Warning: mysql_fetch_array(): supplied argument is not a valid MySQL result resource in /home/goniecl/domains/gonieclokalny.pl/public_html/components/com_joomlastats/joomlastats.inc.php on line 221

Warning: mysql_fetch_array(): supplied argument is not a valid MySQL result resource in /home/goniecl/domains/gonieclokalny.pl/public_html/components/com_joomlastats/joomlastats.inc.php on line 429

Niezależna sublokalna gazeta prywatna.

Redaktor Naczelny i Wydawca: Zbigniew M. Jelinek.

Projekt wydania papierowego – własny. Realizacja – własna. Teksty własne.

Adres Redakcji: Książ Śląski 52a, 67-128 Kożuchów, woj. lubuskie. Telefon: [68] 355-70-10. E-mail: zbigniew.jelinek@wp.pl.

Rok założenia: maj 1995. Wszelkie prawa zastrzeżone. Druk wydania papierowego: grzecznościowo-sponsorowany. 

Artykuły

 

Trudne życie z pamięcią.


Krajobraz po burzy


21:15.Książ,19.10.Gdyby nie pamięć

świadków, nikt nie dałby wiary, że stąpa

się tutaj po grobach. Jest kilkanaście

zagłębień i tyleż wzniesień. Rosną

wysokie sosny i nie tak duże samosiejki

dębu. Jest sporo zielonkawego mchu i...

przygaszonej trawy. Ponad trzydzieści lat

temu istniał tutaj jeszcze niemiecki cmentarz.

Zdewastowali go Polacy, nowi osadnicy.

Przypominało to mroczne epizody z Alfreda

Hitchcocka.

 
Start arrow Redaktor arrow Notka.
21.08.2018.
Notka. Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
02.02.2010.
 

Wolni ludzie tworzą czas:

 

miejmy odwagę płynąć pod prąd!

 

 

Zbigniew M[arian] Jelinek

 

nota biograficzna

 

- poeta, prozaik, redaktor i dziennikarz. Urodzony 19 maja 1955 r. w Zielonej Górze. Wykształcenie wyższe. Żonaty, Dwoje dorosłych dzieci. Mieszka w Książu Śląskim k. Zielonej Góry. Obecnie na rencie inwalidzkiej (wada wzroku o stopniu znacznym). Wydaje społecznie gazetę „Goniec Lokalny – wolna gazeta wiejska” .

 

 

 

 

 

Praca. 1976: dekorator w dziale reklamy w WSS ”Społem” w Zielonej Górze. 1977-1981: organizator i realizator imprez w Estradzie Ziemi Lubuskiej w Zielonej Górze. 1980 – 1981: współzałożyciel Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego NSZZ „Solidarność w Zielonej Górze (wiceprzewodniczący, kierownik biura, redaktor prasy związkowej). 1981 – 1983: stan wojenny – pozbawiony pracy zarobkowej. 1983 – 1984: referent administracyjno-gospodarczy w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych w Zielonej Górze. 1984 – 1985: kierownik działu organizacji spotkań i wystaw w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej w Zielonej Górze. !985: renta inwalidzka [wada wzroku w stopniu znacznym: przerost stożków rogówek].

Praca twórcza. Debiut na łamach dwutygodnika społeczno-kulturalnego „Nadodrze” (1975). Powieść „Dział ogłoszeń” (Czytelnik, Warszawa 1984, nominowana do nagrody „Literatury” na najlepszy debiut). Wiersze „Ten mężczyzna z wiersza” (Lubuskie Towarzystwo Kulturalne , Zielona Góra 1985). Wiersze „Małe życie” (Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1986, seria „Pokolenie, które wstępuje”). Szereg publikacji w prasie literackiej i w radio. Członek Związku Literatów Polskich od 1986 r.

Praca dziennikarska. Serwis Informacyjny NSZZ „Solidarność” w Zielonej Górze - „Start” (1981, założyciel, redaktor naczelny, dziennikarz). „Solidarność Środkowego Nadodrza” (1981, dziennikarz). Współpracownik „Zielonego Sztandaru”, „Dziennika Ludowego”, „Tygodnika Ludowego” (1983 – 1986). Gazeta samorządowa „Aktualności Kożuchowskie” (1997-1998, założyciel, redaktor naczelny, dziennikarz). Pismo społeczno-informacyjne „Winnica Zielonogórska” (1998-2003), założyciel, redaktor naczelny, dziennikarz). Gazeta samorządowa „Sulechów i Okolice” (2000, redaktor naczelny, dziennikarz). Prywatna gazeta sublokalna „Goniec Lokalny – wolna gazeta wiejska” (Książ Śląski 1985-1986, 2008-, założyciel, wydawca, redaktor naczelny, dziennikarz). Członek Stowarzyszenia Dziennikarzy RP od 2000 r.

 

 

 

- o -

 

Wiersze z przygotowywanego do druku tomiku „Oddział Dzienny Chorych Aniołów” .

(Autor poszukuje wydawcy)

 

 

To jedno tylko słowo

 

jadwidze, żonie, próba erotyku

 

wymyśliłem ciebie

wiele jeszcze innych rzeczy

i te miejsca w których powinniśmy być

słowa które powinny być wypowiedziane

pocałunki

szczere wyznania

lecz to już koniec mojej fantazji

niewypity szampan utracił wiarę

pozostawiając płonące tereny miłości

pan bóg wówczas nie spał

w ten niezbędny dla nas wieczór

daleko od domu

w błaganiu o jeszcze więcej uczuć

 

pragnąłem wtedy szybować

w nasze coraz bardziej oddalające się

marzenia i myśli

w twój warkocz codziennych łez

w skrzydła nadziei

tak niezbędnych do normalnego życia

i mój osamotniony głos

moje wołanie o świcie przez szybę

okna:

jadwigo wróć

 

...'o1

 

Aby przetrzymać

 

właśnie że nikt nie krzyczy

krawat garnitur prezerwatywy

walizka słów i gestów

uzębienie zgodne z modą

dom nostalgicznie skrojony

basen wsiąkający w doskonałość

dziwka pod telefonem

 

jest obowiązkowo kościół i knajpa

jest kelnerka bez majtek

i ochrzczone dzieci księdza

modlimy się o raj i nowe twarze

kochamy własną wizję przyszłości

własne skurwysyństwo

słowa jakie musimy wyuczyć się

na pamięć

 

coraz więcej śpiewów

więcej kazań

jeszcze więcej rąk

nie mogących powstrzymać krzyku

przez sen

diamentu nienawiści

 

po co to wszystko

po co ta szybkość

co ja tu robię

te zawroty głowy

przecież z tej wysokości

nie można spaść już niżej

 

'97-'09'97-'09.

 

Wypada napisać wstęp

 

nie mam absolutnie żadnych snów

kolorowych ornamentów

konwencjonalnej liryki

ironii rzeczywistości

stylu obowiązku

 

tak oto się trzymam

manekin bełkotliwy

statystyczny i przewidywalny

pochylony grzbiet

pobłogosławiony przed świętami

ostry kontrast z codziennością

 

jak właściwie mi się wiedzie

gówno to nie życie

starzeję się piję nawet w niedzielę

pragnę z tego barłogu cokolwiek zrozumieć

abym przypadkiem nie nazwał samego siebie

przymulonym fagasem

 

od wewnątrz przydeptany makijaż

w sam raz by nie zwymiotować

albumem skarg i pretensji do boga

zdradziłem życie

splunąłem na sądowej sali w obcym mieście

nowa sól w dorzeczu odry

w miarę lotu w lesie z psem morusem

łzawiącym rowerem

 

by tak jeszcze móc wykombinować

swój własny dzień

w którym poznaje się kogoś

by tak

nie zdumiewał się temperaturą

spóźnionego przyjścia don kichota

z sanczem pansą w tle

 

 

20.11.o3-31.o6.o9.

 

Kiedy uczeń pisze kartkówkę

 

nie do końca cała rzecz była uczciwa

powiem jak boga kocham z ręką na sercu

rzeczywiście potwierdzam zgodnie z dekalogiem

że wspólnie z rembrandtem obmacywałem marię cure

rzecz odbywała się w przebogate antyczne rekwizyty

w ogrodzie van gogha tuż przy obskurnej stajni

w kałuży gnojówki właśnie w której ustawicznie przesiaduje

platon z machiavellim zapisując na skrawkach gazety wyborczej

traktat o wpływie bakterii psychoterapeutycznych na wzwód penisa

i powiem jeszcze, że temu pędzlowi należał się taki potwarz

jest mi winien całą stówę

bo podobnie rzecz się miewa z shakespeare'm

który ustawicznie wspólnie z breughelem wnoszą liczne apelacje

o przyznanie im funduszu twórcy zaangażowanego

na klepisku tej neurotyczki karen horney

dziś ręki mi nie podają i język ostentacyjnie wywalają

jeszcze więcej powiem

że obaj dodatkowo skumplowali się z tym oberwańcem bachem

będącym z kolei na per ty z klasztornym beethowenem

cała ta zgraja popapranych indywiduów

higienicznie jeżdżą do cafe central aby tam przy chlaniu

wody brzozowej komponować na mnie paszkwile

tak chętnie drukowane na ostatniej stronie neue freie presse

bo podobno swoim doczesnym zapachem

atmosferę opaskudzam no powiedzmy że mam kuku-mamuniu

stanowię dla nich zniekształcone złudzenie powrotu

do telewizyjnego relay show

 

 

całe szczęści że ten podporządkowany sarte spod dwójki

podsyła mi wysuszone ulotki:

człowiek by wykończył się

w tej piwnicy porządku

 

Co ty gadasz, Boże

 

doigrałem się oto: opluto mnie skórą od banana

biały murzyn kiełbasa sznurek jurek ślina we włosach

zamknij oczy zasypując złe zachowanie w kałuży wiersza

słyszysz potem: mam dużo pracy z tym opluciem

mój wdech i wydech pieprzy biały murzyn w gardle

i gdzie tu te serce ta fotografia z małpami na drzewach

podejrzewam: kościół elżbietanek przeinaczono na hurtownię bananów

jest też salceson z gorzką kawą rozpuszczalną inka

biały murzyn rozczochrany w pończochach klnie rabarbarem

powiedz mi: co myśli ten co nas obserwuje gdy wstrzymujemy słowa

krótkie zarośnięte strachem oblepione potem złudzeń

wskazujemy palcem: to nic nie ma znaczenia to kaput

kiełbasa jurek sznurek abcede jeszcze wczoraj był ze mną na ty

odsłoń w końcu twarz: niech skóra od banana poczuje na policzku

pocałunek

 

Lęk, kiedy tracę pamięć

 

każdy w końcu musi swoją młodość

powszechnie przeżyć w nienormalnym życiu

patriotyzm jaki powinno się pokochać

bo człowiek im jest starszy

tym bardziej sam ze sobą nie może wytrzymać

skretyniała ceremonia codziennych zajęć

sam bóg jedynie wie czy jesteśmy w porządku

w utrzymywaniu osobistej higieny kiedy wstajemy

z klęczek

aby zagotować wodę na herbatę

usiąść przy odrapanym zgrzybiałym stole

napisać list do radia wolna europa że tak dalej

kurwa nie można tu żyć

ani umrzeć ani się symbolicznie powiesić

bo jest już za późno na przyjaciela na nową żonę

na osobistą godność przy śmietniku

na bezpłatne miejsce w szpitalu psychiatrycznym

pozostały jedynie pompatyczne uroczystości

transmitowane przez telewizję i radio maryja

pikniki rozczulające zloty wypędzonych

honorowe warty przy parszywej pogodzie

i w dymie z odrzutowych samolotów f-16

bo oto teraz my:

dumni trzymający mocno walizkę na kolanach

do natychmiastowej stąd ucieczki

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »