Warning: mysql_fetch_array(): supplied argument is not a valid MySQL result resource in /home/goniecl/domains/gonieclokalny.pl/public_html/components/com_joomlastats/joomlastats.inc.php on line 221

Warning: mysql_fetch_array(): supplied argument is not a valid MySQL result resource in /home/goniecl/domains/gonieclokalny.pl/public_html/components/com_joomlastats/joomlastats.inc.php on line 429

Niezależna sublokalna gazeta prywatna.

Redaktor Naczelny i Wydawca: Zbigniew M. Jelinek.

Projekt wydania papierowego – własny. Realizacja – własna. Teksty własne.

Adres Redakcji: Książ Śląski 52a, 67-128 Kożuchów, woj. lubuskie. Telefon: [68] 355-70-10. E-mail: zbigniew.jelinek@wp.pl.

Rok założenia: maj 1995. Wszelkie prawa zastrzeżone. Druk wydania papierowego: grzecznościowo-sponsorowany. 

Artykuły

 

Odór i hektolitry

 

gnojowicy

 

mieszkańców

 

nie zaleją

 

Holendersko-polska firma zapragnęła

rok temu uruchomić świniarnię

w kompleksie wiosek otoczonych łąkami

i lasami. - Chcecie zgotować nam piekło!

- zaprotestowali mieszkańcy Studzieńca,

Książa i Mirocina Dolnego. A inwestor

na to: - Wieś to nie lawenda, aby tu nie

było czuć żadnych zapachów! Ale teraz

firma nie otrzymała zgody na inwestycję

od Regionalnej Dyrekcji Ochrony

Środowiska: - Zapachowe oddziaływanie

fermy będzie wykraczało poza jej granice

i będzie to uciążliwe dla mieszkańców –

stwierdzono.

 
Start
20.11.2018.
Oblicze Dnia, styczeń 2011. Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
03.01.2011.
 

<Oblicze Dnia>

 

 

                                Teksty

                 „Gońca Lokalnego”

     na internetowych portalach

                 - styczeń 2011 -

3.01. Kierowcy z MZK wtargnęli...

5.01. Podrożeją bilety MZK

5.01. Unicestwili "Dąb Napoleona", wandali

jednak nie ujęto.

8.01. Czarna Dywizja zagra z Orkiestrą Owsiaka.

10.01.Afganistan: Orkiesta zagrała na sto dwa!

14.01. Zamiast wielkich rzek wylewają rzeczki

i rowy melioracyjne

16.01. Spadła  liczba zimujących nietoperzy 

w międzyrzeckich bunkrach.

18.01. Brytyjczycy przejdą w trzy dni z Żagania

do niemieckiego Sprembergu.

25.o1. W Zielonej Górze mieszkańcy nie chcą

ronda Lecha Kaczyńskiego

28.01. Zielona Góra. Samolotowe skrzydło

upamiętni katastrofę smoleńską

                 

  

Zielona Góra. Samolotowe skrzydło upamiętni katastrofę smoleńską

22:22.[28.01].Na komunalnym cmentarzu stanie obelisk upamiętniający ofiary katastrofy. Miasto przeznaczyło na realizację projektu 35 tys. zł. Ale nie wszystkim mieszkańcom ten pomysł się podoba. - Nie róbmy z ofiar katastrofy męczenników! - argumentują.

To kolejny punkt zapalny na linii mieszkańcy miasta a magistrat i radni. Nie przebrzmiały jeszcze echa ostrego protestu zielonogórzan, występujących z apelem o nienadawanie jednemu z miejskich rond imienia Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, o fakcie którym donosiły także Wiadomości24.pl, a jest już następny publiczny stan zapalny.

W dniu, kiedy zielonogórscy rajcowie zdejmowali z porządku obrad projekt uchwały dotyczący nadania patronatu Lecha Kaczyńskiego dla ronda – miejska komisja konkursowa zakomunikowała, że rozstrzygnęła konkurs na pomnik upamiętniający ofiary katastrofy smoleńskiej.

Tu także na organizatorów posypały się gromy mieszańców.

Do konkursu stanęło zaledwie pięciu artystów. Komisja konkursowa składała się z kolei z sześciu osób i naszpikowana była urzędnikami. W jury zasiedli bowiem: dyrektor Muzeum Ziemi Lubuskiej Andrzej Toczewski, jego zastępca Leszek Kania, wiceprezydent Zielonej Góry Wioletta Haręźlak, dyrektor Regionalnego Ośrodka Badań i Dokumentacji Zabytków, Wojciech Eckert oraz wiceprzewodniczący Okręgu Zielonogórskiego Polskich Plastyków, Igor Myszkiewicz i adiunkt w Katedrze Sztuki i Kultury Uniwersytetu Zielonogórskiego, Zenon Polus. Dla zielonogórzan to sztandarowy, zakotwiczony od wielu lat garnitur ludzi, którzy trzymają lejce wszystkich komisji konkursowych.

Z pięciu nadesłanych prac jury wyłoniło zwycięski projekt Małgorzaty Bukowicz. Projekt przedstawia samolotowe skrzydło (wielu uważa, że jest ono złamane) z biało-czerwoną szachownicą i wyeksponowanym, niżej napisem: „Zginęli pod Smoleńskiem w służbie Ojczyzny. Ofiarom katastrofy lotniczej 10.04.2010”.

Pomnik wraz z cokołem będzie miał 210 cm wysokości i wykonany zostanie z blachy kwasoodpornej.

- To projekt idealnie wkomponowany w przestrzeń – zachwyca się Toczewski. - Obelisk ma oddać cześć smutnemu wydarzeniu, którego jako pokolenie jesteśmy świadkami. Powinniśmy to godnie uczcić.

Artystom, którzy przystąpili do konkursu miasto wypłaci po 500 zł. Zwycięzca dodatkowego honorarium nie dostanie. Z kasy magistratu na realizację projektu przeznaczono 35 tys. zł.

Pomnik usytuowany zostanie na cmentarzu komunalnym w miejscu tzw. Golgoty Polskiej, gdzie znajduje się Wielki Krzyż Katyński i obelisk martyrologii Polaków na Wschodzie.

Wyłożenie z kasy miejskiej kwoty na budowę pomnika – podzieliło zielonogórzan. Na internetowych forach „Gazety Lubuskiej” i dodatku lokalnego do „Gazety Wyborczej” - internauci nie szczędzili słów krytyki. Oburzeni byli, że lekką ręką wyrzuca się pieniądze na drugorzędne cele, a tymczasem srogo obcina się wszelkie subwencje na funkcjonowanie komunikacji miejskiej, na działalność stowarzyszeń sportowych, na remonty sal gimnastycznych czy na hospicjum. - „Lepiej te pieniądze przeznaczyć na inny cel, niż bałwochwalczo na pomnik uporu Kaczyńskiego...masakra te moherowe pomysły” - pieklili się. Inni dorzucali: „Troszeczkę mnie denerwują, delikatnie rzecz ujmując, robienie z ofiar katastrofy męczenników... denerwuje mnie fakt wydawania publicznych pieniędzy na ten cel”, „Po jakiego grzyba ten pomnik?! Każde miasto musi mieć własny? 'Zginęli pod Smoleńskiem w służbie ojczyzny' – To oni walczyli?!:/”, „Jeżeli zielonogórzanie potrzebują miejsca do użaleń, to na to nic nie poradzę, lecz moje pieniądze tam nie mają iść!”, „Jeżeli ta spirala ogłupienia 'smoleńska-mania' się nie skończy, to z głodu i nędzy pół społeczeństwa nam umrze”.

Zwolennicy byli w zdecydowanej mniejszości, a ich ton wypowiedzi mniej więcej był taki: „Chętniej tym opluwaczom dołożyłbym w mordę! Wywalić ich do swołocz towarzyszy!”, „Dziadu! Dlaczego nie masz śmieciu odwagi pisać bez nicku, dziadu!”.

Trudno było znaleźć więcej pozytywnych opinii. W sondzie telefonicznej, jaka została przeprowadzona przez W24, również nie szczędzono krytycznych wypowiedzi o zamiarze postawienia tego obelisku. - Niech nikt nie myśli, że koszty budowy zamkną się w 35 tys. zł – zaopiniował Kazimierz Marzec.- Obserwując podobne wyczyny urzędników miejskich suma ta może być nawet podwojona! - Mogę zrozumieć chęć upamiętnienia ofiar katastrofy – pojednawczo wypowiada się Edyta Kamecka – lecz mam pytanie, czy w tej chwili na nic innego nie potrzebujemy wydawać publicznych pieniędzy? - To była narodowa tragedia – z kolei mówi Lucyna Michoń – I nie wywalajmy pomyj na wszystko co tyczy się Kaczyńskiego. - Ale my mówimy tu o pomniku – precyzujemy wypowiedź. Na to pani Lucyna: - Człowieku, ty nic nie rozumiesz!

Artystka plastyk Małgorzata Bukowicz nie chciała dla W24 komentować tego nagłego zamętu.

Pomnik powstanie przed pierwszą rocznicą smoleńskiej katastrofy.

tagi: katastrofa smoleńska, pomnik, obelisk, konkurs, jury, Lech Kaczyński, Zielona Góra, mieszkańcy, protest, forum internetowe,

[tekst opublikowany przez W24]

W Zielonej Górze mieszkańcy nie chcą ronda Lecha Kaczyńskiego

17:02.Radni miasta na dzisiejszej sesji zdjęli z porządku obrad uchwałę o nazwaniu jednego z miejskich rond imieniem Lecha Kaczyńskiego. Zaprotestowali mieszkańcy. - Czy były prezydent RP był postacią jednoczącą Polaków?– pytali w swoim apelu.

W roku ubiegłym miasto oddało wybudowaną od podstaw nową drogę, mającą rozładować zatory samochodowe w centrum, na skrajach której powstały dwa ronda. Droga budziła już wówczas kontrowersje, bowiem wkraczała w obszar chroniony, jakim jest miejscowy kilkuhektarowy Park Piastowski. Przecinkę nazwano imieniem księdza Kazimierza Michalskiego, zasłużonego dla miasta proboszcza w czasach stalinowskich.

Tuż po katastrofie smoleńskiej szef klubu radnych PiS, Jacek Budzyński zaproponował, aby jedno z rond było pod patronatem Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, drugie zaś – nosiłoby imię Ryszarda Kaczorowskiego, ostatniego prezydenta na uchodźstwie. Powoływał się przy tym na prośby i opinie mieszkańców miasta.

Sprawa jednak ucichła po incydencie, jaki miał miejsce tuż przy końcowych pracach przy budowie rond. Nieznani dotąd inicjatorzy postawili nocą na jednym z nich tablicę z napisem: „Rondo Obrońców Krzyża”. Tablica była wykonana profesjonalnie i łudząco przypominająca te, które są przez miasto montowane na rondach. Radny Budzyński był wówczas oburzony: - To czysty debilizm! - mówił dla Wiadomości24.pl, które ten incydent relacjonowały.

Teraz nagle temat został odgrzany.

Mieszkańcy gromadnie wystąpili przeciw inicjatywie Budzyńskiego. - Wiedziałem wcześniej o tym pomyślunku, ale potem sprawa ucichła i był spokój – mówi dla W24 Tadeusz Szewczyk, mieszkający w wieżowcu w sąsiedztwie ronda, które ma być pod patronatem prezydenta Kaczyńskiego. Jest zszokowany. -

Nagle okaże się, że żyjemy w kraju, gdzie wszystkie skwery, parki, ulice, a nawet fontanny będą Lecha Kaczyńskiego – uzupełnia.

- Kaczyński niczym się nie oznaczył, ani w „Solidarności” nie był wielkim działaczem, ani wielkim prezydentem też nie był – mówi z kolei pan Stanisław, proszący o anonimowość, bowiem czuje się sterroryzowany. - W moim bloku zaledwie trzy osoby popierają pomysł nazwania ronda nazwiskiem byłego prezydenta, ale to te z moherowych beretów. Jak mnie widzą, to plują mi pod nogi - opowiada z goryczą.

Na miejskich forach internetowych także zabulgotało. - „Mgła smoleńska już opadła, czas skończyć z martyrologią” – pisali internauci. - „Do zwolenników PiS: zgaście pochodnie, przestańcie krzyczeć, Polska to nie jest wasza własność”, „Bałabym nazwać Kaczyńskim rondo i po nim jeździć”, „Proponuję, aby na tym rondzie mieli pierwszeństwo kierowcy z legitymacją PiS” - to niektóre, w spokojnym tonie wypowiedzi. Były jeszcze bardziej napastliwsze.

W końcu mieszkańcy się zjednoczyli i napisali apel „Świadomych obywateli, mieszkańców miasta Zielona Góra”, który to rozdali radnym przed inauguracją dzisiejszej sesji rady miasta. Autorzy apelu proszą „o rozwagę, powściągliwość oraz pokorę w podejmowaniu decyzji”. Sugerują, że nadanie nazwy, jaką lansuje PiS – skłóciłoby niepotrzebnie mieszkańców i wprowadziłoby zamęt. - „Czy były Prezydent RP pan Lech Kaczyński był postacią jednoczącą Polaków?” - zapytywali autorzy.

Okazało się także, że uchwała proponowana przez radnego Budzińskiego aż takiego poparcia wśród mieszkańców nie miała i w większości byli to osoby ściśle związane z PiS.

Przeciwko nazwie jest także prezes Rodziny Katyńskiej, Włodzimierz Bogucki, mieszkający przy spornym rondzie. Uważa, że te „malutkie” rondo nie jest godne takiej postaci jak Lech Kaczyński. - Powinniśmy wspólnie poszukać innej nazwy – przekonuje.

Wiceprzewodniczący rady miasta, Marek Kamiński z PO składając wniosek o zdjęcie z porządku obrad wspomnianej uchwały, m.in. tak argumentował decyzję: - Dyskusja nad tą uchwałą nakłada się na ogólnopolską wrzawę toczącą się wokół osoby Lecha Kaczyńskiego. Zgody w tej sprawie również nie ma wśród mieszkańców miasta. Potrzeba trochę czasu na spokojne zastanowienie się.

Rację Kamińskiemu przyznało 17 radnych, dwoje wstrzymało się od głosu, zaś jeden głos był przeciw.

Tagi: miasto, ulica, rondo, rada miasta, uchwała, apel, mieszkańcy, Zielona Góra, prezydent Lech Kaczyński, katastrofa smoleńska, PiS, PO

[tekst ukazal się na portalu Wiadomości24.pl]

19:40. [22.02].Glosa do tekstu: „W Zielonej Górze nie chcą ronda Lecha Kaczyńskiego” (dodano jako komentarz na W24). Zielonogórscy radni na dzisiejszej sesji zdecydowali, że nie będzie w mieście ronda pod patronatem tragicznie zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. PO pragnęła zdjąć z porządku stosowną uchwałę, lecz głosami PiS i... SLD projekt uchwały poddany został pod głosowanie. Ofensywa zwolenników zjednoczyła szeregi PO. Uchwałę w końcu poparło jedynie 7. radnych (PiS i dwoje z SLD), 11. było przeciw, 2. się wstrzymało. Zaraz po głosowaniu prezydent miasta Janusz Kubicki (SLD) wycofał kolejną uchwałę o nadaniu innemu rondu imienia Ryszarda Kaczorowskiego.

 

Brytyjczycy w trzy dni przejdą z Żagania do niemieckiego Sprembergu

20:21.[18.01].Z terenu byłych hitlerowskich obozów jenieckich w Żaganiu (Lubuskie) co styczeń od 7 lat wyrusza Długi Marsz – Long March, upamiętniający los ewakuowanych jeńców alianckich z obozu Stalag Luft 3.

Kadeci, żołnierze i oficerowie Royal Air Force będą mieli do pokonania blisko 90 km, a ich marszruta rozpocznie się z terenu byłego obozu Stalag Luft 3 w Żaganiu ( d. niem. Sagan), by następnie skierować się na Iłowę (Halbau), Borowe (Burau), Gozdnicę (Freiwaldau), Przewóz ( Priebus), Potok (Pattog), Łęknicę (Muskau/Bad Muskau) i dalej: Kromlau, Graustei, w końcu dotrzeć do stacji kolejowej Spremberg. To identyczna trasa ewakuowanych lotników alianckich z dnia 27 stycznia 1945 r.

Zainteresowanie marszem w tym roku było tak duże, że organizatorzy rozbili uczestników na dwie tury. Pierwsza 50 – osobowa grupa studentów ze szkoły RAF w Cosford właśnie zakończyła 3 - dniową wędrówkę. Zaczęli, tradycyjnie, od noclegu w obozowym baraku, porankiem zwiedzili Muzeum Obozów Jenieckich w Żaganiu, a potem w Iłowej trafili do miejscowego kościoła, w którym 66 lat temu znaleźli schronienie ewakuowani jeńcy. W Lipnej zanocowali w tym samym gospodarstwie, gdzie spali w styczniu 1945 r. lotnicy. Następnego dnia dotarli do Bad Muskau i po zwiedzeniu tamtejszego zamku położyli się spać w zamkowych stajniach, podobnie jak dawni jeńcy. W trzecim dniu marszu dotarli do stacji kolejowej Spremberg, na której w 1945 r. wsadzano jeńców do pociągów, które zawiozły ich do kolejnych obozów w głąb III Rzeszy.

Grupie tej towarzyszył były jeniec Andrew Wisemann. Rok temu uczestnikiem Long March był 95 - letni Eric Fomette, obchodzący swoje w Żaganiu kolejne urodziny. W 1945 r., kiedy wyruszał do ewakuacyjnego marszu właśnie przypadały jego 30. urodziny. - Chwalił się, że szedł teraz w tym samym płaszczu, który miał na sobie w mroźny styczeń 45 roku – wspomina dla Wiadomości24.pl, dyrektor Muzeum Obozów Jenieckich Jacek Jakubiak.

Druga grupa uczestników Long March pojawi się w Żaganiu 23 stycznia i będą w mieście o jeden dzień dłużej. To 40 osób z bazy 90SU/RAF Leeming.

Dla wielu Brytyjczyków tereny hitlerowskich obozów dla aliantów w okolicach Żagania to jakby dla Polaków Katyń. Takie bowiem określenie można usłyszeć od historyków II wojny światowej, samych uczestników i pasjonatów Długiego Marszu.

Kriegsgefangenen Lagier der Luftwaffe – Stalag Luft 3 był obozem przeznaczonym dla lotników i członków załóg latających. Obóz powstał 5 maja 1942 r. Lokalizacja obozu była dobrze przemyślana. Było to bowiem miejsce oddalone od granic państw neutralnych (np. do Szwajcarii było stąd 625 km, zaś do wybrzeża Bałtyku – 275 km), skryte w leśnym kompleksie, co powodowało, że nawet po udanej ucieczce przez system obozowych drutów, jeniec musiał pokonać duże odległości i to na terenie samych Niemiec. Piaszczysta zaś ziemia, na której zlokalizowano obóz, miała uniemożliwiać kopanie tuneli.

27 stycznia 1945 r. w dniu ewakuacji Stalagu Luft 3 przebywało w nim 10.949 jeńców, pośród nich: 6.831 Amerykanów, 3.498 lotników RAF ( oprócz Brytyjczyków byli lotnicy z Nowej Zelandii, Australii, RPA, Kanady), była także pond 100 osobowa grupa polskich lotników, jak również 165 jeńców radzieckich z obsługi obozu.

Historia Stalagu Luft 3 przede wszystkim jest znana z Wielkiej Ucieczki z dnia 24/25 marca 1944 r. 77 – osobowa grupa jeńców przedostała się na wolność tunelem tzw. „Harry”. Do ucieczki było przygotowanych nawet 250 osób. Kiedy wychodził 77 uciekinier, Niemcy wykryli tunel. Zatrzymali tych, którzy jeszcze w nim byli. Złapano później 74 jeńców, spośród nich na osobisty rozkaz Hitlera – 50 zostało rozstrzelanych. Tylko trzem uciekinierom udało się na stałe uzyskać wolność.

W czerwcu ubr. w domu opieki społecznej w Szkocji zmarł w wieku 97 lat Jack Harrison, który uważany był za ostatniego żyjącego uczestnika Wielkiej Ucieczki. Na wejście do tunelu czekał w kolejce jako 98.

Sławę ucieczce przyniosły filmy fabularne z 1963 r. i z 1988 r. p.t: „Wielka Ucieczka”.

Więcej o Jenieckich Obozach w Żaganiu: www.muzeum.zagan.pl

Brytyjska strona internetowa poświęcona Long March wraz z kroniką, artykułami i zdjęciami:

www.raf.mod.uk/longmarch

Tagi: jeńcy wojenni, obozy, Stalag Luft 3, marszruta, ewakuacja, Wielka Ucieczka, lotnicy alianccy, RAF, Żagań, Muzeum Obozów Jenieckich, Long March

 

Spadła liczba zimujących nietoperzy w międzyrzeckich bunkrach

20:24.[16.01].Lubuskie. Zakończono coroczne liczenie nietoperzy zimujących w Międzyrzeckim Rejonie Umocnionym. Przyrodnicy biją na alarm: doliczyli się jedynie 27.215 osobników, to prawie o 4 tys. mniej niż przed rokiem.

Poniemiecka sieć bunkrowych umocnień w okolicach Międzyrzecza i Lubrzy stanowi największe w Europie Środkowej i w całej Unii Europejskiej zimowe siedlisko nietoperzy. Nietoperze przylatują tu z nizin europejskich. Niektóre osobniki aby moc przezimować pokonują nawet 260 kilometrów.

Zakończyła się właśnie, dziesiąta z rzędu akcja liczenia skrzydlatych lokatorów, w której uczestniczyło 80 naukowców z siedmiu europejskich państw, w tym z Anglii, Niemiec, Holandii i Belgii. Podzieleni na kilkuosobowe grupy i penetrując podziemne labirynty korytarzy, magazynów i komór o łącznej długości 32 km – policzyli hibernujące gacki, mopki i nocki.

- Wyniki liczenia dla przyrodników mają kapitalne znaczenie – wyjaśnia w rozmowie telefonicznej z Wiadomościami 24.pl, dr Tomasz Kokurewicz z Uniwersytety Przyrodniczego z Wrocławia, kierujący badaniami. - To, że jest tutaj największe skupisko tych latających ssaków, ważne jest dla nas ich życie i zwyczaje. Ostatnie plusowe temperatury i odwilż ułatwiły nam tegoroczne badania. Nietoperze wyszły z niedostępnych dla nas swoich kryjówek.

Chiropterolodzy wszczęli larum. Doliczyli się bowiem 27 tys. 215 nietoperzy. To mniej o 4 tys. w porównaniu z ubiegłym rokiem, kiedy ich było 31 tys.120, i wtedy też było ich o 3 tys. mniej niż w 2009 r.. Rekordową liczebność nietoperzy hibernujących w poniemieckich bunkrach odnotowano w 2008 r. - 31 tys. 693.

To jest już pewne: gacki w szybkim tempie opuszczają ten rezerwat stworzony specjalnie dla nich. W tutejszych bunkrach panuje wysoka wilgotność i stałą temperatura zbliżona do 11 kresek Celsjusza bez względu na porę roku. Z myślą więc o ochronie przylatujących tu nietoperzy w części umocnień MRU w 1980 r. utworzono rezerwat Nietoperek, aby po kolejnych 18 latach rozszerzyć go na wszystkie podziemia.

W tej chwili nie jest wiadomo, dlaczego tutaj spada corocznie liczba nietoperzy.

- Coś się dzieje tu niedobrego. Oprócz rozwijającej się tutaj ponad normę inwestycji turystycznych, obserwuję coraz większą liczbę tu i ówdzie martwych nietoperzy. Tego kiedyś nie było! - mówi, prosząc o anonimowość, lokalny przyrodnik – amator.

Poniemieckie fortyfikacje corocznie zwiedza coraz większa liczba turystów. W ubiegłym roku odnotowano ich blisko 40 tys. Lokalne władze w Międzyrzeczu przymierzają się do przekształcenia obecnego turystycznego szlaku w muzeum. Z inicjatywy władz powstaje stowarzyszenie, które zająć się ma zagospodarowaniem i infrastrukturą promującą umocnienia.

Fortyfikacje Die Festungsfront Oder Warthe Bogen – Front Umocniony Łuku Odry i Warty – rozpoczęto wnosić w latach 30. minionego wieku. W 1938 r. prace przerwano nad dalszą rozbudową, lecz wznowione je w 1944 r. Ukończono jedynie, jak podają różne źródła historyczne, zaledwie w 30 proc. planowanych obiektów. Na przełomie stycznia i lutego 1945 r. fortyfikacje zostały przełamane przez radzieckie brygady pancerne bez większych walk.

Tagi: nietoperze, rezerwat, badania, chiropterolodzy, fortyfikacje, Międzyrzecki Rejon Umocniony

[tekst ukazał się na W24].

Zamiast wielkich rzek wylewają rzeczki i rowy melioracyjne

19:28.[14.01]. Lubuskie. Władze lokalne odnotowują wzrastający poziom najgłówniejszych rzek i uspakajają mieszkańców przed powodzią, tymczasem wylewają na potęgę rzeczki i rowy melioracyjne. Jest to zwiastun niebezpiecznego gromadzenia się wielkiej wody.

Roztopy pełną parą. Do tego nie tylko dochodzi dodatnia temperatura, co padająca mżawka i, jak w tej chwili, deszcz. Głównymi rzekami Lubuskiego: Odrą, Wartą i Bobrem przemieszczają się fale związane z nagłymi roztopami. Pocieszający jest tylko fakt, że jedynie Warta nadal skuta jest 12 – centymetrowym lodem i nagle nie może na okolice się rozlać. Wczoraj miały tu na rzece na powrót pojawić się lodołamacze „Żbik” i „Lis”. Utknęły jednak na Odrze z powodu gęstej mgły. Na pomoc idą kolejne dwa: „Świstak” i „Ogar”.

Wojewoda lubuski Halina Hatka jest dobrej myśli: - Sytuacja nie jest zła, choć stany alarmowe rzek są przekroczone. – mówi dla Wiadomości24.pl.

- Nie ma zagrożenia dla ludzi – dodaje dyrektor wydziału bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego Lubuskiego Urzędu Wojewódzkiego w Gorzowie, Waldemar Kaala. - Notowania są duże, ale co chwilę się wahają – dorzuca.

Co ważne: Odra, choć niespokojna, utrzymująca się w granicach stanów alarmowych, może przyjmować do swojego koryta wody z okolicznych dopływów, nawet z Bobru czy Nysy Łużyckiej.

Niemniej nie jest to całkowita prawda, jak chcą tego lokalne władze.

Na własne oczy widzę, że sytuacja jest zła. W miejscowości, w której mieszkam lada chwila wystąpią ze swoich brzegów wszystkie przepełnione wodą rowy melioracyjne. Na polach i łąkach pojawiły się rosnące z godziny na godzinę rozlewiska. Ziemia absolutnie nie przyjmuje wody. W okolicznych domostwach w niżej położonych segmentach – jest już podgruntowa woda, która stoi nie tylko na podwórkach, ale i w pomieszczeniach. Ta woda również pojawiła się w mojej kotłowni przy obniżonym piecu c.o. Co chwilę jestem zmuszony do jej zbierania. Mieszkam tu od ponad 35 lat, a takiego zagrożenia wodą nie uświadczyłem. Przerażeni są mieszkańcy: też od 1945 roku takiego ataku wody nie pamiętają. Przepływający przez wieś rów odpływowy – lada moment wyrzuci nadmiar wody na okoliczne posesje.

Woda nie ma dokąd odpłynąć.

Zdesperowany sąsiad, Stefan Gaułkiewicz wziął ze sobą grabie i poszedł udrożniać pozatykane koryto rowu. Powrócił po chwili. - Nie ma żadnego sposobu, aby to uczynić – stwierdził podenerwowany. - Wody w bród i musiałbym rowem iść aż do samej Odry.

Rów łączy się z miejscową rzeczką Czarna Struga, która stąd po 12 kilometrach wpada do Odry kolo Nowej Soli.

Czarna Struga już wylewa. W nowosolskiej dzielnicy Pleszówek ludzie klną. Po ubiegłorocznej powodzi nadal nie naprawiono dwóch 15 – metrowych dziur w wale przeciwpowodziowym. Teraz melioranci zaczynają coś tu skrobać. Szefostwo lubuskiej melioracji mówi, że koszt załatania owych dziur to suma blisko 446 tys. zł.

Na światło dzienne wychodzą teraz wieloletnie zaniedbywania w utrzymywaniu drożności wszelkich urządzeń melioracyjnych. Pieniądze szły strumieniem na przeciwpowodziowe wały. Nic nie czyniono w odnawianiu poniemieckiego systemu sieci melioracyjnych.

Dziś nikt upoważniony z lubuskiego kierownictwa meliorantów nie chciał z W24 rozmawiać. Nie chcieliśmy bowiem słyszeć, że za wszelkie zło odpowiadają nie otrzymywane środki finansowe.

[tekst opublikowany na Wiadomości24].

 

 

Afganistan. Orkiestra Owsiaka zagrała na sto dwa!

22:21[10.01]Finał 19. WOŚP w bazach Polskiego Kontyngentu Wojskowego zmobilizował również żołnierzy amerykańskich i afgańskich. Zebrano ponad 13 tys. USD i 6 tys. zł. Atrakcji było mnóstwo.

Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy ze względu na różnice czasu – rozpoczął się już o godz. 9 czasu lokalnego, kiedy więc w Polsce wybijała godzina 5.30 rano.

Jak wcześniej informowały Wiadomości24.pl, Orkiestra Owsiaka zagrała we wszystkich bazach Polskich Sił Zadaniowych, a sercem Orkiestry była największa baza PKW w Ghazni. - Przez cały czas trwania imprezy, do specjalnych puszek z logiem orkiestry zbierane były datki – informuje W24 Artur Weber z sekcji prasowo-informacyjnej PKW. - Mało tego. Do akcji spontanicznie włączyli się nasi koledzy żołnierze amerykańscy, kwestujący wspólnie z Polakami, a w bazie Vulcan do puszek trafiały datki od żołnierzy armii afgańskiej.

Finał ponadto obfitował w masę najróżniejszych atrakcji w myśl zasady: dla każdego coś miłego. Toteż odbyła się emocjonująca licytacja przedmiotów podarowanych przez żołnierzy polskich i amerykańskich. - Młotek co chwilę się grzał! - tak ocenił licytację dla W24 kolega ze sekcji prasowej PKW. - Ceny rosły co chwilę, kasa orkiestry powiększała się z minuty na minutę... Każdy z wystawionych przedmiotów znalazł swojego nabywcę. Pod młotek poszły m.in. kubki, ryngrafy, kalendarze, książki, pamiątkowe albumy z dedykacjami. Ale prawdziwą furorę zrobiła możliwość oddania strzału z potężnej armatohaubicy „Diana” w czasie planowanego treningu ogniowego oraz oddania strzału z wielkokalibrowego karabinu wyborowego Tor. - Padały tutaj najwyższe ceny – stwierdza Weber.

Powodzeniem cieszyły się także zorganizowane zawody sportowe typu „Strong Men”. Wojskowi siłacze mieli możliwość zmagania się w kilku konkurencjach: podnoszenia „referentki” (czyli ciężaru 17,5 kg o wydłużonym kształcie), biegu „farmera” (bieg z czterema pełnymi karnistrami ważącymi łącznie 80 kg), przetaczania opony czy w końcu przeciągania Honkera.

Wielobój strongmena wygrał st. szer. Paweł Szewczyk ze Zgrupowania Bojowego „Alfa”.

W turnieju siatkówki o Puchar dowódcy PKW zwyciężyła reprezentacja 1. Pułku Specjalnego Komandosów z Lublińca. Na pudle drugim stanęli żołnierze 1. Kampanii Zmotoryzowanej, zaś za nimi – polski zespół PRT (Zespół Odbudowy Prowincji)..

Żandarmi przygotowali pokaz psa patrolowo-obronnego, który poprzez swoje wyszkolenie i zawziętość – wzbudził duży szacunek widzów.

Wśród Amerykanów spora popularnością cieszyła się w delektowaniu polska grochówka wojskowa.

Imprezy były przeplatane koncertami krakowskiego zespołu „Czasza” z 6. Brygady Powietrznodesantowej, który do Afganistanu specjalnie przyleciał na Finał Orkiestry.

Puszka Orkiestry pojawiła się także w części afgańskiej bazy Vulcan. Po zapoznaniu żołnierzy 3. Brygady Armii Afgańskiej z celem WOŚP – przedsięwzięcie to spotkało się z wielkim uznaniem.

Według wstępnych, szacunkowych wyliczeń zebrano prawie 13 tys. dolarów i niemal 6 tys. złotych. Dokładne wyliczenie ze wszystkich baz (Ghazni, Quarabagh, Warrior, Grio, Bagram i Vulcan) poznamy w ciągu kilku następnych dni.

[tekst na W24 i bardzo szybko się ukazał]

Czarna Dywizja zagra z Orkiestrą Owsiaka

13:25.[8.01].Podobnie jak w latach ubiegłych żołnierze z 11. Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej z Żagania przyłączą się do tegorocznego Finału WOŚP. To samo uczynią ich koledzy na wojskowej misji w Afganistanie.

Na ulicach kilkunastu miast województw: lubuskiego, dolnośląskiego i wielkopolskiego ponad 350 kawalerzystów wspomoże kwestujących wolontariuszy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Żołnierze włączą się w ostatnie przygotowania i zadbają potem o bezpieczeństwo kwestujących.

W samym sercu siedziby Czarnej Dywizji w Żaganiu przygotowano masę atrakcji dla uczestników Orkiestry. Szczegóły dla Wiadomości24.pl zdradził szef sekcji prasowej Dywizji, mjr Szczepan Gruszka. - Oj, będzie się działo! - stwierdza przytaczając powiedzenie szefa Orkiestry, Jurka Owsiaka.

Odbędą się pokazy nowoczesnego sprzętu wojskowego, w tym sprzętu, który jest na wyposażeniu Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie. Wojskowi kucharze przygotują ponad tysiąc litrów „przepysznej” wojskowej grochówki, będzie również gorąca, rzecz jasna, wojskowa herbata.

Ponadto do wylicytowania będzie niesamowita atrakcja dla osób pragnących zasmakować na własnej skórze współczesnego losu żołnierza. Jest to spędzenie jednego dnia w rynsztunku wojskowym w trzech jednostkach Dywizji: 10. Brygadzie Kawalerii Pancernej w Świętoszowie, 17. Wielkopolskiej Brygadzie Zmechanizowanej w Międzyrzeczu oraz w 34. Brygadzie Kawalerii Pancernej w Żaganiu.

Z kolei miłośnicy numizmatyki mogą wylicytować na aukcji medal okolicznościowy dowódcy Dywizji gen. dyw. Mirosława Różańskiego, który również przekazał pod młotek niedostępną nigdzie w sprzedaży, wydaną jedynie w 500 szt. egzemplarzy książkę p.t. „Al. Kut – Ostatnia Zmiana”, którą napisali żołnierze 17WBZ.

Natomiast dowódca wspomnianej 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej, będącej w przygotowaniu do IX Zmiany PKW w Afganistanie, gen. bryg. Sławomir Wojciechowski przeznaczył na aukcję monetę okolicznościową wraz z dwoma ryngrafami.

Są to rzeczy unikatowe, jak zaznacza rzecznik prasowy.

Pojawiła się także możliwość wylicytowania ukończenia profesjonalnego kursu płetwonurkowania.

Przypomnijmy, że 11LDKP stanowi największy w kraju związek taktyczny Wojsk Lądowych.

Żołnierze Czarnej Dywizji, tworzący obecnie główny trzon VIII Zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie, podobnie jak ich kamraci w kraju będą również uczestniczyć w Finale Orkiestry. Kwesta, oprócz bazy w Ghazni, odbędzie się w bazach: Wariorr, Bagram, Quarabagch, Giro i Vulcan. Sztab WOŚP w Afganistanie w tym dniu zaplanował dla żołnierzy „orkiestrowe” atrakcje: koncerty zespołu Czasza i zespołu wokalno - instrumentalnego działającego przy kaplicy w Ghazni, turnieje sprawnościowe, aukcje rzeczy przekazanych przez żołnierzy PKW, czy w końcu pokazy treningu psa patrolowo – obronnego.

Pierwszy Finał Orkiestry odbył się 3 stycznia 1993 r. (nie licząc rok wcześniej półfinału w Jarocinie) i był poświęcony chorobom serca.

W tegorocznej Orkiestrze odbędzie się kwesta na zakup sprzętu dla dzieci z chorobami urologicznymi i nefrologicznymi.

W każdym roku ponad 120 tys. wolontariuszy zbiera pieniądze, które rozlicza w swoich sztabach, których jest ponad 1500. - Jest to absolutny fenomen socjologiczny, ponieważ z sum, które wpływają na nasze konto, widać, że wszyscy nasi wolontariusze, obdarzeni naszym bezgranicznym zaufaniem, rozliczają się bardzo skrupulatnie z zebranych pieniędzy – komentuje szef Orkiestry.

Grajmy więc:- Siema!

[tekst ukazał się na W24]

 

Unicestwili „Dąb Napoleona”, wandali jednak nie ujęto

19:25 [5.01].Lubuskie. Przypuszczenia przyrodników okazały się trafne: to było celowe podpalenie. Liczący ponad 600-700 lat najgrubszy dąb szypułkowy w Polsce już nie istnieje. Policja dotąd nie ustaliła sprawców. Śledztwo więc umorzono.

Informacja o spaleniu dębu była wstrząsem zarówno dla leśników, przyrodników, jak i samych okolicznych mieszkańców. Wszyscy mówili jednym tonem: to bezprzykładne barbarzyństwo, niepowetowana strata dla pomników przyrody w Europie.

Wiadomość o podpaleniu dębu także była szokiem dla innych. Przyjmowano ją z niedowierzaniem. O tym informowały Wiadomości24.pl.

Drzewo było z nielicznych szypułkowych dębów w naszym kraju, jednak z nich było najgrubsze i najstarsze. Obwód dębu, mierzonego na wysokości 1,3 metra wynosił 10.43 m, wysoki był z kolei na 22 metry. Jego wiek szacowało się na ponad 600 lat, a nawet na 700, najprawdopodobniej w okolicach roku 1350 był dopiero żołędziem.

Rósł na skarpie pradoliny Odry w odległości trzech kilometrów od miejscowości Zabór w powiecie zielonogórskim. Stał się wielką atrakcją turystyczną w Nadleśnictwie Przytok. - Skarb klasy europejskiej – powtarzano często. Okazało się teraz, że ów skarb nie był tak pieczołowicie chroniony. Mówi się o niefrasobliwości zarówno leśników jak i przyrodników.

Przestał istnieć 15 listopada ubiegłego roku, z niedzieli na poniedziałek. Przewrócił się i rozpadł się na drobne kawałki po tym, jak podłożony przez wandali ogień strawił jego wnętrze.

- Wielokrotnie przebywałem tutaj, przyprowadzałem członków swojej rodziny i znajomych z kraju, robiliśmy zdjęcia, cieszyliśmy się, że w okolicy mamy taką atrakcję – mówił tuż po bezpowrotnym zniszczeniu drzewa dla W24, mieszkaniec Zaboru, Roman Danilkiewicz. - Tych podpalaczy z miejsca wsadziłbym do więzienia! Brak słów! Trzeba bić na alarm!

Zielonogórska policja w szybkim tempie rozpoczęła pracować nad wykryciem sprawców podpalenia. Już po kilku dniach, jak poinformowała W24, rzecznik prasowy miejskiej komendy, komisarz Małgorzata Stanisławska, policja wytypowała osoby mogące mieć związek z tym barbarzyńskim aktem.

Następnego dnia, kom. Stanisławska powiedziała W24: - Wczoraj zatrzymano nieletnią osobę do sprawy prowadzonego śledztwa. Ale nie oznacza to, że to jeden ze sprawców.

Kilka godzin później rewelacyjnych wieści także nie miała. - Proszę mi wierzyć – powiedziała – Policjanci pracują intensywnie, wszystkim nam zależy na jak najszybszym wykryciu sprawców.

Wszyscy niespokojnie więc czekali.

Szokująco długo. Po minięciu dwu tygodni W24 skontaktowały się z kom. Stanisławską.

- Ciągle trwaj czynności operacyjne. Ale zawęża się krąg podejrzanych – oznajmiła.

Tymczasem zwolniono zatrzymanego nastolatka. - Czy ciągle jest brany pod uwagę jako jeden ze sprawców? - pytamy. W odpowiedzi słyszymy, ze to tajemnica służbowa.

Sprawców podpalenia nadal więc poszukiwano. - To jest trudne – stwierdzi jeden z mieszkańców Zaboru, proszący o zachowanie anonimowości. - Bo ci chłystki są tutejsi, trzymają teraz ze strachu sztamę przed konsekwencjami swojego wybryku. Pary z gęby nie puszczą tak łatwo. Ale prędzej czy później musi pojawić się jakiś przeciek.

Lecz teraz prokuratura umorzyła śledztwo, zaś Sąd Okręgowy w Zielonej Górze decyzję zaakceptował. - Nie było możliwości ustalenia sprawców – komunikuje mł inspektor Lidia Kowalska z miejskiej policji. Dodaje natychmiast: - Nie oznacza to, że wszelkie procedury zostały zaniechane...

Nikt tu przecież nie wierzy, że ogień pod historyczny dąb podłożony został przez osoby zamiejscowe., a może nawet przez nasłanych terrorystów...

Napoleon” miał w środku olbrzymią dziuplę, do której jednocześnie mogło z powodzeniem wejść kilkanaście osób. To pamiątka pierwszego, celowego podpalenia drzewa w 1925 roku, a być może w 1927 (jest kilka źródeł przekazu). Sprawcę wówczas ujęto. Prawdopodobnie wtedy wypełniono ją cementową plombą. Po około 40 latach wyjęto ją, ale dąb zaimpregnowano od środka.

Niestety, w czasach nam współczesnych, stał się magnesem dla wandali. Urządzali w środku dziupli przeróżne hulanki i wybryki. Czuli się bezkarni.

Ale, co jest szczęściem, „Dąb Napoleon” ( swoją współczesną nazwę zawdzięcza legendzie, głoszącej, iż podczas wojny 1812 roku, pod jego konarami odpoczywał sam Napoleon Bonaparte, w marszu na Rosję), bezpowrotnie nie zginął. W galerii dębów w Jeziorach Wysokich (w powiecie żarskim) rośnie w starym parku spacerowym, należącym do byłego majątku rodziny Breulów - jeden potomek. Natomiast w podzielonogórskiej szkółce w Ochli są dwie 6-letnie sadzonki, także jedna w nadleśnictwie Brzózka.

- W aktualnej sytuacji nabrały one wielkiej wartości – zauważa rzecznik prasowy Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Zielonej Górze, Janusz Zawada.

Leśnicy, jak dowiedziały się W24, fragment pnia Napoleona przekażą do muzeum leśnictwa w Gołuchowie k. Kielc. - Może z resztek dębu wyprodukujemy jakieś gadżety – zastanawia się jeszcze rzecznik Lasów.

- Napoleona zgubiła sława – twierdzą okoliczni mieszkańcy.

Leśnicy jednak dotąd nie spotkali się z takim barbarzyństwem. Owszem, niszczono leśne parkingi, wyposażenie ścieżek przyrodniczych, czy w końcu na pomnikach przyrody, zwłaszcza na drzewach wycinano napisy. - Teraz okazuje się, że najlepiej jest „ukrywać” dla osób postronnych wszelkie przyrodnicze okazy i atrakcje – mówi jeden z podenerwowanych przyrodników.

Drzewo było objęte ochroną już przed II wojną światową. Jako pomnik przyrody powiatu zielonogórskiego, wpisany został do urzędowego rejestru. Dąb wówczas nosił nazwę profesora Theodora Schubego, bowiem w 1920 roku, władająca tutejszą okolicą księżna Hermina von Schonaich-Carolath (po śmierci swojego męża, późniejsza żona cesarza Wilhelma II), nadała mu imię niemieckiego botanika i pasjonata ochrony przyrody.

Współcześni leśnicy w oddali od dębu zrobili specjalne palenisko na ognisko, poustawiali stoły i ławy. Wszystko to dla turystów...

- Okazało się, że zabrakło szansy dla Napoleona, aby mógł jeszcze tutaj sobie swobodnie żyć - stwierdza wspomniany przyrodnik.

[tekst dla W24, potem ukaże się w Radiu Wnet i na Twoich Wiadomościach]. 

W Zielonej Górze podrożeją bilety MZK

18:14.[5.01].Związkowcy miejskiej komunikacji zebrali ponad 500 podpisów pod projektem obywatelskiej uchwały podnoszącej ceny biletów jednorazowych o 50 procent. - Tak podwyżka to nic strasznego uspakajają, walcząc o swoje miejsca pracy.

Wiadomości 24pl, informowały już o wściekłości kierowców miejskiej budżetowej firmy, dla której w tegorocznym budżecie zabraknie około 5 mln zł dotacji do deklarowanej 9, 9 mln zł. W czarnym scenariuszu oznaczać to może tylko jedno: będą zwolnienia kierowców i ograniczenie kursowania miejskiego taboru. - Jeszcze nigdy nie przeprowadzałam masowych zwolnień, i nie wiem, jak to ma wyglądać – mówi dla W24 dyrektor MZK, Barbara Langner. - Pracuję tutaj 31 lat, ale tak źle jeszcze nie było.

Są również zagrożone styczniowe wypłaty pensji. - Nie będzie żadnych zwolnień i niszczenia dobrze działającej firmy – zapewniła z kolei pracowników radna PiS Bożena Ronowicz, będąca dwie kadencje temu prezydentem miasta.

Ale powiedziała to na zewnątrz ratusza. Wcześniej bowiem na grudniowej sesji ponad 40 pracowników MZK przyszło z transparentami i flagami do ratusza. Radni udawali, że ich nie widzą. I po sesji szybko czmychnęli ze sali obrad.

Podwyżki cen biletów miejskiej komunikacji w Zielonej Górze nie było do 10 lat, za to ustawicznie z roku na rok wzrastała dotacja do przewoźnika. - Wszyscy żyli w błogim nastawieniu, że firma komunikacyjna może działać bez podwyżek cen, a mieszkańcy nigdy za to nie zapłacą. Czy jest ktoś, kto wierzy w takie cuda?! – piekli się związkowiec Jan Majdacki.

Lukę w braku pieniędzy miała wypełnić podwyżka biletów jednorazowych o 50 proc. ( z 2 zł na 3 zł).

Projekt takiej podwyżki forsował również prezydent miasta Janusz Kubicki (SLD). - W budżecie miasta nie ma dodatkowych pieniędzy – argumentuje, dodając: - Niech radni je znajdą – i prezydent rozkłada ręce.

Radni PO i PiS podnieśli cenę biletów zaledwie o 10 proc. Od marca br cena biletu jednorazowego wynieść ma 2,20, a miesięcznego 76 zł. - A dodatkowe pieniądze w kasie miejskiej powinno się znaleźć – przekonuje przewodniczący rady miasta Adam Urbaniak (PO). Bo można zrezygnować, według opinii radnych, z którejś zaplanowanej kosztownej inwestycji. W grę wchodzić może Festiwal Piosenki Rosyjskiej czy planowany zakup przez miasto akcji klubów sportowych.

Pracownicy MZK w zapewnienia rajców nie wierzą. Napisali projekt uchwały obywatelskiej, przewidujący podwyżkę biletów o 50 proc., zebrali ponad 500 podpisów i wręczyli ją przewodniczącemu Urbaniakowi. - Głosowałem za 10 proc. podwyżki, nie poprę więc 50 proc. wzrostu cen biletów jednorazowych. Nie można tego robić w tak gwałtowny sposób – oświadcza.

- Taka podwyżka to nic strasznego – tłumaczy jednak szef związkowców w MZK, Jan Załóg. - Można przecież kupić sobie tańszy bilet miesięczny.

I jeszcze jedno. Zmiany cen biletów najbardziej odczują mieszkańcy sąsiednich gmin, gdzie podwyżki wyniosą średnio 50 proc. za jednorazowe i 30 proc. za okresowe. Wójtowie, podnosząc dodatkowo dotacje do MZK i tak mają nóż na gardle. Drastycznie spada ilość połączeń z miastem Zielona Góra. W praktyce kursuje już co trzeci autobus.

Projekt uchwały związkowców może trafić pod obrady 18 stycznia br. na planowaną sesję budżetową.

MZK zatrudnia 191 kierowców na ponad 300 pracowników. Średnia pensja kierowców brutto wynosi 3,2 tys. zł. Autobusy wyjeżdżają na miasto i do ponad 20 okolicznych miejscowości od 54 lat. Codziennie przewożą około 80 tys. pasażerów, robiąc miesięcznie przeciętnie 400 tys. kilometrów. Dziennie kursuje 79 autobusów.

[tekst ukazał się na W24].

 

Kierowcy z MZK z transparentami wtargnęli do ratusza

To miał być protest przeciwko braku pieniędzy na styczniowe wypłaty. Lecz w tym czasie obradujący radni udawali, że strajkujących zielonogórzan miażdżąco nie widzą. To, niestety, nie jest szopka noworoczna. To zdarzyło się naprawdę.

Cały galimatias powstał dlatego, że zielonogórscy samorządowcy jeszcze nie uchwalili tegorocznego budżetu. Mało tego, w projekcie z przewidywanej dotacji dla miejskiej komunikacji wycieli 4 mln zł. Radni z PO i PiS ręka w rękę nie zgodzili się ponadto na drastyczne podwyżki cen biletów, zadowalając się wzrostem o 10 procent. A dla komunikacji miejskiej to katastrofa.

Pracownicy Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego są więc wściekli.

Gorący kartofel podrzucił nasamprzód prezydent miasta Janusz Kubicki (SLD) automatycznie wpisując do projektu budżetu Zielonej Góry kwotę 9 mln jako dotację dla MZK. Opozycja podniosła larum. Tym bardziej, że lewicowy Kubicki potem chciał z miejsca podnieść ceny biletów o 50 procent, by zrównoważyć „darmowe” fundusze do budżetowego zakładu. Radni z klubu SLD zacierali ręce, wiedząc, że inni coś tym muszą zrobić. Więc opozycji, czyli prawicy - się dostało.

Do ratusza przyszło ponad 50 pracowników MZK. Dzierżyli w rękach transparenty z hasłami: „Radni, czy chcecie być likwidatorem MZK?!”, „MZK to wasz wybór”.

Nie obeszło się od skandalu.

Radni nie chcieli ich zauważyć! Udawali, że ludzie stojący pod ścianą sali ratusza – nie istnieją. - Czemu nie chcecie z nami tu rozmawiać?! - nie ukrywali swojej dezaprobaty pracownicy MZK.

- To była sesja nadzwyczajna – próbuje skandal załagodzić przewodniczący Rady Miasta w rozmowie z Wiadomościami24pl, Adam Urbaniak (PO). - Nie wiedziałem, że ci państwo chcą zabrać głos do porządku obrad – dodaje.

Kiedy zniesmaczeni pracownicy MZK wyszli na zewnątrz ratusza, otoczyli ich radni z SLD. - Proszę napisać, kto jak głosował! - brzmiał na zielonogórskim deptaku radny Andrzej Brachmański, były wiceminister MSWiA.

Przyłączył się do niego były marszałek województwa, Andrzej Bocheński (też SLD): - Pieniądze się znajdą! - oświadczył. Potem już nic nie powiedział.

A sam prezydent miasta? W telefonicznej rozmowie z W24 rzekł: - Efekt jest taki, aby te 4 mln zł dodatkowo znaleźć – powiedział. - Może radni taką kwotę znajdą zabierając, komu innemu, lub zwalniając z MZK pracowników.

I to jest czarny scenariusz.

Barbara Langner, dyrektor MZK nie ma złudzeń: będą radykalne zwolnienia pracowników. - 50 do 60 kierowców straci prace – mówi. W specjalnym a-mailu do W24 pisze: „Ostatnia podwyżka cen biletów ( o 40 gr) była w 2000 roku”. I potem wylicza ustawiczny wzrost cen ropy, rosnącego średniego wynagrodzenia, a potem koszt funkcjonowania zakładu, począwszy od zakupu nowego taboru, a skoczywszy na sprzątaniu przystanków czy łączności między kierowcami w autobusach.

Co na to sami pasażerowie? - Ciekawi mnie ilość pracowników administracji – mówi nam Anna Kochanowska z osiedla Chynów.- Byłam w MZK, strasznie mnie zdziwiła ilość kierowników na samym parterze budynku, chyba sześciu na dziesięciu pracowników! - oznajmia.

- Pan Brachmański niech się weźmie uczciwie do pracy, a nie robić wodę w mózgu pracownikom MZK. Bo już on pokazał co potrafi przy sprawie Olewnika, zaniedbując swoje obowiązki – komentuje z kolei Jan Dalecki z Nowej Soli.

Na koniec jeszcze jedna opinia: - Nie wolno rozdawać pieniędzy podatników na tupnięcie załogi MZK. Niech sumienne się wezmą za reorganizację firmy i ograniczą potężną administrację, jaka obecnie jest w MZK! - postuluje Wiesław Roszak spod Zielonej Góry.

{tekst ukazał się na W24].

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »