Warning: mysql_fetch_array(): supplied argument is not a valid MySQL result resource in /home/goniecl/domains/gonieclokalny.pl/public_html/components/com_joomlastats/joomlastats.inc.php on line 221

Warning: mysql_fetch_array(): supplied argument is not a valid MySQL result resource in /home/goniecl/domains/gonieclokalny.pl/public_html/components/com_joomlastats/joomlastats.inc.php on line 429

Niezależna sublokalna gazeta prywatna.

Redaktor Naczelny i Wydawca: Zbigniew M. Jelinek.

Projekt wydania papierowego – własny. Realizacja – własna. Teksty własne.

Adres Redakcji: Książ Śląski 52a, 67-128 Kożuchów, woj. lubuskie. Telefon: [68] 355-70-10. E-mail: zbigniew.jelinek@wp.pl.

Rok założenia: maj 1995. Wszelkie prawa zastrzeżone. Druk wydania papierowego: grzecznościowo-sponsorowany. 

Artykuły

 

Nie ma powodzi

 

-nie ma sprawy?

 

 

Ten pasztet zjedzą sami mieszkańcy.

Albo trafi ich jasny szlag albo

potopią się w swoich obejściach

wodą z rowu CS-2. Dyletanctwo

urzędników jest przerażające.

 

 
Start
18.12.2018.
Oblicze Dnia: grudzień'10. Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
01.12.2010.
 

<Oblicze Dnia>

 

 

                      Teksty

       „Gońca Lokalnego”

na internetowych portalach

1.12. Gaz wybuchał w kuchenkach...

1,12. Miastu mogła grozić katastrofa.

1.12.Zagrożenie wybychami minęło.

3.12. Afganistan. Polscy żołnierze zniszczyli...

6.12.Zielona Góra. Instalacje nieszczelne- gazu

nie będzie

12.12. Afganistan. Polacy wybudowli dzieciom

przedszkole.18.12.Afganistan.W Ghazni bliżej

...Afgańczyków.

18.12. W icenie Amerykanów: Polacy za malo

pomagają w Afganistanie.

24.12. Afganistan. Swojska wigilia w obcym

kraju.

27.12.Święta polskich żołnierzy w Afganistanie

 

Święta polskich żołnierzy w Afganistanie

16:21.[27.12]. - Wiary wam życzę, wiary, że to, co tutaj robimy, ma sens – mówił w czasie składania życzeń bożonarodzeniowych dowódca kontyngentu do żołnierzy. Z kolei dla ich rodzin w kraju nadmienił: - Możecie być dumni z tego, czego Oni tutaj dokonują.

Żołnierze sami, jak już wcześniej informowaliśmy, bardzo zadbali, aby przy świątecznej atmosferze nic nie ubyło z polskiej tradycji. Odbyły się więc wspólne msze i modlitwy z kapelanami, kolędy, składanie życzeń z opłatkiem w ręku, pojawiły się w końcu wystrojone choinki. Na stołach zaś – tradycyjne polskie potrawy, nad którymi przez ostatnie kilka dni w każdej z baz w Gahzni, trudzili się kucharze. Nie zabrakło polskiego chleba i wędlin, czerwonego barszczu z uszkami, krokietów, śledzi różnego rodzaju, sałatek, bigosu czy domowych ciast.

Świąteczne spotkania, w których uczestniczyli również amerykańscy żołnierze, przebiegały w kilku turach, przede wszystkim dlatego, iż wielu z żołnierzy uczestniczyło w tym czasie w patrolach czy w ochronie baz.

- Choć w każdej bazie było bardzo rodzinnie, to pojawiały się też łzy wzruszenia z tęsknoty za czekającymi przy stołach wigilijnych najbliższymi w kraju – relacjonuje dla Wiadomości24.pl, szef sekcji prasowej PKW kpt Dariusz Kudlewski.

Zaskakującym momentem dla żołnierzy były otrzymywane dźwiękowe życzenia emitowane z Polski. Przełożeni, przyjaciele, znajomi, a przede wszystkim rodziny słały pozdrowienia i życzenia wszystkiego najlepszego, w tym szczęśliwego powrotu do kraju. Dzieci recytowały dla najbliższych wierszyki.

W ciągu dwóch świątecznych dni, swoich żołnierzy we wszystkich bazach prowincji odwiedził dowódca kontyngentu VIII zmiany, gen.bryg. Andrzej Reudowicz wraz z amerykańskim zastępcą płk. Albertem Cox.

Generał złożył wszystkim żołnierzom i pracownikom wojska pełniącym misję w Afganistanie najserdeczniejsze bożonarodzeniowe życzenia. Podziękował za dotychczas pełnioną służbę i mówił o tym, co jeszcze przed nimi. - Wiary wam życzę, wiary, że to, co tutaj robimy, ma sens. Są i będą chwile trudne na tej misji, ale jesteśmy tutaj potrzebni i wykonujemy ważne zadania – powiedział.

Gorące życzenia generał Reudowicz skierował ponadto do rodzin żołnierzy w kraju: - Możecie być dumni z tego, czego Oni tutaj dokonują, pomagając Afgańczykom. Wielokrotnie robią więcej, niż od nich oczekuję – rzekł.

Dowódca spotkał się również z żołnierzami na posterunkach, wręczał drobne prezenty, od czasu do czasu asystował mu... miejscowy Mikołaj.

Podczas świątecznych odwiedzin amerykańskiego batalionu w bazie Andar, zgodnie z tradycją żołnierzy U. S. Army, generał uczestniczył wraz z ich dowódcami w wydawaniu potraw, nakładając je na żołnierskie talerze.

Jak podawaliśmy wcześniej, w Wigilię w trakcie patrolu, polscy żołnierze jadący w jednym z dwu transporterów Rosomak – wpadli na tzw. improwizowany ładunek wybuchowy, który eksplodował pod pojazdem. To był silny ładunek. Cała piątka żołnierzy została poszkodowana. Jak dowiadują się obecnie W24, trzech ciężej rannych żołnierzy przewieziono do lecznicy w amerykańskiej bazie wojskowej w niemieckim Rammstein. - Stan żołnierzy jest stabilny i ich życiu nie grozi żadne niebezpieczeństwo – uspakaja kpt. Kudlewski.

Dwóch lżej rannych już wróciło do służby.

Pojazdów Rosomak używają zgrupowania bojowe Bravo i Alfa, w których obecnie służą żołnierze 10. Brygady Kawalerii Pancernej ze Świętoszowa, „Czarnej Dywizji”.

Służby prasowe PKW nie chcą nie tylko informować o danych rannych czy przynależności służbowej polskich żołnierzy, ale także o szczegółach wypadku. Wszystko to dla bezpieczeństwa. Talibowie śledzą wszelkie doniesienia prasowe, sondując, czy ich ataki przynoszą skutek.

[tekst opublikowany na W24].

Afganistan. Swojska wigilia w obcym kraju

17:02.[24.12].Kucharze otrzymali do dyspozycji blisko 5 ton produktów do przygotowania potraw na czas Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Dla wielu żołnierzy, aby zasiąść przy wigilijnym stole zostanie im kilkanaście minut. Muszą potem wyjechać na patrol.

We wszystkich afgańskich bazach Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Ghazni, w których służą polscy żołnierze (Warrior, Giro, Vulcan, Qarabagh oraz w bazie sił koalicyjnych w Bagram) kucharze tej chwili przygotowują tradycyjną, polską kolację wigilijną. Przygotowania rozpoczęli już od 19 grudnia.

Żywność, jak poinformowała Wiadomości24pl, Agnieszka Szkoda z sekcji prasowej PKW, z Rejonowej Bazy Materiałowej we Wrocławiu dotarła do Afganistanu w dwóch transportach samolotami C-17.

Pierwszy transport świątecznych produktów dotarł do Afganistanu już na początku grudnia. Samolot wówczas zabrał m.in. krokiety, uszka z grzybami, zupy w proszku, kapustę, ogórki, makrele, szproty, gulasz, boczek, słoninę, śliwki, kabanosy...

Na wigilijnym stole pojawi się więc kapusta z grochem, barszcz czerwony z uszkami, żurek, krokiety z kapustą i z grzybami, pierogi, zaś w pierwszy dzień Świąt - tradycyjne polskie wędliny oraz ciasto. Nie zabraknie ryb, zarówno smażonych jak i w zalewach.

Wigilijna kolacja będzie podana o godz. 17.10.

Każdy żołnierz otrzyma specjalnie z okazji Świąt przygotowaną paczkę pełną słodkości. Dodatkowe paczki trafiły również z kraju. Trafiło tu ponad 1,3 tys. W drugą stronę, do rodzin w Polsce powędrowało ich jeszcze więcej.

- Mamy choinki i ozdoby świąteczne, a w stołówce stoi duży nadmuchiwany Mikołaj – chwali się szef prasowej sekcji kpt Dariusz Kudlewski. - Nasza baza znajduje się ponad 2 tys. metrów nad poziomem morza, stąd mamy tu 15 stopni ciepła, śniegu nie ma i nie zanosi się, aby w tej chwili tu spadł. W tamtym roku, jak pamiętam, spadł w końcu grudnia. Ale za to w nocy mamy minusową temperaturę.

Do polskich świąt przyłożą się także, zaproszeni na Wigilię Amerykanie, ofiarując nie tylko owoce i napoje, ale również gotowe, świąteczne amerykańskie dania. Z kolei polscy żołnierze będą gościć u Amerykanów w pierwszy dzień Bożego Narodzenia.

- W tym czasie, niestety, nie jesteśmy zwolnieni z wykonywania normalnych zadań – mówi dla W24, mjr Krzysztof Kowal, szef służby żywnościowej PKW. - Na bieżąco prowadzimy ewidencję, sporządzamy sprawozdania, pełnimy służby patrolowe i ochronne. Ale jest w tym coś pozytywnego: nie mamy czasu myśleć o coraz to większych tęsknotach za bliskimi.

Tęsknota najbardziej doskwiera właśnie w Wigilię.

Żołnierze, rzecz jasna, otrzymują zewsząd świąteczne życzenia. O swoich kamratach z „Czarnej Dywizji”, ponad 1,6 tys. z 11. Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej ze Świętoszowa nie zapomniał ich dowódca w kraju, gen. Mirosław Różański. - My, Polacy, przywiązujemy wielką wagę do Świąt Bożego Narodzenia – mówi w rozmowie z W24 generał. - Dla nas, żołnierzy, od kiedy pełnimy służbę poza granicami kraju, święta te mają inny wymiar. Myślę, że nasi żołnierze w Afganistanie ze wszystkich zadań, które tam wykonują – w tym czasie nie zabraknie momentu na refleksję, że będą przeświadczeni, że będące w kraju ich rodziny, będą o nich także pamiętać. Wierzę, że ta namiastka Świąt będzie w Afganistanie, że nie uronimy nic z naszej tradycji.

Biskup diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, Stefan Regmunt zauważył: - Dla wielu żołnierzy jest to trudne doświadczenie, przebywanie w tym czasie daleko poza rodzinnym domem. Ale wezwani jesteśmy, aby pokonywać te trudności, które w danym momencie nie możemy zmienić. Będąc kiedyś sam żołnierzem, stojąc na warcie w czasie świąt, rozumiem dziś każdego żołnierza. Jest potrzeba modlitwy za tych żołnierzy, będących na misji. W naszej diecezji odbywają się modlitwy za tych żołnierzy, za ich rodziny. Życzę nadziei. Niech będzie braterstwo, wzajemna życzliwość.

Życzenia dla żołnierzy PKW przesłał biskup polowy Józef Guzdek: - Czasami myślę, że szczęście mierzymy odległością od domu rodzinnego – czytamy z materiałów prasowych sekcji informacyjno-prasowej PKW.- Ludzie pokonują setki kilometrów, żeby wspólnie być. Drodzy żołnierze, kiedy musicie zostać na służbie, na posterunku, pamiętajcie, że nasze serca, przez rozważanie Tajemnicy Bożego Narodzenia, są z wami. Jesteście moimi dziećmi, jeżeli biskup jest ojcem: jesteście moimi braćmi, jeżeli biskup jest Waszym bratem. Wszyscy służymy tym samym wartością: dobru, miłości, pokojowi, zdolności do poświęceń. Życzę zbliżenia do Jezusa, on Wam pomoże.

Życzenia dla rodzin żołnierzy w kraju złożył dowódca VIII zmiany PKW, gen. Andrzej Reudowicz: - W tym dniu Bożego Narodzenia, łamiąc się opłatkiem, pamiętać będziemy o naszych najbliższych, których choć nie ma przy naszym boku, są w naszych sercach. Z dalekiego Afganistanu przesyłam Państwu życzenia miłości i spokoju, aby w tym czasie, choć na chwilę zatrzymać się, dostrzec to, co nie widać w ciągłym biegu: prostych radości. Życzę Wam wiary w przyszłość i dobrej, bezinteresownej, wiecznej miłości. Abyście mogli niebawem cieszyć się z obecności Waszych najbliższych po zakończeniu tej trudnej misji.

Żołnierze VIII zmiany zarówno Boże Narodzenie, jak i Wielkanoc spędzą w Afganistanie. W tej chwili na misji znajduje się ich ponad 2,6 tys.

[tekst opublikowany na W24].

Pisząc ten tekst, nie sądziłem, że będę jeszcze zmuszony dodać nieco smutniejszą wiadomość. Jak poinformował W24 kpt. Artur Pinkowski z sekcji prasowej PKW, koło południa w Wigilię, kilka kilometrów od bazy Ghazni, polski patrol, poruszający się Rosomakiem został zaatakowany silnym ładunkiem wybuchowym. Pięciu żołnierzy zostało poszkodowanych, w tym troje odniosło rany. Ich stan, według lekarzy, jest stabilny i ich życiu nie zagra niebezpieczeństwo”.


Afganistan. W Ghazni bliżej... Afgańczyków

20:23. [18.12].W stolicy prowincji Polacy i Amerykanie otworzyli Cywilne Biuro Łącznikowe, które usprawni współpracę pomiędzy siłami koalicyjnymi a lokalną administracją rządową.

Cywilne Biuro Łącznikowe otwarto przy kompleksie budynków urzędu gubernatora prowincji. Pracownikami placówki będą przedstawiciele amerykańskiego Departamentu Stanu i polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. W większości będą to doradcy polityczni, specjaliści projektów rozwojowych, wsparcia rolnictwa, rozwoju poszczególnych dystryktów. - Biuro będzie ciałem doradczym dla władz prowincji, a jego ulokowanie w samym Ghazni, tuż przy biurze gubernatora sprawi, że robocza współpraca pomiędzy urzędnikami a siłami koalicyjnymi, stanie się o wiele lepsza niż dotąd i odbywać się będzie na bieżąco bez konieczności przyjazdów do bazy specjalistów – tłumaczy Wiadomościom24.pl, Artur Weber z Sekcji Informacyjno-Prasowej PSZ Afganistan.

W otwarciu Biura wzięli udział ambasadorowie USA i RP w Afganistanie, Karl Elkenberry i Maciej Lang, dowódca Polskich Sił Zadaniowych, gen. bryg. Andrzej Reudowicz, gubernator prowincji Musa Khan oraz przedstawiciele administracji rządowej i prowincji .

Tego samego dnia, również na terenie kompleksu gubernatora – otwarto salę konferencyjną, pierwszy tego rodzaju budynek w Ghazni. Obiekt wybudowano w ramach projektów PRT - Zespołu Odbudowy Prowincji (Provincial Reconstruction Team PRT), koszt projektu, który był realizowany od końca maja do grudnia 2010 r., wyniósł 185 tys, dolarów. Budynek ma ponad 36 m. długości, 18 szerokości i 5 wysokości. Jego powierzchnia wynosi 640 m. kw. - Oddana do użytku sala będzie bardzo przydatna, gdyż w 2013 roku miasto Ghazni będzie Światowym Centrum Kultury Islamu – dodaje Weber.

Podczas konferencji prasowej ambasador USA zapowiedział m.in. ustanowienie relacji na zasadzie miast partnerskich pomiędzy miastem Ghazni a Hayword w Kalifornii. To kolejne miasto/region, z którym Ghazni zacieśnia partnerskie więzy. Przypomnijmy, że podczas pobytu w Polsce gubernator Musa Khan podpisał w Bydgoszczy ,list intencyjny dotyczący nawiązania współpracy pomiędzy prowincją Ghazni a regionem kujawsko – pomorskim.

Dodajmy, ze nie tak dawno, także w ramach projektów PRT, zespół polskich specjalistów, w ramach pomocy rozwojowej dla prowincji Ghazni, wynoszącej w bieżącym roku ponad 7,2 mln USD – w ciągu sześciu miesięcy zbudował w stolicy od podstaw budynek przedszkola o dwóch kondygnacjach. - Na parterze budynku ulokowano jadłodajnię, kuchnię, magazyn, pokój dla personelu i dla administracji, sypialnię, pomieszczenia rekreacyjne, cztery toalety z umywalkami - wyliczał wówczas dla W24,Weber. - Piętro wyżej znajduje się aula, sześć klas, biblioteka i kolejne pomieszczenia sanitarne wraz z prysznicami.

Tymczasem polscy żołnierze ze Zgrupowania Bojowego Bravo wspierani przez specjalistów cywilnych prowadzą akcję pod kryptonimem „Rudolf”. W ramach operacji udziela się wsparcia medycznego i pomocy humanitarnej mieszkańcom afgańskich wiosek. Grupa najbiedniejszych mieszkańców otrzymuje wsparcie humanitarne.

Rozdano leki z zasobów ambulatorium ZBB, a także przeprowadzono akcję profilaktyczną w związku z nadchodzącym zimowym okresem. - Olbrzymim problemem wśród Afgańczyków jest utrzymanie odpowiedniego stanu higieny osobistej – ocenia dla W24, por. lek. Katarzyna Rupenthal, szefowa zespołu medycznego. - Najczęściej wśród lokalnej społeczności występują schorzenia górnych i dolnych dróg oddechowych, anemia, niedobory dietetyczne, infekcje bakteryjne, wirusowe, pasożytnicze przewodu pokarmowego, grzybice skóry i świerzb.

Dowódca Zgrupowania, ppłk Grzegorz Kostrzewski zamierza w dalszym ciągu kontynuować akcje niesienia pomocy dla lokalnej ludności. - Mam dobrych żołnierzy, którzy poprzez swoją aktywną działalność skutecznie wspierają cele naszej misji – stwierdza Kostrzewski.

[tekst ukazał się na portalu W24]

 

 

W ocenie Amerykanów: Polacy za mało pomagają w Afganistanie

21:23. [18.12].„Time”: część amerykańskich oficerów krytycznie ocenia polskie zaangażowanie militarne w Afganistanie, zwłaszcza w Ghazni, za którą odpowiedzialni są Polacy. Polskie Dowództwo Operacyjne: „sytuacja nie odzwierciedla rzeczywistości”.

Jak napisał w swoim najnowszym wydaniu amerykański tygodniowy magazyn „Time”, po przybyciu latem bieżącego roku amerykańskiego batalionu do prowincji Ghazni, która to w ręce polskich żołnierzy (Polish Task Force White Eagle, Polskie Siły Zadaniowe) została przekazana w listopadzie 2008 r. - okazało się, że talibowie w szerszym zakresie wznowili działalność na obszarze prowincji. W praktyce to Polacy utracili kontrolę (czytaj: władzę). Amerykanie twierdzą, że w takcie operacji pacyfikacyjnej w prowincji – siłami 600 żołnierzy i w ciągu 8 miesięcy – udało się im pozyskać dobre kontakty z miejscowymi władzami. Ale po oddaniu prowincji pod odpowiedzialność Polaków – sytuacja wojskowa znacznie się pogorszyła, chociaż siły polskie liczą czterokrotnie więcej tu żołnierzy.

Krytycyzm taki jest powszechny wśród oficerów USA, którzy służyli w Afganistanie” - pisze „Time”, wskazując, że krytycyzm ten jest nie tylko kierowany przeciwko siłom polskim, „ale także innym siłom NATO, których część jest krepowana tak zwanymi zastrzeżeniami, obejmującymi zakaz prowadzenia walki nocą czy podróżowania bez pojazdu sanitarnego, co wyklucza piesze patrole”.

Wypowiadający się na łamach tygodnika oficerowie amerykańscy dodają, „że sześciomiesięcznym turnusom Polaków brakuje ciągłości i że logistycznie bałaganiarstwo czyni ich zależnymi od amerykańskiego wsparcia”.

Jeśli Polacy pozostają bierni, to częściowo może dlatego, że żołnierz liczy się z perspektywą stanięcia po powrocie do ojczyzny przed sądem, jeśli pomyłkowo zabije cywila, nawet w gorączce walki” - spostrzega „Time”.

W tekstach redaktorów Thompsona Mark'a i Michaela Crowley'a wyczytać również można, że Amerykanie pragną stworzyć liczebnie do 350 tys. żołnierzy w siłach bezpieczeństwa: „Obecnie są one w liczebności 250 tys., w tym 146 tys. żołnierzy, 34 tys. policjantów. To wszystko ma kosztować 6. mld dolarów. Płk armii John Ferrari powiedział, że ta inwestycja jest reaktywne okazała”. Redaktor Crowley dorzuca: „Ameryka przeżywa pewne ograniczone sukcesy militarne [w Afganistanie]”. Według sondaży wynika, iż 60 proc. Amerykanów uważa, że „wojna [w Afganistanie] jest warta walki”.

Polskie Dowództwo Operacyjne Sił Zbrojnych w Afganistanie dość szybko zareagowało na publikacje tygodnika „Time”.

Anonimowe i szczątkowe wypowiedzi żołnierzy amerykańskich na temat ogólnej sytuacji w prowincji Ghazni nie mogą być w żadnym wypadku podstawą do całościowej oceny działalności Polskich Sił Zadaniowych w Afganistanie” - oznajmia na wstępie specjalnego komunikatu, rzecznik prasowy DO SZ mjr Mirosław Ochyra.

W naszej ocenie to próba poróżnienia sojuszników wykonujących ważną misję w prowincji Ghazni i w całym Afganistanie” - pisze major. - „Dowództwo Operacyjne Sił Zbrojnych i Polskie Siły Zadaniowe w Afganistanie skupiają się na prowadzeniu działań operacyjnych i dobrej współpracy z pododdziałami amerykańskimi i Afgańskimi Siłami Bezpieczeństwa, a nie na prowadzeniu wyścigu w informowaniu opinii publicznej na temat silnych i słabych stron działań operacyjnych prowadzonych przez naszych koalicjantów” - zauważa mjr Ochyra.

O skuteczności działań Polskich Sił Zadaniowych może świadczyć fakt, że rebelianci wielokrotnie informowali na swoich stronach internetowych o bardzo dobrym wyszkoleniu i zgraniu polskich żołnierzy” - konkluduje rzecznik prasowy. - „Opisywana w artykule Time Magazine sytuacja nie odzwierciedla rzeczywistości, zaniża wysiłek polskich i amerykańskich żołnierzy i najprawdopodobniej był to jedyny cel tego artykułu. Jednocześnie wspomniany artykuł nie wpłynie na bardzo dobre relacje łączące polskich i amerykańskich żołnierzy”.

Wiadomości24.pl skontaktowały się także ze szefem Sekcji Informacyjno-Prasowej PKW w Afganistanie, kpt Dariuszem Kudlewskim, który poinformował o przygotowywanym przez sekcję stosownym materiale.

Przypomnijmy, że Polacy realizują misję o charakterze stabilizacyjnym i doradczo – szkoleniowym dla utrzymania bezpieczeństwa i stabilizacji w rejonie prowincji Ghazni. Polski Kontyngent Woskowy, w liczebności ponad 2.600 żołnierzy, wchodzi w skład Międzynarodowych Sił Wspierania Bezpieczeństwa ISAF i współpracuje z 47 innymi państwami.

 

Zobacz: komunikat DO SZ: http://www.pl.mil.pl/pl/artykul/10477

oraz http://www.time.com/time/

[tekst ukazał się na W24].

Afganistan. Polacy wybudowali dzieciom przedszkole

16:55.[12.123]. 300 najmłodszych Afgańczyków uczęszcza już do pierwszego przedszkola w mieście Ghazni. Powstało w ramach realizacji projektów w polskiej części Zespołu Odbudowy Prowincji, koszt budowy wraz z wyposażeniem wyniósł niemal 300 tys. dolarów.

Dotychczas stolica prowincji nie posiadała przedszkola z prawdziwego zdarzenia. - Do tej pory w mieście funkcjonowały trzy przedszkola, raczej z nazwy, bowiem w tych placówkach panujące warunki były bardzo trudne – informuje Wiadomości24pl, Artur Weber z sekcji informacyjno-prasowej Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie.

Znajdowały się w niewielkich pomieszczeniach, niewystarczających do zaspokajania potrzeb bytowych i edukacyjnych dzieci. Wyposażenie również było skromne, często ograniczało się do dywanu i niewielkiej liczby zabawek. Plan zajęć nie przewidywał drzemki dla przedszkolaków po posiłkach, gdyż w placówkach tych nie było ani łózek, ani materacy. Uczęszczało do nich zaledwie 25 do 40 dzieci.

Zespól polskich specjalistów, w ramach pomocy rozwojowej dla prowincji Ghazni, która to pomoc w bieżącym roku ma przekroczyć 7,2 mln USD – w ciągu sześciu miesięcy zbudował od podstaw budynek o dwóch kondygnacjach. - Na parterze budynku ulokowano jadłodajnię, kuchnię, magazyn, pokój dla personelu i dla administracji, sypialnię, pomieszczenia rekreacyjne, cztery toalety z umywalkami - wylicza Weber. - Piętro wyżej znajduje się aula, sześć klas, biblioteka i kolejne pomieszczenia sanitarne wraz z prysznicami.

Na terenie posesji są dodatkowe zewnętrzne toalety, generator prądu, również plac zabaw dla dzieci. Całość terenu otacza wysoki mur z bramą wjazdową, przy której znajduje się dyżurka ochrony.

Przeniesienie dzieci z poprzednich placówek to nie tylko poprawa i zwiększenie możliwości opieki nad dziećmi, to także zwolnienie budżetu miasta z konieczności ponoszenia opłat za wynajem dotychczasowych lokali przedszkolnych.

W uroczystości otwarcia przedszkola wziął udział gubernator prowincji Ghazn, Musa Khan, zastępca dowódcy Zespołu Odbudowy Prowincji (Provincial Reconstruction Team PRT), ppłk Cezary Kiszkowiak, oraz odpowiedzialny za budowę, inspektor nadzoru inż. Krzysztof Freszel. Po przecięciu wstęgi, gubernator odsłonił tablicę pamiątkową przypominającą, że placówka powstała ze środków przekazanych przez Polskę i przy pomocy polskich specjalistów PRT.

Ukończenie realizacji projektu zbiegło się w czasie z zakończeniem pobytu inż. Freszela w Afganistanie. - Symbolicznym podziękowaniem za jego pracę było umieszczenie na tablicy pamiątkowej, która zawisła w nowym przedszkolu, słów: „inżynier Chris” - dodaje Weber. Ponadto w realizacji przedsięwzięcia zaangażowani byli: Tomasz Pietruczuk, Justyna Bajer, i Katarzyna Wojtusik.

Dodajmy, że miesiąc temu ponad 3 tys. mieszkańców miasta Ghanzi zyskało dostęp do bieżącej wody pitnej z ukończenia rozbudowy sieci wodociągowej w południowej części stolicy prowincji. Jest szansa, że dzięki nowej inwestycji wydłuży się czas dostępności wody pitnej. - Dotąd wynosił on przeciętnie 4-5 godzin na dobę. Ograniczeniem był brak środków finansowych na paliwa zasilające agregaty w miejskiej stacji pomp – mówi inż. PRT Przemysław Kapuściński, odpowiedzialny za projekt. Łączna wartość realizacji dwu etapów tej inwestycji wyniosła ponad 460 tys. USD.

W pierwszym etapie, w 2009 r., ułożono 7,5 km wodociągu, do którego przyłączono 231 domostw. W etapie kolejnym – uzyskało dostęp do wody ponad 500 domostw. Na niemal 8 km rurociągu rozprowadzającego, wybudowano infrastrukturę towarzyszącą: przyłącza, studzienki oraz 20 publicznych punktów czerpanych.

Kolejnym krokiem polskich specjalistów będzie budowa miejskiej oczyszczalni ścieków. Projekt ten powinien ruszyć w przyszłym roku.

[tekst opublikowany na W24]

Zielona Góra. Instalacje nieszczelne – gazu nadal nie będzie

18:10.Po gigantycznej awarii sieci gazowej, do której doszło niemal tydzień temu, ponad 2 tys. mieszkań nadal pozbawionych jest gazu. Problemem są nieszczelne instalacje, a także nieobecność właścicieli w lokalach.

 Dramat mieszkańców trzech peryferyjnych zielonogórskich osiedli: Pomorskiego, Śląskiego oraz domków jednorodzinnych w Raculce, rozpoczął się w ubiegły wtorek o godz.16.26, kiedy wpłynęło pierwsze zgłoszenie do strażaków o eksplozji gazu w kuchence. Potem następowały w szybkim tempie kolejne. Duże ciśnieni gazu rozsadzały instalacje. Eksplozje zniszczyły doszczętnie cztery mieszkania, powstawały pożary. Zginęła jedna osoba. Jedna została ciężko oparzona. Osiem było mniej poszkodowanych.

Podjęto natychmiastową decyzję o ewakuacji ponad 6,5 tys. mieszkańców z trzech zagrożonych eksplozjami gazu osiedli. I to w czasie, kiedy nad miastem rozpoczynał się atak zimy ze siarczystym mrozem.

Miastu mogła zagrażać katastrofa.

Zepsuła się jedna ze stacji redukcyjnych, która obniża ciśnienie gazu w instalacjach. Zawiódł tzw. reduktor, który obniża ciśnienie. Nie włączył się także zawór awaryjny.

W tej chwili w całym kraju sprawdzane są podobne stacje redukcyjne. Jest ich ponad 4 tys.

O horrorze zielonogórzan na bieżąco informowały Wiadomości24pl.

Gaz do wspomnianych osiedli dostarczany jest przez Zakład Gazownictwa w Zgorzelcu. Wyklucza się tutaj błąd ludzki.

Teraz, po zamontowaniu nowej stacji redukcyjnej, o wiele nowocześniejszej od poprzedniej, od czwartku robotnicy ze zgorzeleckiego zakładu w osiedlowych lokalach instalują nowe gazomierze i sprawdzają szczelność gazowej instalacji.

Pierwsi gaz dostali mieszkańcy domków w Raculce, gdzie w większości jest gazowe ogrzewanie. Ale tutaj nie było wybuchów. Udało się częściowo przywrócić gaz do osiedlowej szkoły, przedszkola i piekarni.

Wielki problem, niestety, jest z lokalami na osiedlach Pomorskim i Śląskim. - Nasi pracownicy ciągle poszukują ponad 100 właścicieli mieszkań, do których nie mają dostępu, aby tam sprawdzić szczelność instalacji – mówi dla W24 dyrektor zgorzeleckiej gazowni, Piotr Chorbotowicz.

Aby gaz mógł być włączony – niezbędna jest obecność wszystkich mieszkańców w danym bloku. Nie dostanie się choćby do jednego z mieszkań, więc niemożność sprawdzenia instalacji – oznacza tylko jedno: nikt gazu nie otrzyma.

Naprawa uszkodzonych pionów może potrwać dwa tygodnie!

- W najbliższym czasie mieszkania, które nadal są zamknięte, będą komisyjnie otwierane – wyjaśnia dyrektor. - Podjęliśmy także decyzję, że wymiana wewnętrznych instalacji i pionów w budynkach, które nie są naszą własnością, będą naprawiane na nasz koszt – dodaje Chorbotowicz.

Śledztwo w sprawie wybuchów gazu na dwu osiedlach prowadzi zielonogórska prokuratura okręgowa.

Grzegorz Szklarz, rzecznik zielonogórskiej prokuratury powiedział, że prowadzone jest śledztwo z art. 163 kodeksu karnego, czyli spowodowanie zdarzenia w postaci katastrofy. - Postępowanie ma ustalić, kto zawinił tej tragedii, czy konkretne osoby, które nie dopełniły swoich obowiązków służbowych czy był to nieszczęśliwy wypadek – sprecyzował rzecznik.

Śledczy sprawdzą też, czy pracownicy pogotowia gazowego nie zlekceważyli wcześniejszych sygnałów o ulatującym się gazie.

W Zielonej Górze, podobnie jak w całym kraju, panują siarczyste, jak na tutejszą okolice, nocne mrozy. Nie pada, na szczęście, śnieg; w dzień świeci słońce, ale jest powietrze przymrożone.

[tekst opublikowany w W24, Lokalne]

Afganistan. Polacy zlikwidowali fabrykę materiałów wybuchowych

19:24.[3.12]Żołnierze lubuskiej „Czarnej Dywizji” z VIII misji Polskiego Kontyngentu Wojskowego w trakcie dwóch operacji w prowincji Ghazni zniszczyli ponad 3,5 tony substancji służących do produkcji materiałów wybuchowych.

- To była dynamiczna operacja żołnierzy Polskich Sił Zadaniowych, która uniemożliwiła rebeliantom dystrybucję zgromadzonego materiału wybuchowego – poinformował Wiadomości24.pl, kpt Dariusz Kudlewski szef sekcji prasowo-informacyjnej PKW w Afganistanie.

To były dwie odrębne operacje przeprowadzone w końcowych dniach listopada. Przejęto największe składy materiałów niebezpiecznych, jakie wykryli polscy żołnierze od początku misji ISAF w Afganistanie, czyli od 16 marca 2002 r., kiedy skierowano do Islamskiej Republiki pierwszą grupę polskich żołnierzy.

Pierwszą operację przeprowadzono wspólnie z afgańskimi siłami bezpieczeństwa. Skorzystano z elementu zaskoczenia tak, aby rebeliantom nie udało się przemieścić zgromadzonego w fabryce materiału. Przejęto tu ponad 1500 kg substancji służącej do produkcji improwizowanych ładunków wybuchowych.

Akcja przeprowadzona została przy wsparciu śmigłowców Samodzielnej Grupy Powietrznej i zespołu bojowego Zgrupowania Bojowego Alfa.

- Wykryty obiekt służył rebeliantom nie tylko do składowania, ale przede wszystkim do produkcji materiałów wybuchowych, które następnie były przewożone do kolejnych kryjówek - precyzuje Kudlewski.

Dokładne przeszukanie budynków – pozwoliło określić fabrykę jako chałupniczy obiekt materiałów wybuchowych. Specjaliści z amerykańskiego zespołu EOD (Explosive Ordinance Disposal) dokonali szczegółowych analiz przejętej substancji. Potem została wysadzona podczas kontrolowanej detonacji.

Dzień po zniszczeniu fabryki, w południowej części prowincji Ghazni przeprowadzono kolejną akcję. Tym razem, dzięki danym Służby Kontrwywiadu Wojskowego – przejęto ciężarówkę. W pojeździe wypełnionym sianem odkryto ponad 2 tony podobnej substancji, co wcześniej, która także mała służyć do produkcji materiałów wybuchowych.

- Zniszczenie tak dużej liczby materiałów niebezpiecznych, to doprawdy silny cios zadany rebeliantom - wyjaśnia szef sekcji prasowej.

Przypomnijmy, że nie tak dawno żołnierze z lubuskiej „Czarnej Dywizji” tworzącej trzon VIII misji, aresztowali kolejnych rebeliantów podejrzewanych o działalność terrorystyczną, w tym porwania ludzi i napady na konwoje z pomocą żywnościową. Zatrzymano w ciągu kilkudziesięciu dni ponad 40 osób. Dwóch z zatrzymanych, to groźni przestępcy. Ciążą na nich zarzuty licznych porwań ludzi. Są to także najbliżsi współpracownicy jednego z terrorystów, który znajduje się na specjalnej liście najbardziej poszukiwanych rebeliantów w Afganistanie – liście JPEL (Join Priority Effects List).

- Mają wysoką pozycję w hierarchii siatki terrorystycznej prowadzącej działalność na terenie prowincji Ghazni – relacjonował W24 kapitan Kudlewski.

Na początku listopada – dodajmy jeszcze - konwój ciężarówek ONZ przewożący żywność dla mieszkańców prowincji Kandahar, został w prowincji Ghazni na drodze między Kabulem a Kandaharem, zaatakowany przez rebeliantów. Z natychmiastową pomocą, po zlokalizowaniu konwoju, pośpieszył polski patrol sił szybkiego reagowania QRF (Quick Reaction Force). - Rebelianci odstąpili od ataku na ciężarówki już w momencie pojawienia się pierwszych Rosomaków w pobliżu unieruchomionego konwoju, choć w tym momencie przejmowali inicjatywę – nie ukrywał satysfakcji z dobrze przeprowadzonej akcji kapitan.

Prawidłowe zaplanowanie, a następnie sprawne przeprowadzenie i realizacja zadania czy operacji – to wcześniejsza praca żołnierzy grupy rozpoznawczej. - Zdobyta informacja to towar najcenniejszy – mówi W24 mjr Marek Rusek, dowódca grupy. - Żołnierze poza doskonałą sprawnością fizyczną, muszą także wykazywać się wszechstronnym stopniem wyszkolenia, co dyktuje nieustanne podnoszenie swoich kwalifikacji i umiejętności – dodaje major.

Żołnierze grupy rozpoznawczej korzystają ponadto z desanty śmigłowcowego. - Daje nam on nie tylko element zaskoczenia, ale i umożliwia szybkie przemieszczenie żołnierzy – tłumaczy plut. Artur Dobrzański, dowódca 1 sekcji, 2 zespołu desantu.

Podczas wykonywania zadań grupa również uzyskuje wsparcie bojowe od zgrupowań Alfa i Bravo, ponadto współpracuje z afgańskimi siłami bezpieczeństwa.

Grupa także bierze udział w konieczności przeszukiwania osób, pojazdów czy budynków. Akcje te wykonują wspólnie z afgańskimi żołnierzami czy policjantami, zgodnie z prawem Karzaja, kodeksem zachowań, jakie należy przestrzegać w Islamskiej Republice. - Wykonując wspólne zadania z afgańskimi siłami, rozumiemy się bez słów – wyjaśnia nam por. Maciej Paul, dowódca 2 zespołu rozpoznania. - Po prostu, zaczyna działać automatyzm w działaniu. Język wojskowy staje się taki sam dla nich, jak i dla nas.

[tekst ukazał się w W24, sekcja Cywilizacja]

Zielona Góra. Zagrożenie wybuchami gazu minęło

2o:32.[1.12].Nie ma już zagrożenia związanego z eksplozjami gazu w sieci gazowniczej w mieszkaniach na trzech osiedlach. Trwają prace naprawcze – poinformowały mieszkańców w specjalnym komunikacie lokalne władze.

Prezydent miasta Janusz Kubicki i wojewoda lubuski Helena Hatka, autorzy komunikatu, zaapelowali jednocześnie o „racjonalne korzystanie z odbiorników energii elektrycznej”. Jest to przede wszystkim związane z brakiem dostaw gazu do mieszkań i automatycznie wzmożonym poborem prądu przez używanie dodatkowych elektrycznych sprzętów.

Gaz tak szybko do gazowej sieci nie popłynie.

Przedstawiciele zgorzeleckiej gazowni, zakładu, który dostarcza gaz na dwa osiedla Pomorskie i Śląskie, gdzie wystąpiły wybuchy gazu oraz na osiedle domków jednorodzinnych w Raculce, gdzie gaz także używany jest do ogrzewania – poinformowały, że przyczyną awarii była wadliwa praca zaworu szybkiego zamykania dopływu gazu. Nie zadziałał kiedy następowało zwiększenie ciśnienia przepływającego gazu. Wówczas to zaczęły strzelać zawory w kuchenkach gazowych i licznikach.

Wymieniona musi być uszkodzona osiedlowa stacja redukcyjna. Była ona jedną z najstarszych na tym terenie. Stacja ta przeszła ostatnią kontrolę w...poniedziałek rano. A we wtorek po popołudniu nastąpiła katastrofa. - Powołaliśmy już sztab ekspertów, który ma ocenić przyczynę i znaleźć wadliwy element – wyjaśnia Joanna Zakrzewska, rzecznik Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa w Zielonej Górze. - Nie wiemy dlaczego nie zadziałał zawór awaryjny. Wykluczamy wstępnie, że przyczyną mógłby być mróz – dorzuca. - Wcześniej też były ostre zimy i nic się nie działo.

Nowa stacja redukcyjna jedzie już do Zielonej Góry, zamiast ze Zgorzelca, z Wrocławia. Fachowcy twierdzą, że już jutro będzie uruchomiona.

Ale gaz nie trafi od razu do mieszkań na osiedlach. Po kontroli ciśnienia, gaz puszczony będzie w pierwszej kolejności do mieszkań i domów, które są nim ogrzewane, więc osiedle w Raculce. Dopiero na początku tygodnia, jeżeli nie będzie żadnych kłopotów, gaz skierowany zostanie do bloków na osiedla Pomorskie i Śląskie.

Jak poinformował Wiadomości24.pl prezydent Zielonej Góry, Janusz Kubicki, koszty remontów zniszczonych mieszkań i poniesionych strat – jeżeli nie uczyni to gazownia – pokryje miasto. - Najwyżej później z nimi będziemy się sądzić – zapewnia prezydent. Poszkodowani już teraz w miejskim ośrodku opieki społecznej mogą odbierać zapomogi od 1 tys. do 4 tys. zł.

Dziś mieszkańcy bloku nr 1, gdzie wystąpiła najtragiczniejsza eksplozja gazu, zwłaszcza osoby z klatek A, B, C i D powrócili do swoich lokali. Kolejne, z 24 lokali do piątego piętra włącznie powrócą za dwa dni.

Nie mogą do swoich mieszkań powrócić ci z klatki E, około 113 osób, na której doszło do gigantycznego wybuchu oraz ci z wyższych kondygnacji. Musi upłynąć dwa - trzy tygodnie. Tutaj trzeba wybudować dwie ściany, wzmocnić schody, wstawić okna. - Poszkodowanym zapewniliśmy pokoje w hotelach i akademikach – mówi dla W24 wiceprezydent Krzysztof Kaliszuk. - Jest trudno mówić, aby cieszyli się ze swojej sytuacji. Wielu boi się o swój pozostawiony w mieszkaniach dobytek.

W bloku nr 1 na klatce E zginął, jak okazuje się, 51-letni mężczyzna. Znane są już jego dane. Wiadomo już, że zginął ratując innych. - To nasz osiedlowy bohater, Andrzej! Znaliśmy go prawie wszyscy. Najbardziej uczynny człowiek. Pomagał wszystkim – można było dziś takie opinie usłyszeć na uliczkach osiedlowych.

Był jednym z budowlańców, którzy te bloki budowali. Kiedy pojawił się niepokojący wzrost ciśnienia gazu, wiedział, co już się dzieje. Zaczął biegać po piętrach wieżowca i ostrzegać ludzi o grożącym im niebezpieczeństwie. Pobiegł też na klatkę E do sąsiadki, która była w ciąży i matki małego dziecka. Towarzyszył jemu 23-letni chłopak. Kiedy weszli do mieszkania kobiety, nastąpił ów gigantyczny wybuch. Mężczyzna zginął, chłopak z rozległymi poparzeniami trafił do szpitala w Nowej Soli. Kobieta jest w szoku. Poprosiła o pomoc magistrat. - Jak najbardziej udzielimy jej pomocy. Będzie to finansowe wsparcie. Kobieta prosiła o anonimowość – powiedziała nam wiceprezydent Wioleta Haręźlak.

Jak dowiedziały się Wiadomości24.pl w zielonogórskiej prokuraturze, prowadzone jest także śledztwo dotyczące wybuchów gazu na skutek zbagatelizowania przez służby gazownicze wcześniejszych sygnałów od mieszkańców informujących o zapachu ulatniającego się gazu. - Mamy takie sygnały – odparł Grzegorz Szklarz, rzecznik zielonogórskiej prokuratury okręgowej.

Wtorkowe popołudniowe eksplozje gazu w sieci gazowniczej na dwu osiedlach zmusiły miejskie władze do podjęcia natychmiastowej ewakuacji mieszkańców bloków wraz z mieszkańcami osiedla domków jednorodzinnych. W sumie ponad 6,5 tys. osób. Natychmiast wyłączono gaz i prąd. Sytuacja zaczęła wolno normalizować się około północy i w dniu dzisiejszym. Takiej wielkiej awarii sieci gazowej dotąd w Polsce nie było. Miastu mogła zagrażać katastrofa.

Zielona Góra. Miastu mogła grozić katastrofa

13:23. [1.12].Ewakuowani mieszkańcy powracają do swoich domów. Przywrócono prąd, działa ogrzewanie. Jedynie dopływ gazu jest nadal odcięty. Takiej awarii sieci gazowej dotąd nie było w kraju.

Kończy się horror zielonogórzan z osiedli Pomorskiego, Śląskiego i nieco oddalonego osiedla domków jednorodzinnych Raculka. Mogą powracać do mieszkań. Odbywa się to etapami.

Ludziom towarzyszą policjanci i strażacy. Jeszcze raz sprawdzają czy nie doszło do kolejnego rozszczelnienia w gazowej instalacji. Na zewnątrz panuje srogi mróz dochodzący do minus dwunastu stopni, ale w powietrzu jest odczuwalny nawet do -20 st.

Pod każdym z wieżowców stoi wóz strażacki.

Przywrócono szybko ogrzewanie, aby uniknąć dalszych strat. Przywrócono również prąd.

Powraca do swoich mieszkań także część mieszkańców bloku nr 1. Tu bowiem nastąpiła jedna z najsilniejszych eksplozji gazu. Oderwała się ściana z wielkiej płyty. Zginął 50-letni mężczyzna, który w tym czasie najprawdopodobniej wchodził do swojego mieszkania na siódmym piętrze. - Fala uderzeniowa rozsadziła ścianę mieszkania, drzwi oraz ścianę szybu windy. Mężczyzna wpadł do windy, która w tej chwili zerwała się. Ciało mężczyzny znaleziono siedem pięter niżej – kreśli dla Wiadomości24.pl prawdopodobny scenariusz wypadku jeden ze śledczych.

Jedynie mieszkańcy klatki E, właśnie ze siódmego piętra będą musieli poczekać na dostanie się do swoich pomieszczeń. To może potrwać kilka dni.

Wiadomo już, że konstrukcja budynku nie została naruszona. Niestety, wymagany jest remont wyższych partii wieżowca.

Grzegorz Szklarz, rzecznik zielonogórskiej prokuratury mówi, że prowadzone jest śledztwo z art. 163 kodeksu karnego, czyli spowodowanie zdarzenia w postaci katastrofy. - Postępowanie ma ustalić, kto zawinił tej tragedii, czy konkretne osoby, które niedopełniły swoich obowiązków służbowych czy był to nieszczęśliwy wypadek – precyzuje rzecznik.

Przestępstwo opisane w art. 163 kk jest zagrożone karą do 12 lat więzienia.

Gaz do wspomnianych osiedli dostarczany jest przez Zakład Gazownictwa w Zgorzelcu. Wyklucza się tutaj błąd ludzki.

Ale wczoraj na miejscu eksplozji nikogo ze Zgorzelca nie było. Dziś szefostwo twierdzi, że było w tym czasie u siebie na miejscu w zorganizowanym sztabie kryzysowym.

Obecnie na zielonogórskich osiedlach pracuje 100 osób ze zgorzeleckiej gazowni. Kolejne, w razie potrzeb, mogą być ściągnięte z Poznania, Zabrza i Wałbrzycha. Wiadomo, że doszło do awarii sieci redukcyjnej. Nie wiadomo jednak, kiedy awaria zostanie usunięta. Usunięcie wymaga zamontowania specjalnej stacji redukcyjnej, która ma być ściągnięta ze Zgorzelca.

W miejskim urzędzie cały czas pracuje sztab kryzysowy. Także w Wojewódzkim Urzędzie w Gorzowie Wlkp rozpoczął prace Zespół Zarządzania Kryzysowego. Do Zielonej Góry przyjechała wojewoda lubuski Halina Hatka, która „nadzoruje akcję i dba o bezpieczeństwo zielonogórzan” - czytamy w specjalnym komunikacie wojewódzkiego urzędu.

Szef MSWiA, Jerzy Miller w rozmowie ze sztabem nadmienił, że takiej awarii, na taką skalę dotąd w Polsce nie było.

Również prezydent miasta Zielonej Góry, Janusz Kubicki podobnie twierdzi: - Nigdy dotąd nie mieliśmy takiej sytuacji, aby naraz ewakuować aż taką ilość mieszkańców – nadmienia dla W24. - To była katastrofa. Na pewno nie uniknięto w akcji błędów, ale wszyscy musieliśmy nagle się uczyć.

Prezydent zamieszkuje na osiedlu Raculka, także jego rodzina była ewakuowana.

Miastu zagrażała katastrofa.

Przypomnijmy: wczoraj po godz. 16-ej, kiedy większość zielonogórzan powracała z pracy do domów, na trzech peryferyjnych osiedlach, na południu miasta, doszło do gwałtownych wybuchów gazu przy włączaniu kuchenek gazowych. Siła wybuchów rozsadzała wewnętrzne ściany mieszkań, wypadały okna, fragmenty murów, powstawały ogniska pożarów. Zginęła jedna osoba, osiem zostało rannych. Ewakuowano ponad 6,5 tys. ludzi. Część z nich na noc umieszczano w trzech szkołach.

Niestety, jak dowiedziały się Wiadomości24pl., doszło w tym czasie w jednym z obiektów do kilku nieprzyjemnych zdarzeń. Część z ewakuowanych mieszkańców dopuściła się kradzieży mienia szkolnego. Nie brakowało też pijanych osób. - To najbardziej jest przykre. Musieliśmy wezwać policję, aby pomogła nam w zachowaniu porządku. To nas zaskoczyło. Nie podziewaliśmy się tego – powiedziała dla W24 wiceprezydent Wioleta Haręźlak.

[tekst opublikowany na W24]

 

Gaz wybuchał w kuchenkach. Ewakuowano 6.5 tys. mieszkańców

09:38. [11.12].Jedna osoba nie żyje, osiem jest rannych, trzy pożary mieszkań - to wstępny wynik wielkiej awarii sieci gazowej na trzech zielonogórskich osiedlach. Odłączono prąd i gaz. Zablokowano dojazdowe drogi.

- Odkręciłem gaz w kuchence. Palił się normalnie, by po chwili pod wielkim ciśnieniem strzelić sprężyście do góry! Nie mogłem go zakręcić! - mówi dla Wiadomości24.pl, ciągle zszokowany Bronisław Olejniczak, mieszkaniec osiedla Pomorskiego. - Była to mniej więcej 16 godzina.

- To się zgadza – potwierdza rzecznik straży pożarnej, Dariusz Żołędziejewski. - Właśnie o tej porze otrzymywaliśmy pierwsze zgłoszenia o wybuchach gazów w kuchenkach.

Zgłoszenia pojawiały się od przerażonych mieszkańców trzech peryferyjnych zielonogórskich osiedli: Pomorskiego i Śląskiego, zbudowanych w większości z dziesięciopiętrowych bloków i miejscowości Raculka z osiedlem domków jednorodzinnych.

Dramat rozpoczął się z chwilą kiedy przy narastającym na noc mrozie – pękł główny zawór zasilający.

Wybuchło ponad 40 kuchenek gazowych. W wyniku nagłego wzrostu ciśnienia – nie wytrzymywały poszczególne zawory.

Natychmiast wyłączono w sieci osiedlowej gaz i prąd. Wszędzie było czuć gaz i swąd spalenizny, bowiem od wybuchów gazu – zapaliły się trzy mieszkania. Strażacy opanowali ogień, który nie rozprzestrzenił się na dalsze obiekty.

Niestety, jedna osoba zginęła. To 50-letni mężczyzna. Znaleziono go w sypie jednego z bloków. - W wyniku wybuchu gazu w kuchence, fala uderzeniowa wepchnęła go razem ze ścianą działową do szybu windy. Spadł z siódmego piętra. Był przysypany gruzem – wyjaśnił dla W24 Waldemar Michałowski, komendant zielonogórskiej straży pożarnej.

Jedną osobę z ciężkimi poparzeniami – odtransportowano do szpitala w Nowej Soli. Osiem osób, mających trudności z oddychaniem skierowano do zielonogórskiego szpitala.

W jednym z bloków spadła winda.

Strażacy z butlami tlenowymi od bloku do bloku rozpoczęli sprawdzanie wszystkich mieszkań.

W powołanym w magistracie sztabie kryzysowych, zadecydowano o ewakuacji mieszkańców dwu osiedli: Pomorskiego i Śląskiego, w sumie ponad 6,5 tys. osób. - Podjęliśmy decyzję o ewakuacji dlatego, że zagrożenie wybuchem gazu najprawdopodobniej może istnieć nadal i może to trwać przez pewien czas – powiedział w rozmowie telefonicznej z W24 prezydent Zielonej Góry, Janusz Kubicki.

Do miejskiego sztabu kryzysowego przyjechała także wojewoda lubuski Halina Hatka i nowo wybrany lubuski marszałek, Elżbieta Polak.

Ewakuowane osoby umieszczone będą w trzech szkołach, odpowiednio do tego już przygotowanych.

Miejski Zakład Komunikacji podesłał do akcji ewakuacyjnej autobusy. Przez głośniki nadawano komunikaty, aby ludzie opuszczali mieszkania i kierowali się w stronę podstawianych autobusów.

Nie wszyscy dobrowolnie chcieli opuszcza swoje mieszkania. Strażacy niekiedy musieli użyć siły.

Wystąpiły problemy z ewakuacją osób starszych i chorych. Niektórych strażacy wynosili na krzesłach.

Wiele osób skorzystało z noclegu u znajomych, inni z kolei z gościnności obcych ludzi.

Mienie mieszkańców zabezpieczono.

Wszędzie panowały ciemności. Mieszkańcy byli zdezorientowani. - Odczułem, że zabrakło w tej akcji z początku konkretnego dowodzenia. Nie wiedziano jak pokierować tym wszystkim. Panował chaos i totalne zamieszanie – dzielił się z W24 swoimi spostrzeżeniami jeden z mieszkańców osiedla Śląskiego.

- Ludzie lepiej sobie w tym wszystkim radzili niż służby strażackie czy policja, która potrafiła tylko zablokować drogi dojazdowe – żalił się też z nami kolejny obserwator akcji ewakuacyjnej.

Mimo tej akcji, wielu ludzi pozostawało pod blokami, licząc, że niedługo będą mogli powrócić do swoich mieszkań.

- To mało prawdopodobne. Poszukujemy cały czas wszystkich możliwych miejsc wycieku gazu. Akcja może potrwać całą noc – ocenił to rzecznik prasowy lubuskich strażaków.

Na miejscu pracuje 38 zespołów straży pożarnej, policja, są także karetki pogotowia.

Mróz zaczął sięgać minus dwanaście kresek.

[tekst opublikowany w Wiadomościach24.pl].

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »