychowawczych, którym organem prowadzącym jest kożuchowska gmina. Czy raz jeszcze owe sporne uchwały wejdą zmodyfikowane tylnymi drzwiami?

Nie tylko w tej gminie w Lubuskiem wieje wiatr reorganizacji placówek szkolnych, idących w stronę likwidacji tych z katastrofalnym ekonomicznym rachunkiem. Zmagają się z tym samorządy w Żaganiu, Świebodzinie, Krośnie Odrzańskim czy w Szprotawie. Uczniów coraz mniej, więc za dużo to kosztuje. Do tego dochodzi fakt, że tak po prawdzie, samorządy nie mają pomysłu, co zrobić z opustoszałymi budynkami szkolnymi. Utrzymanie pustostanów również kosztuje.

- Generalnie przyjąłem opcję, że nie likwiduje się u nas żadnych szkół, a jedną z form jest podjęcie przez stowarzyszenia utrzymania ich jako już niepublicznych jednostek – mówi dla W24 burmistrz Szprotawy, Józef Rubacha, który nie tak dawno temu był naczelnikiem promocji miasta w... kożuchowskim magistracie. - Zainteresowanie jest, ale nie tak duże – dodaje pośpiesznie.

Rubacha ma identyczny problem, co Ogrodnik. Do wiejskiej szkoły w Długiem uczęszcza 61 uczniów, w Siecieborzycach – 74, w Lesznie Górnym – 101. Koszt kształcenia ucznia w tych szkołach waha się w granicach 11-14 tys. zł rocznie, przy średniej – 6.800.

W Lubuskiem może paść rekord pod względem liczby wytypowanych szkół do likwidacji. - Pełny obraz sytuacji będziemy mieli do końca lutego – powściągliwie ocenia wicekurator oświaty, Radosław Wróblewski.

Tagi: szkoła podstawowa, uczniowie, oświata, wieś, mieszkańcy, protest, reorganizacja, budżet, finanse, urząd miasta, gmina Kożuchów, Lubuskie, Broniszów, Stypułów, Szprotawa, Siecieborzyce, Leszno Górne, Długie

[tekst specjalnie napisany na portal Wiadomości24.pl, ukazał się w dziale Portfel, sekcja Edukacja ].

Dodane dla „GL”: oto radni, którzy głosowali za nie likwidacją szkół w Broniszowie i w Stypułowie: Halina Perdian (własny komitet wyborczy), Jacek Niezgodzki (PSL), Marcin Jelinek (Porozumienie dla Kożuchowa),Jolanta Wiśniewska (PO), Zdzisław Szukiełowicz (wł.kom.),Jan Franczak (PO) i Paweł Jagasek (PO). Wstrzymali się od głosu: Jan Medyński ( (PSL) i Sławomir Drozdek (PdK). Głosowali za likwidacją szkół: Mirosław Borkowski (wł.kom.), Zbigniew Dusza (PdK), Piotr Malczyk (PSL), Andrzej Staroszczuk (PdK), Bronisław Zakrzewski (PdK) i Henryk Zieliński (wł. kom.).

 

Szkoły w Broniszowie zlikwidować nie damy - obiecują mieszkańcy wsi

18:49. We wsi Broniszów w Lubuskiem mieszkańcy zawiązali Komitet Obrony miejscowej szkoły, torpedując tym samym poczynania samorządowców. - Szkoła to nie żadna firma, gdzie decyduje wyłącznie ekonomiczny rachunek – twierdzą. - Tworzymy dopiero analizę – odpowiadają urzędnicy, zapowiadający wcześniej chęć zamknięcia placówki.

Przez gminy Lubuskiego przetacza się fala podejmowania intencyjnych uchwał w reorganizacji funkcjonowania dotychczasowych placówek szkolnych. W praktyce oznacza to w większości, że mogą być likwidowane szkoły przede wszystkim na wsiach. Procedura zamknięcia placówki przez prowadzący organ nakłada, aby co najmniej na 6 miesięcy przed finiszem terminu – powiadomić o takim zamiarze wszystkie zainteresowane strony.

- A nas w ogóle nie powiadomili! Dowiedzieliśmy się pokątnie! - oznajmiają mieszkańcy wsi Broniszów w gminie Kożuchów. Do tamtejszej szkoły podstawowej uczęszczają także dzieci ze sąsiedniej wsi Radwanów.

Skrzyknęli się, stworzyli protestacyjny komitet i wystosowali List Otwarty do kożuchowskich radnych, podpisany przez 312 osoby. Dołączyli kolorowe zdjęcia budynku na zewnątrz i wewnątrz. - I nie pozwolimy zamknąć naszej szkoły! - grzmią chóralnie.

Sygnatariusze odwołują się do „serc i sumień” radnych. Piszą także: „Szkoła to nie tylko mury, dane statystyczne czy rzędy cyfr. Szkoła zwłaszcza wiejska to serce danej społeczności, to nie tylko miejsce nauki dzieci, to również miejsce spotkań wielu pokoleń. To małe centrum kulturalno-oświatowe”.

Ale rachunek ekonomiczny i dane statystyczne są tutaj nieubłagane. Do danej szkoły uczęszcza zaledwie 51 uczniów, a dodając przedszkolaków jest ich w sumie 81 (dziesięcioro uczniów z tego okręgu woli uczyć się w innych większych placówkach). Jest sześć oddziałów szkolnych, „statystycznie” z 8, 5 ucznia. Kadra pedagogiczna dysponuje 8,44 etatami i 3,25 etatu jest w administracji. Koszt kształcenia jednego ucznia wynosi 13.972 zł, przy średniej w kożuchowskiej gminie – 6.579 zł! - Ale to rachunki za rok ubiegły, teraz dyrektorzy szkół postawili jeszcze wyższe progi finansowe – z przerażenia rozkładają urzędnicy ręce w kożuchowskim ratuszu.

Prognozy demograficzne również nie są optymistyczne. W najbliższych latach nie przybędzie dzieciaków, zaciągniętych naraz w szkolne progi. Nie zgadzają się z tym sygnatariusze Listu: „Nasze wsie mają tendencję rozwojową i osiedlają się młodzi ludzie, zakładają rodziny z nadzieją, że będą mogli wysyłać swoje dzieci do miejscowej szkoły” - piszą do radnych. - W praktyce jest nieco inaczej – koryguje słowa sygnatariuszy dla Wiadomości24, miejscowy polityk. - Jeżeli osiedlają się u nas młodzi, to swoje dzieci wożą do przedszkoli i szkół w mieście, przeważnie do Zielonej Góry. Przecież to zrozumiałe, że każdy rodzić poszukuje dla swojego dziecka wysokiego standardu nauki...

Identyczne zjawisko jest również w mojej wsi, Książ Sląski (w której wcześniej zlikwidowano 4-klasową szkołę, a nie tak dawno 10-osobowe przedszkole): coraz więcej mieszkańców swoje pociechy przenosi do lepszych, zasobniejszych, o wyższym poziomie nauczania ośrodków. Po kilku uczniów przyjeżdża nawet szkolny autobus ze sąsiedniej, zielonogórskiej gminy.

Sygnatariusze jednak wyliczają: szkoła istnieje od 1945 roku, a z inicjatywy mieszkańców, „za którą szły również czyny, wysiłek oraz trud i poświęcenie” dobudowano jedno skrzydło obiektu. W szkole funkcjonuje świetlica terapeutyczna, kółka zainteresowań, półkolonie. Jest sala komputerowa z internetem...

- Szkoła to nie żadna firma! - burzy się jeszcze sołtys wsi Wojciech Wargowiak. - Nie po to ją remontowaliśmy na cacko, poszukiwaliśmy sponsorów, aby teraz na jej drzwiach wieszać kłódki!

- Potrzeba odrobiny spokoju – apeluje wiceburmistrz Kożuchowa Adam Żyrolis w specjalnej rozmowie z W24. - W obecnej chwili jesteśmy na etapie analizy w kontekście ewentualnego zamknięcia placówki. Zapoznajemy z naszym projektem w pierwszej kolejności radnych, później będą szerokie konsultacje z mieszkańcami. Wsłuchiwać będziemy się w różne opinie. To nie jest nasza determinacja, że innego wyjścia w reorganizacji szkoły nie widzimy – uzupełnia.

Magistrat zaproponował przewożenie uczniów do większej, organizacyjnie efektywniejszej szkoły w Mirocinie Dolnym. Jest to raptem 10 do 15 minut jazdy szkolnym autobusem.

Pojawił się ponadto pomysł przekształcenia szkoły w jednostkę niepubliczną. - Ale to nie ma szans - opiniuje wspomniany lokalny polityk. Podaje pierwszy z rękawa przykład z opuszczoną od kilku lat szkołą w Mirocinie Górnym. - Mimo usilnych nagabywań burmistrza, mieszkańcy nie kwapią się, aby stworzyć stowarzyszenie, które mogłoby przejąć tamtejszy budynek. Podobna sytuacja będzie i w Broniszowie. Wolą protestować i szum wskrzeszać, ale, aby coś samemu zainicjować, oho, okazuje się raptem, że nikt na to nie ma czasu.

Sekretarz gminy Kazimierz Ponikwia chciałby z kolei, by powrócić do wyjścia. Marzy mu się reaktywowanie w każdej wsi placówki opieki przedszkolnej, zaś w pozostałej części budynku stworzyć klubokawiarnię, salkę internetową, miejsce spotkań lokalnej społeczności, bez uciekania do skostniałych, wysoko nakładowych baz domów kultury. - Pomysłów jest masa, z kolei z zaangażowaniem samych mieszkańców w społeczną działalność jest nieco chłodniej – ocenia.

W gminie jest jeszcze jeden podobny pasztet ze szkołą, szykowaną też do zamknięcia. 67 uczniów ze Stypułowa, wsi oddalonej od Kożuchowa o 6 km dowożonych będzie do jednej z miejskich placówek. Także i tutaj koszt kształcenia jednego ucznia wynosi 11.245 zł.

Jutro kożuchowscy radni zapoznają się wstępnie z propozycjami magistratu. Na posiedzenie stałych komisji Rady Miejskiej mają przybyć mieszkańcy Broniszowa i Radwanowa. - Przytargają działo, narobią huku i dymu ale ratusz ocaleje – konkluduje nasz lokalny polityk.

Tagi: szkoła podstawowa, oświata, wieś, mieszkańcy, protest, reorganizacja, urząd miasta, gmina Kożuchów, Lubuskie, Broniszów, Radwanów, Stypułów, Książ Śląski

[tekst ukazał się na portalu Wiadomości24.pl, dział Edukacja ]

 ***Glosa do tekstu: „Szkoły w Broniszowie zlikwidować nie damy...”

22:14.[9.02]. Pat: radni mieli ruch, lecz nie wykonali żadnego satysfakcjonującego posunięcia. - Zabrakło odwagi za podjęcie odpowiedzialności za decyzję, co dalej ze szkołami – skomentował to jeden z pikietujących mieszkańców Broniszowa przed salą posiedzeń radnych. Ci z kolei przebąkiwali o konieczności utworzenia przez mieszkańców stowarzyszenia, które wzięłoby na swe barki szkoły. Mieszkańcom takie rozwiązanie się nie uśmiecha. Przede wszystkim nauczycielom. Debatowano ponad pięć godzin. Temat jak bumerang powróci na sesję rady miejskiej pod koniec miesiąca.

 

 

Spłonęła ikona wieców i koncertów
10:55. [2.02].Zielona Góra. Odbywały się tutaj wiece hitlerowskie, mitingi, sądowe procesy komunistyczne, w końcu zawitała tu cała plejada gwiazd współczesnej polskiej piosenki.

Zielonogórzanie są wstrząśnięci. Kolejna ikona znikła z krajobrazu miasta. Zielonogórską Halę Ludową, zlokalizowaną prawie w centrum miasta, dziesięć lat temu sprzedano dotąd niezidentyfikowanemu publicznie lokalnemu biznesmenowi, który odsprzedał część zrujnowanych, pozbawionych dozoru pomieszczeń po ówczesnej Estradzie Ziemi Lubuskiej dla francuskich inwestorów hotelarskich.

Teraz wielki pożar strawił wszystko. To nie był jednak przypadek. Ktoś umiejętnie w kilku miejscach na dachu hali rozkrzewił ogień.

Początek i skandaliczny koniec – wszystko to przebiegło za rządów w mieście SLD. Jest to opinia mieszkańców miasta.

- Sprzedali komuniści za bezsens i potem nie kiwnęli palcem na totalną rozbiórkę budynku przez hołotę bezdomnych i złomiarzy – bez ogródek mówi dla Wiadomości24.pl Jerzy Szymański, mieszkający na przeciwko spalonego teraz budynku. - To wielki przekręt, za który i tak nikt nie odpowie.

Pracowałem w Estradzie Ziemi Lubuskiej, znałem więc halę pod każdym kątem. Robiła na obserwatorze imponujące wrażenie. Miała swoją duszę.

Hala Ludowa, zwana jako Miejska od 1932 roku była częścią wielkiej fabryki włókienniczej, należącej do rodu rodziny Foersterów, zasłużonych dla miasta przemysłowców, darczyńców i społeczników, a znaną zaś potem w Polsce Ludowej jako zakłady włókiennicze „Polska Wełna”. Na inaugurację, mieszkańcy w hali widowiskowej 3 kwietna 1932 roku obejrzeli farsę Karla von Holtera „Trzydzieści minuty w Zielonej Górze albo połowa drogi”(tłumaczenie współczesne). Zasiadły wówczas 723 osoby. Halę zaprojektował architekt Oskar Kaufmann, zaś wnętrza zostały wystrojone według projektu rzeźbiarza i dekoratora Gerarda Schliepsteina.

Kiedy i w Gruenbergu do władzy doszli naziści w Hali Miejskiej corocznie odbywały się wielkie wiece na cześć urodzin Adolfa Hitlera. Aktywiści NSDAP przysięgli tutaj wierność Rzeszy na śmierć i życie. W hali można było pomieścić przy takich okazjach nawet ponad tysiąc uczestników.

Brunatny rozdział w historii hali na początku swoich rządów, tuż po wojnie, dopisali także lokalni komuniści. Odbyło się tutaj kilkanaście publicznych procesów sądowych. Na procesy sprzedawano ludności bilety. W ich obecności przesłuchiwano oskarżonych i świadków. Wojskowe Sądy skazywały w sfabrykowanych procesach nieszczęśników za łapówki, sabotaż, plądrowanie mienia i sprzyjanie Niemcom.

Potem halę w części ogromnego holu, poprzedzającego wejście do sali widowiskowej - zmodernizowano, znikła betonowa posadzka, obudowano żeliwne słupy podpierając strop. - „Organizowano w niej zabawy, niestety często przerywane bójkami i gaszeniem światła” - wspomina w swojej książce „Przechadzki Zielonogórskie” lokalny dziennikarz Henryk Ankiewicz.

Hala też służyła do propagandowych wieców PZPR. Działało tu także kino „Włókniarz”.

Furorę i splendor w latach 60. pozyskała wkroczeniem na halową scenę Festiwalu Piosenki Radzieckiej. A kiedy Festiwal przeniósł się do amfiteatru – scena została zawładnięta przez estradowych artystów. Występowali tutaj najwięksi polscy wykonawcy: Niemen, Santor, Majewska, Krawczyk, Budka Suflera, Hey, Kora, Sośnicka, Lady Pank... Wyliczać można bez końca, dorzucając jeszcze spektakle operetkowe.

Wspominam: - Z tego wszystkiego utkwiły mi w pamięci po imprezowe, kameralne spotkania w barze na piętrze szerokiego holu. Alkohol lał się strumieniami. Balanga na całego aż do poranka. Artyści, obsługa, technicy, organizatorzy, realizatorzy, szefostwo – jak okiem sięgnąć wszyscy razem „przy budowie drugiej Polski”. Szlaban postawiła mi wówczas żona: albo cygańskie życie estradowe albo małżeństwo...

Upadek Estrady, więc także wystawienie pod młotek całej Hali Ludowej – to według Mirosławy Antoniewicz, ostatniego dyrektora przedsiębiorstwa - „jest jedną wielką tajemnicą”. „- Nie jestem zwolenniczką teorii spiskowych, ale... Wierzyłam w jej misję i działalność kulturalno-rozrywkową” - mówi dla lokalnego dodatku „Gazety Wyborczej”.

Teraz hala spłonęła doszczętnie.

Pożar, jako pierwsi zobaczyli mieszkańcy sąsiadujących wieżowców. - Niespotykany huk, trzaski, niewyobrażalnie wysokie płomienie, w zasadzie były to nie do opanowania strumienie unoszącego się ognia – opowiada świadek pożaru Kazimierz Tokarski. - Wiadomo przecież, że po takim pożarze łatwiej teren jest odgruzować i uprzątnąć – po chwili dodaje.

W akcji gaszenia udział wzięło ponad 60. strażaków. Gasili ogień blisko siedem godzin. Ze względu na zabetonowane wejścia i okna – wodę na palący się dach lano z podnośników. Pospiesznie wyważano zamurowane drzwi i kuto dziury w ścianach.

Dwa lata temu część ziemi zakupiła spółka Property Holding, w której to udziały posiada francuska sieć hotelarska Louvre Hotels. Miał tu stanąć do 2010 roku sześciopiętrowy hotel.

Sprawcę podpalenia ma wyłowić policyjne śledztwo. Jak szacują zielonogórscy strażacy, akcja gaszenia budynku kosztowała ich ponad 30 tys. zł.

Tagi: Hala Ludowa, Zielona Góra, Foerster, wiece, koncerty, mitingi, procesy sądowe, naziści, komuniści, „Polska Wełna”, kino, Estrada Ziemi Lubuskiej, piosenkarze, zespoły, Festiwal Piosenki Radzieckiej, pożar, podpalenie, strażacy,

[tekst ukazał się na portalu Wiadomości24.pl].

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »