Warning: mysql_fetch_array(): supplied argument is not a valid MySQL result resource in /home/goniecl/domains/gonieclokalny.pl/public_html/components/com_joomlastats/joomlastats.inc.php on line 221

Warning: mysql_fetch_array(): supplied argument is not a valid MySQL result resource in /home/goniecl/domains/gonieclokalny.pl/public_html/components/com_joomlastats/joomlastats.inc.php on line 429

Niezależna sublokalna gazeta prywatna.

Redaktor Naczelny i Wydawca: Zbigniew M. Jelinek.

Projekt wydania papierowego – własny. Realizacja – własna. Teksty własne.

Adres Redakcji: Książ Śląski 52a, 67-128 Kożuchów, woj. lubuskie. Telefon: [68] 355-70-10. E-mail: zbigniew.jelinek@wp.pl.

Rok założenia: maj 1995. Wszelkie prawa zastrzeżone. Druk wydania papierowego: grzecznościowo-sponsorowany. 

Artykuły

Flash-News *


Przeżyjmy to raz jeszcze:

skorowidz tekstów w „Gońcu Lokalnym”

           -o-  Rok 2014. -o-

 
Start arrow Rozmaitości arrow Oblicze Dnia.
18.12.2018.
Oblicze Dnia. Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
05.11.2010.
 

<Oblicze Dnia>

 

 

 

 *Teksty „Gońca Lokalnego”

 na internetowych portalach

           informacyjnych

2.11. - Wszystkich Świętych w Ghazni...

4.11. - Bezzałogowe samoloty jeszcze nie przyleciały

 7.11 - Patronem Gorzowa Wilkp. został biskup

Wilhelm Pluta

11.11.Lubuskie: wwielka woda przychodzi ze św.

Janem Chrzycielem. 17.11. Sołonął Napoleon.

Podplaczy  jeszcze nie ujęto.

[20.11]. Afganistan. Atak na polski patrol.

Dwaj żołnierze ranni

[24.11].Księgowa przywłaszczyła 350 tys.zł 

 [26.11].Groził, pobił, a potem rzucił koktajlem Mołotowa

[26.11]. Afganistan. Otwarto kaplicę chrześcijańską.

[29.11].Afganistan."Czarna Dywizja" zatrzymuje

kolejnych rebeliant ów

 

Afganistan. „Czarna Dywizja” zatrzymuje kolejnych rebeliantów

15:56. [28.11].Polscy żołnierze aresztowali kolejnych rebeliantów podejrzewanych o działalność terrorystyczną, w tym porwania ludzi i napady na konwoje z pomocą żywnościową. Zatrzymano w ciągu kilkudziesięciu dni ponad 40 osób.

To rezultat ostatnich działań operacyjnych w prowincji Ghazni przeprowadzanych przez żołnierzy VIII zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego, wywodzących się z 11. Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej, popularnej „Czarnej Dywizji”.

Dwóch z zatrzymanych, to groźni przestępcy. Ciążą na nich zarzuty licznych porwań ludzi. Są to także najbliżsi współpracownicy jednego z terrorystów, który znajduje się na specjalnej liście najbardziej poszukiwanych rebeliantów w Afganistanie – liście JPEL (Join Priority Effects List).

- Mają wysoką pozycję w hierarchii siatki terrorystycznej prowadzącej działalność na terenie prowincji Ghazni – informuje Wiadomości24.pl, szef sekcji informacyjno-prasowej PKW, kpt Dariusz Kudlewski.

Przy zatrzymanych znaleziono wiele dowodów świadczących o ich przynależności do organizacji antyrządowej, jednocześnie potwierdzono, że obaj brali udział w licznych porwaniach współobywateli, za których później żądali wysokiego okupu.

- Prawdopodobnie właśnie w miejscu zatrzymania przez naszych żołnierzy przetrzymywali porwane osoby – mówi Kudlewski.

Odnaleziono, przygotowane w ziemi pod budynkami kryjówki, miejsca, które miały pomóc w szybkim i sprawnym ukryciu się. Tu też przetrzymywano porwanych.

Sprawna akcja polskich żołnierzy w trakcie nocnej operacji spowodowała, że terroryści nie zdążyli skorzystać z przygotowanych kryjówek.

W tych, sprytnie przygotowanych kryjówkach, co podkreśla kapitan Kudlewski, odnaleziono także towary, które wcześniej zginęły z cywilnych konwojów. - Potwierdza to, ze terroryści zajmują się również pospolitą działalnością przestępczą, okradając mieszkańców prowincji i konwoje z pomocą dla najbiedniejszych Afgańczyków – komentuje szef sekcji informacyjno-prasowej.

Przypomnijmy, że nie tak dawno, żołnierze VIII zmiany aresztowali, bardzo ważnego dla przywódców rebeliantów – reprezentanta. Zatrzymany okazał się czołową postacią z tzw. „gabinetu cieni”, stworzonego przez talibów specjalnie dla prowincji Ghazni. To on osobiście kierował siłami terrorystów w kilku dystryktach.

Operację przeprowadzono w miejscowości położonej kilka kilometrów od stolicy prowincji. Tutaj decydującym czynnikiem powodzenia, podobnie jak w powyższym przypadku, były wcześniejsze precyzyjne informacje uzyskane przez Polaków.

Na początku listopada - przypomnijmy również - konwój ciężarówek ONZ przewożący żywność dla mieszkańców prowincji Kandahar, został w prowincji Ghazni na drodze między Kabulem a Kandaharem, zaatakowany przez rebeliantów. Z natychmiastową pomocą, po zlokalizowaniu konwoju, pośpieszył polski patrol sił zadaniowych QRF (Quick Reaction Force). - Rebelianci odstąpili od ataku na ciężarówki już w momencie pojawienia się pierwszych Rosomaków w pobliżu unieruchomionego konwoju, choć w tym momencie przejmowali inicjatywę – relacjonował dla W24 szef sekcji prasowej.

Polacy ochraniali konwój kilkanaście godzin, do czasu przybycia na miejsce ataku pododdziału afgańskich sił bezpieczeństwa i dostarczenia nowych opon, które zostały przestrzelone przez napastników, by móc obrabować ze żywności konwój.

Prowincja Ghazni to obszar położony na południowy zachód od Kabulu. Na powierzchni prawie 23 tys. km kwadratowych mieszka, według różnych szacunków, od 1 do 1,5 mln Afgańczyków, głównie Hazarów i Pasztunów. Tylko niespełna 50 tys. osób to mieszkańcy miast. Reszta obywateli mieszka w małych wsiach lub w koczowniczych osadach. Prowincja Ghazni była kiedyś jednym z ważniejszych ośrodków uprawy winogron, warzyw i zbóż. Stolicą prowincji jest 150-tysięczne miasto Ghazni, położone nad rzeką Ghazni.

[tekst opublikowany w W24, sekcja Wydarzenia]

Afganistan. Otwarto wybudowaną kaplicę chrześcijańską

14:15. [26.11].W jednej z największych baz wojskowych w Ghazni uroczyście otwarto kaplice pw. Miłosierdzia Bożego. - Jesteśmy świadkami szczególnego paradoksu. Oto muzułmanie wybudowali miejsce modlitwy dla chrześcijan – zauważył ks. kpt Rafał Kaproń.

Kaplica powstała na miejscu poprzedniej, która została zniszczona przez rakietę rebeliantów.

Żołnierze VII zmiany najpierw ustawili na otwartej przestrzeni ławki, krzesła i prowizoryczny ołtarz. Udało się zrobić zadaszenie ze siatki, chroniące przed słońcem. - I tak się zaczęło – mówi dla Wiadomości24.pl, kpt Artur Pinkowski z sekcji informacyjno-prasowej Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie.

Żołnierze kolejnej, VIII zmiany, z pomocą miejscowej ludności – ukończyli budowę.

- W nowej kaplicy, w centralnym punkcie zawisł obraz Miłosierdzia Bożego przywieziony z Polski i dedykowany specjalnie dla żołnierzy służącym w Afganistanie – dodaje kapitan.

Przed kaplicą widnieje tablica z dwujęzycznym napisem: „The Chapel of Divine Mercy – Kaplica pod Wezwaniem Miłosierdzia Bożego”.

Uroczystość otwarcia odbyła się wczoraj podczas nabożeństwa ekumenicznego, w czasie którego wspólnie modlili się i dziękowali żołnierze, Polacy i Amerykanie, chrześcijanie różnych wyzwań, katolicy, muzułmanie, baptyści, luteranie.

Nabożeństwo odprawiano na przemian w językach: polskim i angielskim.

- Dziś przychodzimy do tej kaplicy, która ma być miejscem spotkań różnych kościołów, czego wyrazem przed chwilą była modlitwa ekumeniczna – nadmienił ks. mjr Władysław Kozicki.

Po ceremonii, jak informuje W24, kpt Pinkowski, odprawiono mszę św. dla katolików. - Jesteśmy świadkami swoistego paradoksu. Oto muzułmanie w szczególnym okresie ramadanu wybudowali miejsce modlitw dla chrześcijan – powiedział w trakcie mszy ks. Kaproń.

VIII zmiana PKW swoją misję w Afganistanie rozpoczęła z dniem 28 października. Żołnierze pokonali 5.500 km ze swojej głównej bazy w kraju 11. Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej, popularnie zwanej „Czarną Dywizją”. W prowincji Ghazni będą służyli do przełomu marca i kwietnia przyszłego roku.

Polski Kontyngent Wojskowy wchodzi w skład misji Międzynarodowych Sił Wsparcia Bezpieczeństwa (ISAF). Uczestniczy w niej około 2600 żołnierzy Wojska Polskiego, współpracujących z żołnierzami 47 innych państw. Siły ISAF liczą łącznie ponad 130 tys. żołnierzy i pracowników wojska.

Tymczasem w kraju na żagańskim poligonie (lubuskie) w ramach przygotowań do kolejnej misji w Afganistanie ćwiczą żołnierze zgrupowania bojowego Bravo z 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej z Międzyrzecza i Wędrzyna. To m.in. oni będą trzonem Polskich Sił Zadaniowych podczas IX zmiany.

Mają już za sobą okres przygotowań w ośrodkach szkoleniowych w Niemczech i USA.

Tagi: Afganistan, Ghazni, Polski Kontyngent Wojskowy, VIII zmiana, „Czarna Dywizja”, kaplica, chrześcijanie, muzułmanie.

[teks opublikowany na W24].

Groził, pobił, a potem rzucił koktajlem Mołotowa

10:45. [26.11].Mieszkaniec Babimostu (lubuskie) nękał jedno z miejscowych małżeństw. Dostał zakaz prokuratorski zbliżania się do pokrzywdzonych. Mimo tego przygotował butelkę z benzyną i rzucił nią w okno ich budynku.

- Na szczęście mieszkańcom nic się nie stało! - relacjonuje dla Wiadomości24.pl, mł asp. zielonogórskiej komendy miejskiej policji, Lidia Kowalska. - W wyniku tego zajścia spłonęło okno i część elewacji.

40-letni Jacek P. na początku listopada br. dokonał najścia na mieszkanie jednego z miejscowych małżeństw. Dwukrotnie pobił 50-letniego mężczyznę, zaś do jego żony, także 50-letniej, kierował groźby karalne. - Treść ich świadczyła, że mogą zostać spełnione – dodaje Kowalska.

Sprawca w następstwie tego najścia, otrzymał od prokuratora zakaz zbliżania się do pokrzywdzonego małżeństwa.

Niemniej, 24 listopada przygotował sobie butelkę z benzyną i udał się do domu wspomnianego małżeństwa. Będąc w pobliżu budynku – rzucił butelką w okno mieszkania. Okno zajęło się ogniem. Płomienie zdołano ugasić. Oprócz okna uszkodzona została w wyniku pożaru część elewacji budynku.

Sprawca zbiegł i zaczął się ukrywać. Nie na długo. Nazajutrz został zatrzymany przez policjantów z Komisariatu w Sulechowie.

Został aresztowany na trzy miesiące. Usłyszał już w Prokuraturze w Świebodzinie zarzuty narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia, gróźb karalnych oraz uszkodzenia ciała. Za te wszystkie czyny może sprawcy grozić kara pozbawienia wolności do lat 5.

Tyle samo lat pozbawienia wolności może grozić 59-letniemu mieszkańcowi miejscowości Otyń (powiat Nowa Sól), który próbował otwierać drzwi do domu... piłą motorową.

- Policjanci z Nowej Soli zostali zaalarmowani przez jedną z otyńskich rodzin – przekazuje dla W24 mł. asp. Kowalska. - Zastali sprawcę w momencie cięcia drzwi piłą motorową.

Funkcjonariuszom tłumaczył, że rodzina nie chce wpuścić go do własnego domu.

Okazało się niebawem, że mężczyzna jest pijany i ma ponad 2,4 promila alkoholu w organizmie.

Został umieszczony w izbie wytrzeźwień. Później zostaną mu przedstawione zarzuty uszkodzenia mienia.

Tagi: Lubuskie, policja, interwencje, najścia, groźby, alkohol.

[tekst opublikowany w W24]

 

Zielona Góra. Księgowa przywłaszczyła pieniądze wędkarzy

 

Główna księgowa Polskiego Związku Wędkarskiego wpłacała pieniądze członków związku na swoje prywatne konta, wzbogacając je o ponad 350 tys. zł. - Mieliśmy do niej nieograniczone zaufanie – nie ukrywa swojego zaskoczenia dyrektor biura.

Zielonogórscy policjanci z wydziału do walki z przestępczością gospodarczą zatrzymali 33-letnią główną księgową zarządu okręgu PZW, która przywłaszczyła sobie ponad 350 tys zł na szkodę Związku – poinformowała Wiadomości24.pl. komisarz Małgorzata Stanisławska z biura prasowego komendy miejskiej policji w Zielonej Górze.

Jako jedyna osoba w związku wędkarskim, główna księgowa miała dostęp do służbowego konta, na które wpływały członkowskie pieniądze i była też uprawniona, jako jedyna, do wykonywania przelewów.

- Podejrzenia co do nieprawidłowości w zarządzaniu pieniędzmi spostrzegłem, kiedy na czas nie otrzymałem swojego wynagrodzenia – mówi dla W24 dyrektor biura Zarządu, Jerzy Tonder. - Pieniądze wpłynęły potem, ale z prywatnego konta.

W PZW zaraz powołano doraźną komisję. Ustalono też, że wielu kontrahentów również na czas nie otrzymywało stosownych pieniędzy za różne usługi. O swoich spostrzeżeniach powiadomiono organy ścigania.

Policjanci ustalili w czasie działań operacyjnych, że księgowa od stycznia br. przywłaszczyła sobie co najmniej 350 tys. zł. Ustalane są teraz czynności wyjaśniające, czy już wcześniej nie dochodziło do podobnych finansowych operacji przelewania z firmowego konta pieniędzy na prywatne konta księgowej.

- Ta pani pracowała u nas od ponad ośmiu lat – stwierdza dyrektor biura wędkarzy. - Przeszła u nas swoją drogę służbową, począwszy od zwykłej księgowej. Stąd nasze zaufanie do tej pani.

Kobieta po początkowym zatrzymaniu, została z aresztu zwolniona za poręczeniem majątkowym. Według kodeksu karnego za te przestępstwo grozi jej kara pozbawienia wolności do lat 10.

- Na poczet naprawiania szkód, policja zabezpieczyła wartościowe przedmioty należące do księgowej, między innymi jej luksusowy samochód oraz dużą ilość złotej biżuterii – informuje nas kom. Stanisławska.

Tymczasem władze zarządu wędkarskiego myślą o zaciągnięciu bankowego kredytu na bieżące organizacyjne wydatki. - Sprawa ta, oczywiście, będzie omawiana z naszymi członkami, będą podjęte też odpowiednie decyzje i uchwały – dodaje dyrektor Tonder.

Zielonogórski Polski Związek Wędkarski liczy ponad 21.880 członków w 120 terenowych kołach. Gospodaruje na ponad 6.200 ha rzek, jezior, zbiorników wodnych.

[tekst ukazał się na W24].

 

Afganistan. Atak na polski patrol. Dwaj żołnierze ranni

11:11.W trakcie patrolowania jednej dróg – grupa polskich pojazdów dostała się pod ogień rebeliantów. Do rannych żołnierzy natychmiast skierowano śmigłowce medyczne. Nie ma zagrożenia dla ich życia.

Do ataku doszło w piątek, 19 listopada około południa we wschodniej części prowincji Ghazni. Polski patrol VIII zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego, składającego się głównie z żołnierzy 11. Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej, miał za zadanie oczyszczenie jednej z dróg z przydrożnych ładunków wybuchowych.

Polacy w ten sposób chcą zapewnić Afgańczykom bezpieczeństwo i swobodę poruszania się po okolicy. To rutynowe czynności.

Wówczas to żołnierze zostali przez rebeliantów ostrzelani ogniem z granatników przeciwpancernych.

Raniono dwóch żołnierzy.

- Natychmiast na miejsce zdarzenia wysłano śmigłowce ewakuacji medycznej typu „Medevac” Ranni znajdują się obecnie w szpitalu w Ghazni (stolica prowincji – przyp. red.). Lekarze ich stan określają jako stabilny i nie ma zagrożenia dla ich życia – poinformował Wiadomosci24.pl, szef sztabu Sekcji Informacji Prasowej PKW, kpt.. Dariusz Kudlewski.

Zaznaczył również, że w takim przypadku nie podaje się do ogólnej wiadomości przynależności rannych do macierzystych jednostek w kraju. Ten zapis przyjęty jest we wszystkich stacjonujących tu siłach wojskowych.

Rodziny żołnierzy w kraju zostały już poinformowane o tym incydencie.

Przypomnijmy, że 28 października, o czym informowały Wiadomości24.pl, również zostało rannych,tym razem, trzech żołnierzy w wyniku eksplozji improwizowanego ładunku wybuchowego pod Rosomakiem.

Lubuszanie z „Czarnej Dywizji” swoją misję w prowincji Ghazni rozpoczęli 28 października br. Trzon, bo około 60 procent składu osobowego – to żołnierze 10. Brygady Kawalerii Pancernej ze Świętoszowa. Dowódcą VIII zmiany jest gen. brygady, 49-letni Andrzej Reudowicz, będący równocześnie dowódcą 10BKPanc.

Polacy mogą już teraz przypisać na siebie kilka sukcesów. Nie tak dawno, jak specjalnie dla W24 relacjonował szef sekcji prasowej, żołnierze podczas jednej z operacji – aresztowali, bardzo ważnego dla przywódców rebeliantów – reprezentanta. Zatrzymany to czołowa postać z tzw. „gabinetu cieni”, stworzonego przez talibów specjalnie dla prowincji Ghazni. To on osobiście kierował siłami terrorystów w kilku dystryktach.

Operację przeprowadzono w miejscowości położonej kilka kilometrów od stolicy prowincji. Tutaj decydującym czynnikiem powodzenia były wcześniejsze precyzyjne informacje uzyskane przez Polaków. - Rebelianci zostali zupełnie zaskoczeni podczas nocnego spotkania w jednym z miejscowych domów – konkludował nam kapitan.

To nie wszystko. W trakcie przeprowadzonej akcji, zatrzymano dodatkowo pięciu mężczyzn podejrzanych o działalność terrorystyczną prowadzoną na terenie prowincji. Dokładne przeszukanie zabudowań pozwoliło również na odkrycie składu materiałów wybuchowych, kilkanaście sztuk broni wraz z zapasem amunicji, kilkanaście kilogramów trotylu. Dodatkowo znaleziono miny, skrzynie z amunicją wielkokalibrową oraz wiele różnego sprzętu wojskowego, w tym środki łączności. - Dzięki tej akcji poprawiono sytuację bezpieczeństwa w prowincji – spostrzegł kpt. Kudlewski. - To jest przede wszystkim ważne dla miejscowej ludności, która wielokrotnie staje się ofiarami talibskich zamachów.

Na początku listopada konwój ciężarówek ONZ przewożący żywność dla mieszkańców prowincji Kandahar, został w prowincji Ghanzi na drodze między Kabulem a Kandaharem, zaatakowany przez rebeliantów. Z natychmiastową pomocą, po zlokalizowaniu konwoju, pośpieszył polski patrol sił zadaniowych QRF (Quick Reaction Force). - Rebelianci odstąpili od ataku na ciężarówki już w momencie pojawienia się pierwszych Rosomaków w pobliżu unieruchomionego konwoju, choć w tym momencie przejmowali inicjatywę – komentuje szef sekcji prasowej dla W24.

Polacy ochraniali konwój kilkanaście godzin, do czasu przybycia na miejsce ataku pododdziału afgańskich sił bezpieczeństwa i dostarczenia nowych opon, które zostały przestrzelone przez napastników, by móc obrabować ze żywności konwój.

Polscy żołnierze przejęli odpowiedzialność za bezpieczeństwo we wschodniej prowincji Afganistanu Ghazni z dniem 30 października 2008 r.

Polski Kontyngent Wojskowy wchodzi w skład misji Międzynarodowych Sił Wsparcia Bezpieczeństwa (ISAF). Uczestniczy w niej około 2600 żołnierzy Wojska Polskiego, współpracujących z żołnierzami 47 innych państw. Siły ISAF liczą łącznie ponad 130 tys. żołnierzy i pracowników wojska.

Tagi: Afganistan, Polski Kontyngent Wojskowy, misje, „Czarna Dywizja”, VIII zmiana PKW , prowincja Ghazni, rebelianci,

[tekst jako wydarzenie ukazał się w W24].

 

Spłonął Napoleon. Podpalaczy jeszcze nie ujęto

17:33.[17.11].Barbarzyństwo przyrodnicze w Lubuskiem. Najgrubszy polski dąb szypułkowy liczący ponad 600 lat – przestał istnieć. Ogień podłożyli pod drzewo młodociani wandale. Mieszkańcy regionu są w szoku.

Był z nielicznych szypułkowych dębów w naszym kraju, ale był najgrubszym i najstarszym. Obwód drzewa, mierzonego na wysokości 1,3 metra wynosił 10.43 m, wysoki był z kolei na 22 metry. Jego wiek szacowało się na lat 600, czyli w okolicach roku 1400 był dopiero żołędziem.

Swoją współczesną nazwę Dąb Napoleona zawdzięcza legendzie, głoszącej, iż podczas wojny 1812 roku, pod jego konarami odpoczywał sam Napoleon Bonaparte, po przeprawie swojej armii przez Odrę, w marszu na Rosję.

Rósł na skarpie pradoliny Odry w odległości trzech kilometrów od miejscowości Zabór w powiecie zielonogórskim. Był wielką atrakcją turystyczną w Nadleśnictwie Przytok. Skarb klasy europejskiej. Dąb miał w środku olbrzymią dziuplę, do której jednocześnie mogło z powodzeniem wejść kilkanaście osób. Dziupla była, niestety, magnesem dla wandali. Urządzali w środku niej przeróżne hulanki, dlatego kilkakrotnie Napoleon płonął. Pierwszy raz, jak odnotowały kroniki, w 1927 roku (inne źródła podają rok 1925). W 2004 roku było najgorzej – w wyniku celowego podpalenia obumarły mu wówczas nieomal wszystkie jego konary – uchował się jeden. Mimo tego nadal miał swoją niepowtarzalną rozłożystą koronę i przeogromny pień.

Drzewo było objęte ochroną już przed II wojną światową. Jako pomnik przyrody powiatu zielonogórskiego, wpisany został do urzędowego rejestru. Dąb wówczas nosił nazwę profesora Theodora Schubego, bowiem w 1920 roku, władająca tutejszą okolicą księżna Hermina von Schonaich-Carolath (po śmierci swojego męża, późniejsza żona cesarza Wilhelma II), nadała mu imię niemieckiego botanika i pasjonata ochrony przyrody.

Napoleon przestał istnieć 15 listopada bieżącego roku, z niedzieli na poniedziałek. Przewrócił się, rozpadł się na drobne kawałki po tym, jak podłożony przez wandali ogień strawił jego wnętrze.

Wiadomość o spaleniu dębu wywołała wśród okolicznych mieszkańców niedowierzanie i poruszenie. - To zbrodnia! - często można było słyszeć. Nie szczędzono opinii o surowym ukaraniu chuliganów. - Wielokrotnie przebywałem tutaj, przyprowadzałem członków swojej rodziny i znajomych z kraju, robiliśmy zdjęcia, cieszyliśmy się, że w okolicy mamy taką atrakcję – mówi dla Wiadomośći24.pl, mieszkaniec Zaboru, Roman Danilkiewicz. - Tych podpalaczy z miejsca wsadziłbym do więzienia!

- Nic nie mogliśmy zdziałać, dogaszaliśmy leżące już drzewo. To był przygnębiający widok - stwierdza dla W24 szef zielonogórskiej straży pożarnej, st. bryg. Waldemar Michałowski. - Pozostanie mi to w pamięci.

Prokuratura Rejonowa w Zielonej Górze wszczęła postępowanie z artykułu 187 par. 1 KK: „Kto niższy, poważnie uszkadza wartość przyrodniczą prawnie chronionego terenu lub obiektu, powodując istotną szkodę, podlega karze pozbawienia wolności do lat 2”.

Zielonogórska policja w szybkim tempie rozpoczęła pracować nad wykryciem wandali. Już w poniedziałek, jak poinformowała rzecznik prasowy miejskiej komendy, komisarz Małgorzata Stanisławska, policja wytypowała osoby mogące mieć związek z tym barbarzyńskim aktem.

Nadleśnictwo Przytok ufundowało 5 tys. zł nagrody dla tych, którzy przyczynią się do ujęcia podpalaczy. Kolejne 1 tys., jak potwierdziła rzeczniczka Lasów Państwowych w Zielonej Górze, Anna Malinowska, dorzucił oddział Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Leśnictwa i Drzewnictwa.

We wtorek wieczorem na portalu Kontakt24.tvn.pl – pojawiła się informacja o zatrzymaniu jednej osoby w związku z podpaleniem dębu. „Jest to osoba najprawdopodobniej nieletnia” - oznajmiła kom. Stanisławska. Policjanci jak najszybciej pragną dotrzeć do kolejnych osób odpowiedzialnych za zniszczenie pomnika przyrody, dlatego nie ujawniła żadnych szczegółów.

Szczegóły miały pojawić się dziś, w środę.

Rano kom. Stanisławska powiedziała W24: - Rzeczywiście, wczoraj zatrzymano nieletnią osobę do sprawy prowadzonego śledztwa. Ale nie oznacza to, że to jeden ze sprawców.

Kilka godzin później rewelacyjnych wieści także nie miała. - Proszę mi wierzyć – powiedziała – Policjanci pracują intensywnie, wszystkim nam zależy na jak najszybszym wykryciu sprawców.

Sama jest miłośniczką przyrody, dobrze więc rozumie to, co w pobliżu Zaboru się stało. - Okaże się w końcu, że nic wokół nie mamy – dodaje ze smutkiem.

 

Przeczytaj: http://lubuski.regiopedia.pl/dab-napoleon

 

Tagi: Dąb szypułkowy, Dąb Napoleona, Theodor Schube, pomnik przyrody, Lubuskie, Zabór, Przytok, pożar, straż pożarna, wandale,

[tekst ukazał się na W24, nieco później ukaże się w Rdio Wnet, zmodifikowany, w okresie, kiedy sprawcy będą znani]

 

Lubuskie. Wielka woda przychodzi ze św. Janem Chrzcicielem

17:13.[11.11].Podzwonne dla powodzi: tegoroczne wystąpienia wód z rzek obnażyły mizerotę zabezpieczeń przeciwpowodziowych. - Na prace melioracyjne potrzebujemy rocznie ok. 36 mln zł, otrzymujemy... 8 mln – bronią się melioranci.

O dwóch potężnych uderzeniach fali powodziowej w Lubuskiem na bieżąco informowały Wiadomości 24 pl.

Maj, czerwiec, sierpień i wrzesień – miesiące, w których zmagano się z podnoszącym się systematycznie stanem wód w rzekach. Spotęgowane to było również przez falę potężnych opadów deszczu.

Od dawna wiadomo, że Odra i z nią sąsiadujące rzeki wylewają regularnie dwa razy w roku. Odra występuje z brzegów po topnieniu śniegu w Karkonoszach i dochodzi do powodzi wiosennej. Po letnich deszczach Odra wylewa najczęściej w końcu czerwca. Tradycyjnie mówi się wówczas o powodzi św. Jana.

Dolina Odry dysponuje najdłuższym w Europie ciągiem wałów przeciwpowodziowych o łącznej długości 160 km. Ale wał zbudowany jest z piasku i dlatego może być łatwo przerwany lub przy długim naporze wody może przemoknąć. Już w latach 1416-26 miały miejsce pierwsze prace przy budowie wałów koło Wiesenau. W roku 1591 elektor brandenburski Johann-Georg zarządził, by miejscowa szlachta powinna organizować w ramach wspólnej komisji regularnie przeglądy wałów.

Dziś po stronie polskiej jest 800 km wałów przeciwpowodziowych, 43 przepompownie i stacje pomp, 5 zbiorników regencyjnych. - Potrzebujemy rocznie na utrzymanie i konserwację, w tym na opłatę za energię elektryczną ok. 35 – 36 mln zł. Otrzymujemy rocznie zaledwie 8 do 9 mln zł, czyli jedną czwartą – wylicza w specjalnej rozmowie dla Wiadomości 24 pl, Zygmunt Muszyński, dyrektor Lubuskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Zielonej Górze.

- Przy tegorocznych zagrożeniach powodziowych, gdzie stacje pomp pracowały praktycznie non-stop, grzały się do czerwoności, musieliśmy wydać na energię połowę funduszy, jakie otrzymaliśmy na 2010 rok od wojewody – dodaje dyrektor.

Na plan dalszy zeszły więc wszelkie konserwatorskie prace, wykaszania, udrożniania.

- Od początku 2007 roku, od tej wielkiej powodzi do chwili obecnej nie było takiego zagrożenia przeciwpowodziowego – zauważa Muszyński. - Dlatego wszyscy co roku dokonywali cięć w przekazywanych funduszach. Sądzili, że na melioracji można zaoszczędzić.

Powóź w 2007 roku nie była powodzią lokalną. Po raz pierwszy od przełomu politycznego w Polsce, akcja ratunkowa na Odrze była organizowana w wymiarze ponadgranicznym

W sąsiadującej z Lubuskiem, Brandenburgii, w czasie kiedy z pobliskich polskich Słubic ewakuowano 16 tys. mieszkańców, uległy przerwaniu wały w Brieskow-Finkenheerd. W akcji ratunkowej po obu stronach rzeki brało udział tysiące żołnierzy Bundeswehry i Wojska Polskiego, straży granicznej, technicznych służ pomocniczych oraz policji i straży pożarnej z Polski, Czech, Brandenburgii i innych niemieckich landów.

Mówiono wówczas o powodzi tysiąclecia.

Zajrzenie jednak do kronik, pokazuje, ze już w minionych stuleciach mały miejsce porównywalne kataklizmy. Po raz pierwszy powódź we Frankfurcie n. Odrą źródła odnotowały w roku 1565. Powódź z 1736 r. kosztowała życie 171 osób. Powódź, a mówiono wówczas o „rozlaniu”, z roku 1785 przeszła do historii, bowiem po przewróceniu się wtedy łodzi na rzece, utonął książę Leopard von Braunschweig, który po załamaniu się mostu we Frankfurcie próbował przeprawić się na przeciwległy brzeg do Dammvorstadt (dzisiejsze Słubice), aby tam organizować pomoc. W pamięci są jeszcze katastrofy powodzi z roku 1930 i ta z 1947 z 20 ofiarami po nimieckiej stronie.

Silna pokrywa lodowa na Odrze doprowadziła w roku 1982 cały region na skraj katastrofy.

Klęski powodziowe mają naturalne przyczyny. Ale mimo to ludzie są zupełnie świadomi, że ich wielowiekowa ingerencja w procesy przyrodnicze przyczynia się do występowania wód z rzek.

Po stronie polskiej w obrębie rzek coraz więcej powstaje stref chronionych, co jednocześnie komplikuje i utrudnia pracę meliorantów.

- Zapisy Programu „Natura 2000” powodują to, że wszelkie prace, odbudowa wałów, budowa, konserwacja, udrożnienia, od miesiąca marca do września, nie możemy praktycznie nic na tych obszarach robić – stwierdza szef lubuskiego zarządu melioracji, Muszyński.

Z nieukrywaną zazdrością spogląda na tereny po niemieckiej stronie. - Wszystko jest tam wykoszone, nie ma nor bobrowych... - mówi. - Na Nysie Łużyckiej w okolicach Gubinka i Polanowic woda wtargnęła na tereny zalewowe na wysokości połowy wałów, bo na tej wysokości znajdowały się nory bobrowe, krzaki, chaszcze – uzupełnia.

Tegoroczna powódź, o czym także informowały W24.pl, obnażyła jeszcze jedno zjawisko: kilkudziesięcioletnie zaniechania przy odnowie poniemieckich sieci melioracyjnych, co powoduje, że niespodziewanie teraz występuje woda z małych rzeczek, dotąd bezpiecznych, miejscowych, co miało miejsce w katastrofalnym wymiarze w Bogatyni czy, w nieco mniejszym, w Gubinie.

- To wszystko związane jest z finansami – mówi wprost Muszyński. - Nie mamy w ogóle pieniędzy na odnowę wszystkich stanowisk melioracyjnych. W tej chwili zakupiliśmy za 800 tys. zł kosiarkę bijakową i kosiarkę pływającą. Ale to wszystko wymusiła tegoroczna powódź. Czasami tragedia, jaka się zdarza, powoduje, że ktoś odpowiedzialny za pewne decyzje, spojrzy na oczy.

Gwoździem do trumny meliorantów są także skomplikowane procedury otrzymywania funduszy.

- Głośno się mówiło, że melioranci otrzymali od wojewody na początku września tego roku blisko 10, 5 mln zł - wyjawia dyrektor LZMiUW. - Ale dopiero teraz, na początku listopada, sejmik wojewódzki musiał te pieniądze zatwierdzić. Niebawem więc ruszą procedury przetargowe na wykonanie konkretnych zdań przeciwpowodziowych. Termin zaś wykonania tych wszelkich prac jest do końca bieżącego roku! Teraz z kolei uzależnieni jesteśmy od pogody. Jeżeli „nie wyrobimy się” z poszczególnymi pracami, fundusze przejdą nam koło nosa – konkluduje Muszyński.

Na koniec ma żal do lubuskiego wojewody, Heleny Hatki, która do tej pory nie podziękowała lubuskim meliorantom za ogrom prac, jakie dokonali w okresie tegorocznych wezbrań rzek. Hatka spotkała się na uroczystej konferencji z inspektorami nadzoru budowlanego. Padały tam wzajemne podziękowania. - Inspektorzy od pierwszych dni powodzi bardzo dobrze pomagali wojewodzie – poinformowała. - Pierwsze działania, jakie podejmowali, to uczestniczyli we wskazaniu najbardziej uszkodzonych wałów przeciwpowodziowych. Można lekceważyć, że czynności administracyjne są drugorzędne, ale bez tych czynności, bez audytu problemu, bez wskazań miejsc, które szczególnie są newralgiczne, bez określenia priorytetów, nie moglibyśmy w stanie ludziom zapewnić bezpieczeństwa.

- Lubuskie miało czas na przygotowanie się nadchodzącej fali powodziowej – wyjaśnia Muszyński. - Wykorzystaliśmy ponad 2 mln worków, był czas na zabezpieczenie wałów dzięki pomocy strażaków, wojska, policji. O województwie lubuskim dużo się nie mówiło w środkach przekazu, nie było u nas takich tragedii, jak gdzie indziej. Udało się nam uratować Lubuskie. Wały były jak gąbka, lecz przetrwaliśmy.

 

W tekście wykorzystano materiały z opracowania projektu roboczego muzeów polskich i brandenburskich: „Die Oder als Kulturlandschaft/Odra jako krajobraz kulturowy”, [ISBN 83-86136-05-7],

Przeczytaj także: komentarz Roberta Grzeszczyka do art.: „Gubin: miasto, które będzie wodą zalewane”, z dn. 26.10.10 w W24.pl.

 

Tagi: Lubuskie, Brandenburgia, powódź , Odra, prace melioracyjne, współpraca przygraniczna.

[tekst napisany dla W24.pl, ukazał się w sekcji Lokalne w dn. 11.11. Natomiast nieco później na stronie Radia Wnet].].

Patronem Gorzowa Wlkp. został bp Wilhelm Pluta

18:23 [7.11].Radni ogłosili, że miasto ma bożego sługę. Mieszkańcy powinni być dumni z tego patrona. Radni lewicy oburzeni. Część mieszkańców także. Żadne wyzwanie nie powinno być faworyzowane.

Człowiek w człowieku umiera, gdy go zło czynione nie boli” - to słowa biskupa Wilhelma Pluty, pierwszego ordynariusza gorzowskiego, który dążył do pojednania polsko-niemieckiego na Ziemiach Zachodnich. Jako pierwszy w Polsce stworzył duszpasterstwo rodzin. Dewizą zaś herbową biskupa było „Utunum sint”: Abyśmy byli jedno.

Gorzowscy radni zdecydowali w specjalnej uchwale, że patronem miasta będzie właśnie biskup Wilhelm Pluta. - Powierzamy miasto osobie najgodniejszej, pasterzowi, który przez pół wieku pełnił służbę na rzecz mieszkańców – usłyszeli radni i zaproszeni goście na uroczystej sesji, która odbyła się w bibliotece imienia. Zbigniewa Herberta.

- Opieka biskupa, jego wpływ z Nieba, jego modlitwa odniesie skutek przede wszystkim w świadomości, we wnętrzu duszy każdego mieszkańca Gorzowa. Mieszkańcy powinni być dumni z tego patrona – tak wypowiedziała się na antenie Radia Zachód jedna z osób popierająca projekt uchwały.

W kuluarach słyszano ponadto, że Gorzów wreszcie dołączył do Europy i państw, które mają swojego patrona.

Będący na uroczystości, wraz z biskupem diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, ks. bp Stefanem Regmuntem, oraz z innymi proboszczami gorzowskiej parafii, ks. bp Paweł Socha złożył krótkie wyjaśnienie, w którym uściślił wymowę podjętej uchwały. - Co innego jest zawierzenie, a co innego patronat – powiedział na sesji. - Zawierzenie dokonało się kilka lat temu, związane z powodzią z 1997 roku, gdzie miasto zawierzono Matce Boskiej Fatimskiej. Patronem zaś jest ktoś, kto dla tego miasta się zasłużył, bądź jest szczególnym wyrazem idei, które powinny być promowane w tym mieście.

Tymczasem nie wszyscy radni wzięli udział w sesji. Nie pojawili się radni SLD, chociaż prezydent miasta Tadeusz Jędrzejczak, lider miejscowej lewicy, wspierał uchwałę.

Jak ustaliły Wiadomości 24pl, bojkot radnych lewicy spowodowany był faktem, że ustanawianie patronów kościelnych nie jest kompetencją samorządu. Zapowiedzieli, że zaskarżą tą uchwałę do lubuskiego wojewody, a dalej do Sądu Wojewódzkiego. Problem bowiem może być z wojewodą Heleną Hatką, wywodzącą się z kręgów prawicy. - Wojewoda jest, jaka jest, więc zatwierdzi podobnie, jak to było w przypadku Zielonej Góry, gdzie tamtejsi radni za patrona Urbana sobie wymyślili – nie ukrywa swojego rozdrażnienia w rozmowie z W24 jeden z lewicowych radnych, prosząc jednocześnie o zachowanie anonimowości.

Część mieszkańców podziela stanowisko lewicy, chociaż ta, jako tako, nie jest przeciwko biskupowi Plucie, jedynie sprzeciwia się zinstrumentalizowaniu tej postaci przez radnych PO i PiS, którzy zwarcie poparli uchwałę. - Nie było żadnej dyskusji – dodaje nasz wspomniany rozmówca. - Radnych z prawicy w radzie miasta jest 18, a pozostała siódemka ma w praktyce niewiele do powiedzenia. Rachunek jest więc oczywisty. Taka rada może uchwalić każdą durnotę, jaka będzie im odpowiadała.

- Moim zdaniem, miasto nie powinno mieć za patrona osobę duchową i to z konkretnego wyznania – mówi w telefonicznej rozmowie z W24 mieszkanka Gorzowa, Beata Rogowska. - To jest bez sensu, przecież biskup ten nic konkretnego dla miasta nie uczynił.

Przed biblioteką im. Zbigniewa Herberta pikietowało kilka osób, dwoje z nich przed wejściem trzymało transparenty „Racji” i „Unii Lewicy”. Ale o wiele więcej było tu policji i strażników miejskich.

Inicjatywę patrona miasta wniósł do gorzowskiej rady w styczniu br. prezes Stowarzyszenia Rodzin Katolickich Tadeusz Horbacz. Wniosek poparło około 5,5 tys. mieszkańców.

Biskup Wilhelm Pluta zginął w wypadku samochodowym pod Krosnem Odrzańskim w dniu 22 stycznia 1986 r.

Przypomnijmy, że w trakcie tegorocznego Winobrania w Zielonej Górze, miejscowi radni podjęli uchwałę o ustanowieniu patronatu nad miastem św. Urbanowi I, będącego patronem winiarzy. Z kolei, oddalony nieco Świebodzin, aktualnie znajdujący się w zasięgu zainteresowania mediów przez fakt odsłonięcia tu monumentalnej figury Chrystusa Króla – pragnął mieć za swojego patrona właśnie Chrystusa. Sprzeciwiła się temu Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów.

Wykorzystano źródła: www.wilhelmpluta.pl/

www.zachod.pl/2010/11/biskup-wilhelm-pluta-patronem-gorzowa/

zobacz wideo: www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20101104/POWIAT04/251217610

Tagi: Lubuskie, Gorzów Wlkp., radni, patron, biskup Wilhelm Pluta, kościół katolicki, i nicjatywy, Stowarzyszenie Rodzin Katolickich.

[tekst opublikowany w W24 oraz, częściowo zmodyfikowany na potrtalu Radia Wnet]

 

Wszystkich Świętych w Ghanzi: wspomnienia o tych, którzy polegli

- Błogosławieni jesteście, bo wprowadzacie pokój. I o ten pokój walczyli ci, za których się modlimy - powiedział ks. kpt Rafał Kaproń w czasie mszy św. w Ghanzi. Zapłonęły znicze, pochodnie, były warty honorowe.

Dzień Wszystkich Świętych, tuż po nim Zaduszki, do czas powrotów pamięcią do tych, którzy odeszli. Te refleksje również znalazły swoje miejsce szczególne wśród żołnierzy polskich na misji stabilizacyjnej w Afganistanie. We wszystkich bazach Polskiego Kontyngentu Wojskowego odprawiono uroczyste msze św. i nabożeństwa.

Jak relacjonuje dla „Gońca”, kpt . Artur Pinkowski ze sekcji informacji prasowej PKW, w głównej bazie w Ghazni w czasie mszy św. celebrowanej przez ks. kpt Rafała Kapronia – przedstawiono sylwetki wszystkich, 22, poległych polskich żołnierzy na afgańskiej ziemi. Gdy modlono się, na wielkim telebimie ukazywały się fotografie poległych. - Błogosławieni jesteście, bo wprowadzacie pokój, bo chcecie, żeby ten pokój panował wśród tych, którzy tego pokoju nie znają. I o ten pokój walczyli ci wszyscy, za których dziś się modlimy – powiedział m.in. w kazaniu ks. Kaproń.

Po uroczystej mszy – dalszy ciąg ceremonii. Delegacje sztabu i dowództwa PKW, także Zgrupowania Bojowego Alfa, udały się krokiem marszowym pod obelisk upamiętniający poległych żołnierzy. Zapalono tu znicze, rozbłysły pochodnie. Przy obelisku wartę objął posterunek honorowy.

W tym dniu także żołnierze z 10. Batalionu Kawalerii Pancernej ze Świętoszowa (Lubuskie), tworzący trzon VIII zmiany w Afganistanie, w sposób uroczysty wspomnieli swoich tu poległych kolegów: por. Kurowskiego i kpr. Kowalewskiego, żołnierzy – przyjaciół z Batalionu.

Przypomnijmy poległych polskich żołnierzy na misji wojskowej w Afganistanie: por. Łukasz Kurowski (lat 28, zm.2007-08-14), st.kpr. Szymon Słowik (34, zm.2008-02-06), kpr. Hubert Kowalewski (27, 2008-02-26), kpr. Grzegorz Politowski (26, 2008-04-08), por. Robert Marczewski (28, 2008-06-20), plut. Waldemar Sujdak (28, 2008-08-20), kpr. Paweł Brodzikowski (25, 2008-08-20), kpr. Paweł Szwed (27, 2008-08-20), st.chor.szt. Andrzej Rozmiarek (35, 2009-02-10), kpt. Daniel Ambroziński (32, 2009-08-10), sier. Marcin Poróba (32, 2009-09-04), st.szer. Artur Pyc (28, 2009-09-08), kpr. Piotr Marciniak (30, 2009-09-10), kpr. Szymon Graczyk (23, 2009-10-09), kpr. Radosław szyszkiewicz (22, 2009-10-09), kpr. Michał Kołek (22, 2009-12-19), plut. Miłosz Aleksander Górka (25, 2010-06-12), kpr. Grzegorz Bukowski (29, 2010-06-26), plut. Paweł Stypuła (26, 2010-06-26), st. szer. Dariusz Tylenda (31, 2010-08-06), sierż. Kazimierz Kasprzak (32, 2010-09-27), st.szer. Adam Szada-Borzyszkowski (28, 2010-10-14).

Jak poinformował z kolei „Gońca”, szef sekcji informacji prasowej w Ghazni, kpt. Dariusz Kudlewski, trzech ranni żołnierze z VIII zmiany, powracają do zdrowia. Z pewnością niebawem na powrót obejmą służbę.

tagi: Afganistan, Polski Kontyngent Wojskowy, prowincja Ghazni, polegli w misji, Wszystkich Świętych

[tekst ukazal się w W24 i w Radiu Wnet]

 

 Afganistan. Bezzałogowe samoloty jeszcze nie przyleciały do polskich żołnierzy

- Wkrótce dotrą – uspakajają w polskim kontyngencie. Tymczasem żołnierze sił zadaniowych aresztowali jednego z czołowych przedstawicieli rebeliantów z „gabinetu cieni” dla Ghazni.

Bezzałogowe samoloty izraelskie wraz ze stacjami obsługi miały dotrzeć do Polskiego Kontyngentu Wojskowego w prowincji Ghazni wraz z objęciem przez żołnierzy z 11. Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej, „Czarnej Dywizji”, trzonu VIII zmiany afgańskiej misji. O tym fakcie również informowały Wiadomości 24pl. To była jedna z sztandarowych inwestycji MON w wyposażenie bojowe Polaków w Ghazni, która uważana jest tutaj za misję szczególnie niebezpieczną.

Miało to poprawić bezpieczeństwo Polaków. Uważa się bowiem, że bez takich samolotów nie sposób jest w pełni kontrolować prowincji.

Zawiedli, według opinii „Gazety Wyborczej”, Izraelczycy, którzy nie wywiązali się z kontraktu. Z kole, jak wynika z ostatnich doniesień TVN24.pl, MON izraelskiemu producentowi, firmie Aeronautics zapłaci ok. 100 mln zł za rozszerzony zestaw: 8 bezzałogowych samolotów Aerostar (bez uzbrojenia) wraz z 4 stacjami kontrolnymi.

To nie koniec problemów. - Maszyny będą własnością Izraelczyków, którzy zapewnią też ich obsługę i będą eksploatowali bezzałogowce na własny koszt do czasu, aż dostarczą nam taki zestaw, jakiego sobie życzyliśmy – wyjawił dla „Gazety Wyborczej” wiceminister obrony Marcin Idzik.

Cały ambaras polega na tym, że Izraelczycy nie mogą posłać do Ghazni własnej obsługi, przede wszystkim dlatego, że powstałaby realna groźba wzmożonych ataków talibów na obecność w kraju muzułmańskim Żydów.

W oparciu o doniesienia „Gazety Wyborczej”, firma Aeronautics w Polsce wynajęła brytyjski koncern Qinetq, który specjalizuje się w systemach bezzałogowego rozpoznawania i świadczył już podobne usługi.

Jak poinformował Wiadomości 24 pl, kpt Dariusz Kudlewski, szef Sekcji Informacyjno-Prasowej PKW w Afganistanie, cztery bezzałogowe samoloty mają się znaleźć w Afganistanie jeszcze w listopadzie. Następne, według naszych ustaleń, pojawią się dopiero w kwietniu 2011 r. i będą już obsługiwane przez polskich żołnierzy. Teraz Polacy uczą się w Izraelu kierowania nimi, a potem bardziej się doszkolą na poligonie w Drawsku Pomorskim.

Tymczasem, jak relacjonuje dalej dla W24 kpt. Kudlewski, polscy żołnierze podczas jednej z operacji – aresztowali, bardzo ważnego dla przywódców rebeliantów – przedstawiciela. Zatrzymany to czołowa postać z tzw. „gabinetu cieni”, stworzonego przez talibów specjalnie dla prowincji Ghazni. To on osobiście kierował siłami terrorystów w kilku dystryktach prowincji Ghazni.

Operację przeprowadzono w miejscowości położonej kilka kilometrów od stolicy prowincji. Tutaj decydującym czynnikiem powodzenia były wcześniejsze precyzyjne informacje uzyskane przez Polaków. - Rebelianci zostali zupełnie zaskoczeni podczas nocnego spotkania w jednym z miejscowych domów – konkluduje kapitan.

To nie wszystko. W trakcie przeprowadzonej akcji, zatrzymano dodatkowo pięciu mężczyzn podejrzanych o działalność terrorystyczną prowadzoną na terenie prowincji. Dokładne przeszukanie zabudowań pozwoliło również na odkrycie składu materiałów wybuchowych, kilkanaście sztuk broni wraz z zapasem amunicji, kilkanaście kilogramów trotylu. Dodatkowo znaleziono miny, skrzynie z amunicją wielkokalibrową oraz wiele różnego sprzętu wojskowego, w tym środki łączności. - Dzięki tej akcji poprawiono sytuację bezpieczeństwa w prowincji – mówi kpt. Kudlewski. - To jest przede wszystkim ważne dla miejscowej ludności, która wielokrotnie staje się ofiarami talibskich zamachów.

Polscy żołnierze przejęli odpowiedzialność za bezpieczeństwo we wschodniej prowincji Afganistanu Ghazni z dniem 30 października 2008 r.

To obszar położony na południowy zachód od Kabulu. Na powierzchni prawie 23 tys. km kwadratowych mieszka, według różnych szacunków, od 1 do 1,5 mln Afgańczyków, głównie Hazarów i Pasztunów. Tylko niespełna 50 tys. osób to mieszkańcy miast. Reszta obywateli mieszka w małych wsiach lub w koczowniczych osadach. Prowincja Ghazni była kiedyś jednym z ważniejszych ośrodków uprawy winogron, warzyw i zbóż. Stolicą prowincji jest 150-tysięczne miasto Ghazni, położone nad rzeką Ghazni.

 

Wykorzystano ponadto źródło: www.isaf.wp.mil.pl/

Tagi: Afganistan, Polski Kontyngent Wojskowy, misje, „Czarna Dywizja”, VIII zmiana, prowincja Ghazni, samoloty bezzałogowe, rebelianci,

[tekst ukazał się w W24, sekcja Cywilizacja]

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »